poniedziałek, 4 marca 2013

8. Każdy czyn ma swoje konsekwencje.

Louis:


Rozsiadłem się wygodnie, na obitej delikatną skórą kanapie, tuż obok swojej narzeczonej. Złapałem ją za dłoń, lecz ku mojemu zdziwieniu, szybko ją zabrała.
- Louis musimy porozmawiać – powiedziała stanowczym tonem. - Louis, ja eh.. ja jestem w ciąży – w jej oczach nie było widać żadnych uczuć, żadnej radości. Ja natomiast odetchnąłem z ulgą i mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Boże Amy! To cudownie! – przytuliłem ją do siebie mocno.
- To jeszcze nie wszystko… - spojrzała na mnie. Włożyła do mojej dłoni coś okrągłego. Moim oczom ukazał się pierścionek – to nie jest twoje dziecko Louis, przepraszam z nami koniec – powiedziała chłodno, wstała i wyszła. Nie mogłem pozbierać myśli, czułem, że zaraz coś we mnie pęknie, chce za nią biec, krzyknąć coś, ale nie mogę się ruszyć, mój oddech stał się coraz szybszy, próbowałem się podnieść, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłem.  Nagle do moich oczu doszło jaskrawe światło, podniosłem się i spojrzałem przed siebie.To był tylko sen. Zerknąłem na zegarek, dochodzi dziewiąta. Wyciągnąłem ręce do góry w celu rozprostowania kończyn, opuściłem nogi na chłodną podłogę i powolnym krokiem ruszyłem w stronę łazienki. Przez chwilę myślami wróciłem do snu, wzdrygnąłem się na samo wspomnienie. Nie przeżyłbym gdyby ona mnie zostawiła. Jest kobietą, której oddałem całe swoje serce. Nie umiałbym, po prostu nie umiałbym bez niej żyć. Zrobię Amy niespodziankę i wpadnę do niej dzisiaj bez żadnej zapowiedzi. Na pewno się ucieszy. Uśmiechnąłem się do lustra na myśl, że znów ja zobaczę. Wziąłem szybki prysznic, wyszczotkowałem zęby i udałem się do swojego pokoju. Włożyłem na siebie jakieś luźniejsze spodnie i czarną koszulkę. Spojrzałem jeszcze raz na pokój, nie jest tak źle potem to ogarnę. Wziąłem kluczyki do ręki i udałem się do samochodu. Ruszyłem w stronę domu Amy. Wiem, wiem, że zachwycam się nią jak jakiś nienormalny, ale ona jest, po prostu cudowna. Podjechałem pod kwiaciarnię i kupiłem dziesięć czerwonych róz dla niej. Wsiadłem z powrotem do samochodu i dalszą drogę pokonałem bez żadnych przeszkód. Zaparkowałem przed domem Amy, stał tu już jakiś samochód, może ktoś ją odwiedził. Wziąłem klucze do ręki i otworzyłem drzwi. Dała mi klucze do swojego domu już dość dawno, więc skorzystałem z tego, żeby zrobić jej jak największą niespodziankę.
- Amy? - krzyknąłem, ale nikt mi nie odpowiedział. - kochanie? - poszedłem do sypialni, może jeszcze śpi. Otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się Amy z jakimś facetem. Nie mogę uwierzyć w to co zobaczyłem. Moja własna narzeczona właśnie mnie zdradza. Nawet nie widzi, że tutaj jestem. Zbiegłem na dół, położyłem kwiaty na stole i wybiegłem na dwór. Usiadłem w samochodzie i popłakałem się jak dziecko. Prawdziwi faceci nie płaczą? Płaczą, zwłaszcza jak widzą ukochaną osobę, która cię zdradza. Ten widok złamał mi serce. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że ona mnie nawet nie widziała. Będzie udawać, że nic się nie stało, że wszystko jest w porządku. Przecież... do cholery przecież obiecała mi być zawsze wierna, obiecała, że będziemy ze sobą do końca życia. Zacisnąłem ręcę na kierownicy, łzy spływały po moich policzkach cały czas. Louis, cholera ogarnij się.. Wdech i wydech! Nie umiem, nie mogę, nie potrafię. Tego zawsze się najbardziej obawiałem, tego się najbardziej bałem. Zdrady. Ruszyłem samochodem przed siebie. Nienawidzę jej za to, jednocześnie cholernie ją kocham. Mam w planach jechać teraz do jakiegoś klubu, uchlać się jak świnia i zapomnieć chociaż na chwilę o wszystkim. Mogłem zareagować od razu, dać mu w mordę, ale ja tak nie potrafię. Jeśli nie byłem wystarczająco dobry dla niej, przecież mogła mi to powiedzieć. Spojrzałem na telefon, jest jedenasta. Do wieczoru jeszcze dużo czasu, może uchleję się na śmierć. Cały czas płakałem, nie umiem pozbierać myśli. W jednej chwili zawalił mi się cały świat, całe plany na przyszłość, wszystko.
- Kurwa mać! - krzyknąłem zdenerwowany i zacząłem jechać najszybciej jak tylko potrafiłem. Kolejny błąd, kolejne konsekwencje. - Au...



- Czy pan mnie słyszy? Halo, czy pan mnie słyszy?! - słyszałem, doskonale słyszałem, ale nie mogłem nic z siebie wydusić. Co się do cholery stało? Moja głowa, au.. - Nadal się nie budzi, przenieście go na intensywną terapię. Ustalono jak się nazywa?
- Louis Wesley. Znaleźliśmy dokumenty przy nim.
- Jak kierowca ciężarówki?
- Walczy o życie na stole operacyjnym. - co ja najlepszego zrobiłem? Chcę krzyczeć, powiedzieć cokolwiek, nie potrafię. Nie umiem. Staram się otworzyć oczy, ale powieki są bardzo ciężkie. Staram się ruszyć chociaż palcem nie umiem. Nie czuję nic oprócz cholernego bólu głowy. Ciemność. Nastała cholerna ciemność, nic nie słyszę. Nie żyję? To czemu nadal myślę? Co się ze mną stało? Chcę się obudzić, do cholery pozwólcie mi się obudzić. Nie wiem co najlepszego zrobiłem, gdzie jestem, co się dzieje. Nic nie widzę, nie mogę się ruszyć jednak nadal myślę.
- Panie Wesley czy pan mnie słyszy?! - obcy mi człowiek zaczął potrząsać moimi ramionami. Nadal cię słyszę, ale nadal nie potrafię wycisnąć z siebie żadnego dźwięku. Czy ja zawsze muszę spierdolić sobie życie? Czego bym nie spróbował zrobić nigdy mi nic nie wychodzi. Nigdy. Po prostu nigdy. Już teraz zdaję sobię sprawę, że będę miał okropne kłopoty. Nie potrafię myśleć racjonalnie, ten świat mnie zabija. A może już zabił? Może ja, na prawdę umarłem, po prostu moja dusza nadal żyje? Wszystko okaże się w swoim czasie. Na ten moment wolałbym chyba umrzeć. Nie mam już nic. Narzeczona mnie zdradza, jakiś człowiek walczy o życie przeze mnie. Same życiowe porażki. Dlaczego ludzie, którzy starają się być dobrzy dla świata, mili dla ludzi zawsze cierpią najwięcej? Czy ja kiedykolwiek zrobiłem coś złego w życiu? Może nie w tym, ale w poprzednim i mam tego teraz konsekwencje. Jestem odpowiedzialny za to co zrobiłem i nikt inny nie przejmie za mnie tej odpowiedzialności. Czy to wszystko ma w ogóle jaki kolwiek sens? Same pytania, żadnej odpowiedzi. Dlaczego nie mogę się obudzić? Dlaczego nic nie widzę? Słyszę co się dzieje w okół mnie, ale nie potrafię się nawet ruszyć. A co jeśli zostałem sparaliżowany i już do końca życia nie będę mógł się ruszyć? Co wtedy? Wtedy znów będę żałował każdej mojej decyzji. Po co do niej jechałem? Mogłem dać jej spokój, przecież jeśli chciałaby się zobaczyć to by zadzwoniła, napisała. A ja jej się wprosiłem. Gdybym tam nie jechał wszystko byłoby inaczej. Nikt by nie ucierpiał przeze mnie, nie leżał bym w szpitalu. Życie daje nam dużo przeszkód, które sami musimy pokonać, ale dlaczego nie da żadnej podpowiedzi? Koła ratunkowego? Co ja mam teraz zrobić. Próbuję otworzyć oczy, nie mogę. Próbuję się ruszyć, nie potrafię. Nic nie potrafię, jestem jedną wielką życiową porażką. Kiedy widzę, że już powoli zaczyna się coś układać zawsze musi być jakaś przeszkoda i wszystko się psuje. Trzeba zaczynać od nowa, z doświadczeniem, ale brakiem siły. Jednak trzeba. Na tym świecie musisz być kimś, żeby nie traktowali cię jak śmiecia. Po co ja w ogóle o tym myślę w tej chwili? Co się ze mną dzieje? Boże, pomóż mi. Płaczę? Mam mokre policzki, to znaczy, że płaczę? Najprawdopodniej tak chyba, że ktoś mnie czymś opryskał. Nadal nie mogę się obudzić ani ruszyć. Niech mi ktoś pomoże, błagam. Błagam o tą ostatnią szanse, Boże, ostatnia szansa na przetrwanie. Ja już nie zrobie, żadnej głupoty, po prostu daj mi się obudzić. Ja mam siostrę, ja muszę się nią opiekować, ja jestem za nią odpowiedzialny, Boże błagam cię..


Alex :


- Halo? - odebrałam telefon nie sprawdzając wcześniej kto dzwoni.
- Cześć All.
- A to ty, czego chcesz? - na sam dźwięk głosu Jareda już mnie mdliło.
- Możemy się spotkać?
- Nie. - rozłączyłam się i wyłączyłam telefon. Wiem, że teraz będzie dzwonił do upartego dlatego chcę mieć spokój. Wybaczyłam mu owszem, ale to były tylko puste słowa. Ten człowiek musi zrozumieć co zrobił. Niech sobie nie myśli, że jest królem świata i wszystko mu wolno. Jest zwykłym śmieciem, nic nie wartym śmieciem. Niech teraz to on się tak poczuje. Każda cząstka mnie, po prostu go nienawidzi. Nikt nie wie, nikt nie widzi co się między nami stało. Było w ogóle jakieś " nami " ? Jest on i ja. Dwa różne światy. On, pełny pasji, miłości do muzyki, marzeń, szczęścia, miłości, ale za to jest kompletnym idiotą. Ja? Leniwa, pełna pasji, ale zbyt leniwa, miłości? Może i tak, ale na pewno nie do niego. Szczęścia? To już by było śmieszne gdybym powiedziała, że jestem szczęśliwa. Spojrzałam na zegarek jest godzina dwunasta w południe. Wstałam z krzesła w kuchni i wyrzuciłam opakowanie po jogurcie do śmieci. Poszłam do salonu i usiadłam przed telewizorem. I tak wygląda moje życie. Wstane, zjem coś, idę przed telewizor, potem pogrzebie coś w necie, robi się późna godzina, ewentualnie gdzieś z kimś wyjdę, przyjdę, zjem coś, pooglądam telewizje, pójdę się umyć i spać. Muszę zmienić swoje życie bo zostanę starą panną z kotami. Zacznijmy już teraz! Wstałam z kanapy, ale jednak znów na nią opadłam. Nie chce mi się. No i o tym przed chwilą myślałam, mi się nigdy nic nie chcę. Pojechałabym do kogoś, pogadała. Przecież Jared był chętny na spotkanie dlaczego się z nim nie spotkałam? Może jednak co mi szkodzi. Jestem ciekawa co ma mi do powiedzenia. Wróciłam do kuchni po telefon i go włączyłam. Dwadzieścia siedem nieodebranych połączeń i trzy nowe wiadomości. A nie mówiłam? O znów dzwoni.
- Halo?
- No przecież przeprosiłem zlituj się..
- Okej. Bądź za pół godziny.
- Serio? - słychać było, że się zmieszał.
- A brzmię jakbym żartowała? To twoja ostatnia szansa jeśli cię nie będzie w ciągu pół godziny możesz zapomnieć o czym kolwiek związanego z moją osobą.
- Co masz na myśli?
- Jestem zboczeńcem. Czekam, pa. - cicho się zaśmiałam pod nosem. Zawsze kiedy powiem słowa " związane z moją osobą " on, po prostu musi pomyśleć o seksie. Niewyrzyty chłopczyk.  Dobra ogarnę się troszkę. Poszłam do łazienki, uczesałam włosy i zrobiłam sobie luźnego koka. Następnie udałam się do pokoju i założyłam legginsy oraz luźniejszą bluzkę. Nie będę się stroić skoro siedzę w domu. Spojrzałam na zegarek, ma jeszcze piętnaście minut. Ciekawe czy tym razem znowu się spóźni. Spojrzałam na biurko gdzie leżało moje zdjęcie z mamą. Coś we mnie pękło i po prostu zaczęłam płakać. Dlaczego akurat teraz? Przecież tyle razy widziałam to zdjęcie, tyle razy na nie patrzyłam to dlaczego akurat w tej chwili się rozpłakałam? Mam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Z jednej strony cholernie ją kocham, jest moją matką i nie pozwolę aby ktokolwiek powiedział na nią złe słowo, ale z drugiej strony zrobiła mi tak ogromną krzywdę, że nie umiem się pozbierać. I co dziwniejsze z wiekiem boli mnie to coraz bardziej. Ludzie mówią, że z upływem czasu wydarzenia z przeszłości bolą nas coraz mniej, natomiast ze mną jest odwrotnie. Kiedyś tak dużo o tym nie myślałam dzisiaj prawie codziennie.  Dlaczego tak? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nic wartego chwili namysłu nie osiągnęłam w życiu, może przez własne lenistwo, może dlatego, że ja po prostu nie mam żadnego talentu. Jestem nieudacznikiem i tego jestem w stu procentach pewna. Usłyszałam dzwonek do drzwi i odruchowo spojrzałam na zegarek. Zdążył. Otarłam policzki od łez i poszłam do drzwi. Otworzyłam je i przede mną stanął Jared. Miałam ochotę się do niego przytulić, po prostu miałam ochotę się do kogokolwiek przytulić.
- Płakałaś...? - Jay spojrzał na mnie dość troskliwą miną.
- Tak troszeczkę, ale nie ważne, nie przejmuj się - jeszcze raz otarłam policzki i wpuściłam go do środka. Usiedliśmy na kanapie.
- Wiesz jeśli chcesz możesz mi się wygadać... Ja postaram ci się pomóc - spojrzałam mu prostu w oczy.
- Pomóc? Wysłuchasz mnie i co? Znów będziesz po mnie jeździł? Rozpowiadał wszystkim jaka to ja okropna jestem? Znów? - rozpłakałm się poraz kolejny.
- Alex..
- Wiem jaki jesteś! Nie wiem co musiałbyś zrobić, żebym zaczęła patrzeć na ciebie inaczej. Wiesz dlaczego po ciebie zadzwoniłam? Bo nie mam z kim posiedzieć, bo wszyscy mnie mają w dupie. Mam już dość cholernej samotności! A teraz leć rozpowiedzieć wszystkim, że nie mam przyjaciół, że jestem pierdolonym życiowym nieudacznikiem! - płakałam, cholernie płakałam. W pewnym momęcie poczułam silne ramiona w okół mojego ciała. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać jeszcze bardziej. - Dlaczego to zawsze ja mam pecha? Dlaczego nikt nie traktuje mnie na serio? - jego ręce oplotły moje ciało jeszcze mocniej.
- Cichutko uspokój się.. - Jared zaczął cicho szeptać mi do ucha co odrobinę mnie uspokoiło. Nadal leciały mi łzy z oczu, ale nie krzyczałam już, byłam spokojniejsza.
- Dlaczego? Dlaczego ja? - zaczęłam się delikatnie trząść.
- Bo życie jest do dupy kochanie. Uspokój się proszę... Nie mogę patrzeć na to jak cierpisz...
- Mogłeś na to patrzeć, jakoś ci nie przeszkadzało jak obrabiałeś mi dupe.
- Pobiegłem za tobą, ale już cię nie było... Doskonale wiesz o tym, że to nie była prawda... Doskonale wiesz o tym, że zależy mi na twojej osobie - spojrzałam mu w oczy.
- Gdyby ci zależało nigdy byś mnie tak nie potraktował.
- Człowiek uczy się na błędach, proszę daj mi jeszcze jedną szansę.
- Każdy błąd musi mieć swoje powikłania. Tak jak ci powiedziałam, nie jesteś mi obojętny chociaż jeszcze godzinę temu myślałam co innego. Nie jesteś mi obojętny, ale narazie nie będzie między nami nic więcej jak przyjaźń. - Jared chwycił moją dłoń i splótł ze swoimi palcami.
- Nie powiedziałaś mi tak.
- To teraz mówię. - spojrzałam na nasze dłonie.
- Cii, posłuchaj. Każda chwila spędzona z tobą jest jak magia niezależnie od tego czy będziesz mnie kochać czy nienawidzieć ja zawsze będę przy tobie rozumiesz? Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Ko.. to znaczy.. Bardzo cię lubię. - mimowolnie się uśmiechnęłam i znów się przytuliliśmy. Miałam dać mu nauczkę jednak mam za miękkie serce na to. Jared jest dziwnym, tajemniczym człowiekiem, ale ja chce to dziwadło odkryć, zobaczyć co w nim siedzi. Za szybko mu wybaczyłam, za szybko dałam mu kolejną szansę, ale taka już jestem. Mogę kogoś cholernie nienawidzieć, ale nie powiem mu tego prosto w twarz. Napiszę, powiem przez telefon owszem. Ale nigdy nie w cztery oczy. Nie oszykujmy się jestem cholernym tchórzem i to wiemy już nie od dziś. Dlaczego akurat on? Nie wiem, jest pojebany, ale ma coś w sobie co ciągnie mnie do niego. Coś dzięki czemu chcę go lepiej poznać, po za tym jest niemiłosiernie przystojny.
- Lepiej? - po raz kolejny spojrzałam mu w oczy.
- Tak. Ale nie myśl sobie, że teraz będziesz mógł mną pomiatać czy coś. Ja nadal jestem cholernie zła na ciebie, po prostu staram ci się tego nie pokazywać.
- Przecież zawsze mnie możesz uderzyć czy coś, wyładować emocje.
- Nie, nie. Już raz dostałeś w tą swoją śliczną buźkę ode mnie tyle ci starczy, ale jeśli sobie nabroisz to nie obiecuję, że i kolejny raz nie oberwiesz.
- Mam śliczną buźkę? - Jared wyszczerzył się do mnie. No i po co ja to mówiłam? Teraz będzie umierał na samozachwyt.
- Nie. Po prostu chciałam być miła.
- No, ale...
- Nie. Powiedziałam nie to znaczy, że nie a teraz już mnie puść. - mój wzrok skierował się w stronę naszych dłoni.
- Nie.
- Grabisz sobie Leto, grabisz. - Jared cicho się zaśmiał, przełożył mnie przez ramie i zaczął biegać po domu.
- Do jasnej cholery puść mnie jak spadnę to będzie twoja wina! No puszczaj! - zaczęłam wierzgać nogami i walić rękoma w jego plecy. Zero rezultatów. On tylko się śmiał co powoli zaczęło i mnie zarażać i się uśmiechałam. Uśmiechałam się przy nim chociaż pare minut temu bardzo płakałam. Jeden człowiek, jeden uśmiech a może zdziałać tak dużo. Brunet postawił mnie na podłodze przed sobą i spojrzał w oczy. To było coś niesamowitego, coś nie tak stało się z moim sercem. Nie patrz mu w oczy, nigdy nie patrz mu w oczy, nigdy. Odwróciłam wzrok od niego i udałam się do kuchni.
- Chcesz coś pić?
- Chciałem cię pocałować i mi uciekłaś. - Jared wymamrotał pod nosem.
- Słucham?
- Nie nic, nic. Jak masz wodę to poproszę.
- Nie, nie mam komornik mi zabrał. - zaśmiałam się cicho i nalałam mu wody do szklanki. Stop! Czy on chciał mnie pocałować czy ja się tylko przesłyszałam? Chyba przesłyszałam.
- Dobra mała co robimy? - spojrzałam na niego.
- Nie wiem duży a co chcesz robić? - obydwoje się zaśmialiśmy. Usiadłam na przeciwko niego przy stole w kuchni.
- Możemy coś pooglądać, albo nie bo takie rzeczy źle się kończą. Może pójdziemy na spacer?
- Okej. Poczekaj tu. - Poszłam na górę w celu przebrania się jednak skończyło się na tym, że zostałam w tych rzeczach, które miałam na sobie. Założyłam na siebie tylko trampki i czarną bluzę. Zeszłam z powrotem na dół. - Idziemy?
- Jasne. - uśmiechnęłam się do niego, wzięłam telefon i klucze w rękę, wyszliśmy z domu.
- A gdzie pójdziemy?
- Niespodzianka - brunet poraz kolejny się do mnie uśmiechnął i poszedł przed siebie. Szłam za nim nie mówiąc ani słowa, po prostu szłam. Dlaczego ja w ogóle z nim idę jedną drogą? Dlaczego ja go jeszcze nie zabiłam? Albo jestem taką idiotką, że po prostu mam napierdolone w głowie, albo na prawdę muszę coś do niego.. Czuć? Nie. To pewny rozdaj przywiazania, po prostu lubię z nim spędzać czas. Nie wiem co jest tego powodem.
- Jared?
- Słucham ? - Jay przystanął na chwilę i poczekał, aż dołącze do niego.
- A co tam u Shannona?
- Pytasz się o mojego brata?
- No a o kogo?
- Przecież widziałaś go tylko raz w życiu. - spojrzałam na niego.
- Nie prawda. Uprawialiśmy dziki seks na plaży i najprawdopodobniej jestem z nim w ciąży.
- Wariatka. - Jared zaczął się śmiać. - Ty i mój brat? Przecież on jest, on jest.. Inny!
- Ładniejszy od ciebie. - zaczęłam iść szybszym krokiem.
- Że co? Ode mnie?
- No tak tylko żartowałam. - zaśmiałam się cicho. Weszliśmy do lasu, przez który idzie się na taką polankę. Jest tam niesamowicie pięknie. Często przychodziłam tam z mamą kiedy byłam mała. To miejsce ma dla mnie ogromny sentyment. Nie za bardzo pamiętam swoją rodzicielkę, ale czasami pokazują mi się przed oczami różne sceny związane z jej osobą. Była dobrą matką, przynajmniej z tego co pamiętam. Popełniłam błąd, który zabolał nas wszystkich. Jej dusza nie istnieje, bo nie ma czegoś takiego jak Bóg. A może przeszła na kogoś innego? Może urodziła się na nowo? W to mogłabym uwierzyć, ale jeżeli ktoś na siłę próbuje mi wmówić wierzenie w Boga kurwica mnie bierze. To moje życie, moje myśli, moja głowa, moja sprawa czy będę w niego wierzyć czy nie. Na chwilę obecną nie wierzę, zdarzyło się za dużo krzywd żeby uwierzyć w coś co podobno jest dobre. Gdyby było dobre nie dopuściło by to takiego zła na świecie.
- Jesteśmy. - usiadłam na trawie a tuż obok mnie Jared. Założyłam kaptur od bluzy na głowę by móc położyć się na trawie bez pobrudzenia sobie włosów. - O czym myślisz w tym miejscu? - odwróciłam głowę w stronę Jaya.
- O pięknych rzeczach. O tych dobrych wspomnieniach. Tych, które chcemy wspominać. O żadnych krzywdach. A ty?
- O mamie. - uśmiechnęłam się do niego i przymknęłam oczy. Przed oczami znów pojawił mi się obrazek gdzie znajdowały się dwie osoby. Ja i mama.
- Musiałaś ją bardzo kochać.
- Nadal ją kocham, ale mam do niej ogromny żal za to co zrobiła. - objął mnie ramieniem, leżeliśmy w dwójkę na trawie, słońce powoli zachodziło.
- Rozumiem cię. Znaczy nas tata zostawił jak byłem mały i nie za bardzo go pamiętam, ale wiem jak to jest się wychowywać bez jednego z rodziców. Wiem, że dla dziewczyny zawsze ciężej wychowywać się bez matki, ale tak chciał los. Ciesz się, że masz w okół siebie ludzi, którzy cię, na prawdę kochają.
- Na przykład kto?
- Louis, twój tata, twoja babcia.
- Raczej wątpie w to, że Louis mnie kocha. Jestem dla niego jak wrzód na tyłku, przecież jestem jego młodszą siostrą. Odkąd się urodziłam już obmyślał plany jak mnie zamordować.
- Nie prawda. On cały czas mówi o tobie, chwali cię. Jesteś jego oczkiem w głowie.
- Przeciez jestem tylko jego siostrą, ani nie dzieckiem, ani nie dziewczyną tylko siostrą. Jak mogę być jego oczkiem w głowie?
- Jesteś, aż jego siostrą. On cię bardzo kocha uwierz w to. - wtuliłam się w jego tors. Już nic nie mówiłam, po prostu leżeliśmy tak we dwójkę. Ja i on. Alex i Jared. To, na prawdę cholernie dziwna sytuacja. Dlaczego jestem kobietą? Dlaczego nie mogłam urodzić się mężczyzną, podłym mężczyzną? Dlaczego to ja nie mam mocy łamania damskich serc? Jeszcze pare godzin temu cholernie go nienawidziłam, wystarczyło pare spojrzeń, przytuleń, słów i wszystko poszło w zapomnienie. Nie powinnam tak robić, ale czuję się przy nim bezpieczna. Teraz kiedy leżymy tak we dwójkę, kiedy wtulam się w niego, kiedy on obejmuje mnie swoimi ramionami czuję, że już nic więcej mi nie trzeba. Tak jakby czas się zatrzymał i nie liczyło się nic oprócz naszej dwójki. Nie kocham go i wątpie w to, żebym kiedykolwiek go pokochała. Jest jak przyjaciel, którego nigdy nie miałam, którego zdobyłam w niespełna dwie godziny. Dziwne? Dziwniejsze niż cały świat. Ale na tym polega nasze życie, żeby nas zaskakiwało. To miłe zaskoczenie, to miło czuć, że ma się kogoś przy sobie. Jestem szczęśliwa, w tej chwili jestem szczęśliwa. Nie obchodzi mnie co będzie jutro jak dalej potoczy się moje życie. Liczy się tu i teraz.
- Dlaczego mnie przytulasz? - Jared przejechał dłonią po moich włosach.
- Bo to tutaj pomiędzy twoim prawym a lewym ramieniem czuję się bezpiecznie. Po raz pierwszy w życiu czuję się bezpiecznie. - spojrzałam na niego i obydwoje uśmiechnęliśmy się do siebie. - Mam nadzieję, że będziemy dobrymi przyjaciółmi.
- Tak, przyjaciółmi... - uśmiechnęłam się do niego i poraz kolejny mocno wtuliłam. Niesamowity dzień, pewna zmiana w moim życiu, która bardzo mi się podoba. Może to już jest ten czas kiedy wszystko pójdzie z górki? Miejmy nadzieję, że teraz już wszystko się ułoży.

sobota, 26 stycznia 2013

7. If we could only turn back time.

Alex :


Siedziałam w domu z babcią. Oglądałyśmy jakiś serial, to znaczy ona oglądała jak tylko dotrzymywałam jej towarzystwa.
- Alex, kochanie mogłabyś mi zrobić herbatę? - spojrzałam na siedemdziesięciolatkę.
- Jasne - wstałam z fotela i udałam się do kuchni. Nalałam wody do czajnika i postawiłam go na gazie. Po paru minutach zalałam herbatę wrzątkiem i udałam się z powrotem do salonu.
- Zielona herbata, dwie łyżeczki cukru, tak jak lubisz - postawiłam kubek na stole i usiadłam obok niej. Od kąd wróciła ze szpitala robi się coraz bardziej słabsza, ale oczywiście nie powie mi co się stało, bo to wszystko wina ciśnienia.
- Babciu.. jeśli cię o coś zapytam to obiecasz być ze mną szczera? - spojrzałam jej w oczy.
- Pytaj.
- Co ci jest? Dlaczego coraz gorzej się czujesz? – spytałam zaniepokojona.
- Mówiłam ci już to przez te nowe leki, pomagają na serce, ale odporność słabnie, no i to okropne ciśnienie.
- Obiecałaś mi być szczera. Za każdym razem mówisz mi to samo chodź doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że mnie okłamujesz. I co fajnie ci się żyje w kłamstwach? Chodź raz, ten jeden raz mogłabyś być ze mną szczera i powiedzieć mi coś się dzieje. Do cholery ja ślepa nie jestem i widzę co się dzieje! - zaczęłam się coraz bardziej denerwować.
- Kochanie...
- Nie kochaniuj mi tutaj, tylko powiedz mi w końcu prawdę! - spojrzałam na nią.
- Alex, słonko, proszę cię uspokój się - w jej oczach malowało się zakłopotanie. Jak nic chce się wywinąć i trzymać to wszystko w sekrecie przez kolejne dni. Nie tym razem babciu.
- Za przeproszeniem w dupie mam te twoje uspokój się! Czy ty, na prawdę nie widzisz, że ja się o ciebie martwię, że chcę ci jakoś pomóc?! - nie wytrzymałam i zaczęłam się wydzierać. Po policzkach babci zaczęły spływać łzy - Nie płacz tylko powiedz mi co się dzieje - Starałam się być twarda, ale od środka bardzo bolał mnie ten widok.
- Mam zapalenie mięśnia sercowego... - babcia wyszeptała cicho.Chodź nie mam pojęcia co to jest rozpłakałam się jak niemowlę.
- I dlaczego ty to robisz dlaczego? Dlaczego dopiero teraz mówisz mi o tym? - przytuliłam ją mocno do siebie.
- A po co mam cię martwić? Chciałam uniknąć widzenia cię w takim właśnie stanie - Babcia otarła moje łzy chusteczką. - Spokojnie przecież nie umieram, po to jestem pod stałą opieką lekarską, żeby być z wami jak najdłużej i kto wie, może nawet doczekam się prawnuków - uśmiechnęłam się do niej delikatnie i po raz kolejny mocno ją przytuliłam. - No już rozchmurz się, nic mi nie jest, żyję i mam zamiar pożyć jeszcze, na prawdę długo - nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć, niby babcia zapewniała mnie, że nic jej nie będzie, ale ona tak zawsze mówi dlatego mam powód by nie ufać tym słowom. Nazwa tej choroby brzmi, naprawdę groźnie, ale czy taka jest to nie wiem, wiem, że muszę się nią zaopiekować najlepiej jak tylko potrafię, ona poświęciła, dla nas całe życie więc teraz my musimy jej pomóc. Jutro przejadę się do jej lekarza, żeby dowiedzieć się więcej na temat tej choroby. Swoją drogą, mogłam zrobić to już dawno, przynajmniej wiedziałabym co jej dolega i jak jej najlepiej pomóc w zaistniałej sytuacji.
- Chcesz iść może na spacer? - spytałam babcię już nieco spokojniejsza.
- Oczywiście z tobą zawsze, tylko nie za daleko bo powoli się ściemnia - uśmiechnęłam się do niej delikatnie. Wstałam z kanapy razem z babcią, założyłyśmy buty i wyszłyśmy z domu.
- Wiesz, Alex, co do tych wnuków to moglibyście się powoli za to zabrać.
 - Na mnie nie patrz! Lou jest starszy, najpierw on potem ja. To taka kolej rzeczy.
- A Ty tak w ogóle kogoś masz teraz? Ostatnio o niczym mi nie mówisz - Babcia wzięła mnie pod rękę.
- Tego nic nie mówienia uczę się od mistrzów - spojrzałam na nią - i nie, nie mam nikogo, gdybym miała to byłabyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała.
- To przez te twoje krzywe zęby. A mówiłam ci noś aparat, to ty nie krzywizna jest urocza. To teraz masz te swoje urocze, tak, że nikt cię nie będzie chciał.
- Przesadzasz - cicho się zaśmiałam.
- Nie przesadzam. I ten twój okropny nos. On jest... inny, powinnaś coś z nim zrobić. - babcia spojrzała na mnie dość poważnym wzrokiem - No przecież żartuję! Taka się urodziłaś i nic nie wolno ci w sobie zmieniać, musisz zaakceptować to jaka jesteś.
- Ale czy ja powiedziałam, że czegoś nie akceptuję? - zatrzymałyśmy się na chwilę.
- Nie powiedziałaś, ale wiem, że nienawidzisz swojego nosa - To prawda strasznie nie lubiłam tej części swojego ciała. Tak samo jak krzywych nóg i zębów, ale na to ostatnie akurat nic nie poradzę bo mam to na własne życzenie. Po półgodzinnym spacerze udałyśmy się do domu, ponieważ robiło się coraz chłodniej i zapadał zmrok. Babcia usiadła przed telewizorem, a ja zajęłam się robieniem kolacji.
- Jestem! - Do domu wpadł Louis.
- Co robisz dobrego? Bo umieram z głodu! - starszy brat podszedł do lodówki, wyciągnął z niej butelkę wody i opróżnił ją do dna.
- Kacyk? - spojrzałam na niego z uśmiechem, robiąc kanapki.
- Jakbyś nie wiedziała kochana siostrzyczko to ja pracuję i na ta chwile nie mam czasu na imprezy. – Louis zabrał mi jedną z kanapek, którą przygotowałam dla babci.
- Lou, do jasnej cholery masz ręce to sobie zrób! - uderzyłam go pięścią w ramie.
- I tak nie bolało - wyszczerzył się do mnie z buzią pełną jedzenia. - po za tym nie bądź taka chytra, ja cały dzień pracuje a ty mi kanapki żałujesz?
- Tak. I zachowuj się normalnie bo babcia u nas jest - położyłam wszystko na drewnianej tacce i udałam się do salonu. Postawiłam kolację przed babcią.
- Cześć babciu! - Louis usiadł obok niej. - Twoja wnuczka żałuje mi kanapek, wiesz?
- I mały chłopczyk przyszedł na skargę do babci? - Babcia spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- Jedz Louis jedz, bo ja i tak wszystkiego nie zjem.
- Dobra to wy sobie pogadajcie, a ja idę na chwilę na górę - udałam sie do swojego pokoju i momentalnie mój wzrok przykuło zdjęcie moje i Anji, ostatnio widziałyśmy się niech no ja pomyślę... Jared, do cholery znowu on! , ostatnio widziałyśmy się kiedy on tu był. To jak mnie potraktował było, na prawdę czymś co mnie bardzo zabolało. Nie powinnam mu tego wybaczać, ale jak już się stało to się nie odstanie. Tak wiem, że do najmądrzejszych osób na świecie to ja nie należę. Do listy moich życiowych porażek powinnam dopisać jeszcze Jareda. Lubiłam go, zaczynaliśmy się jakoś dogadywać a tu proszę bum! I cały czar prysł. Zasze będę miała pecha, to chyba nieunikniona część mojego życia.


Miesiąc wcześniej :



- Halo... ? - odebrałam telefon zaspanym głosem. 
- Obudziłem cię? 
- Nie, nie.. znaczy tak, ale miałam już wstawać więc spokojnie - uśmiechnęłam się delikatnie. Chodź mnie obudził, dźwięk jego głosu sprawiał mi wielką przyjemność. 
- To dobrze, bo nie wybaczyłbym sobie tego. Chciałem się dowiedzieć czy masz jakieś plany na wieczór?
- Spotykam się Tomem Cruz’em. Wiesz wydzwania do mnie i wydzwania, więc w końcu zgodziłam się na spotkanie - uwielbiam się z nim droczyć. 
- A no to szkoda... - powiedział dość załamanym głosem - Ale chyba będę musiał wam przerwać w randce, ponieważ dzisiejszego wieczoru należysz do Jareda Leto a nie jakiegoś Tom’a. – po raz kolejny się zaśmiałam.
- Nie wiem czy Tom mi to wybacz, po za tym nie jestem twoją własnością, mogę ewentualnie zgodzić się na jakieś krótkie spotkanie z tobą. 
- Kamień z serca! No to przyjadę po ciebie o dwudziestej, bądź gotowa. Papa!
- Pa - z uśmiechem na twarzy odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Co do cholery, którą?! Przecież o dziesiątej miał mi zadzwonić ten pieprzony budzik! Co Jared musiał sobie o mnie pomyśleć, pięknie, pięknie, no po prostu pięknie. Wstałam z łóżka i od razu udałam się do łazienki. Wzięłam dłuższy, niż miałam w planach prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w dres. Zeszłam na dół do kuchni wyjęłam jogurt z lodówki i ze spokojem zaczęłam go konsumować. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. No do cholery przecież przed chwilą była szesnasta! Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Wywaliłam wszystko z szafy, w poszukiwaniach czegoś w co mogłabym się ubrać. Po dłuższym namyśle, postawiłam na czarną spódniczkę sięgającą połowy ud, białą bokserkę i czarny sweterek. Tak wiem szału nie ma, ale ja, po prostu nie mam się w co ubrać. Buty, buty jakie do tego buty założyć... Szpilki! Uwielbiam chodzić w obcasach, ale potem strasznie mnie bolą nogi. Wyjęłam czarne szpilki z szafki z butami i założyłam je na nogi. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że nie ma co się bardziej stroić. To tylko zwykłe spotkanie a ja waruje gorzej niż małe dziecko na widok cukierka. Spojrzałam na swoje rzeczy, które wywaliłam z szafy. Upchnęłam wszystko tak, żeby szafa się domknęła i zobaczyłam jakaś kartkę na podłodze. Podniosłam ją, otworzyłam, co to do cholery jest skąd to się tu wzięło? Na kartce była jakaś piosenka, przecież ja nie piszę piosenek, Louis też nie, po za tym to nie jego pismo więc skąd to tutaj się wzięło? Przyjrzałam się jej dokładniej, na dole widniał małe inicjały" JL ". JL kto to JL. Jared Leto? Aaaa, to chyba ta kartka, którą zgubił na tym festiwalu. Usiadłam z nią na łóżku i w ciszy przeczytałam tekst piosenki chyba z dziesięć razy. Była niesamowita. To wszystko, tak jakby pisał to z głębi siebie, to co czuję. Wow, oddam mu ją dzisiaj. Zastanawia mnie tylko o kim to napisał. O jakiej dziewczynie. Zapytam się go dziś, zapytam. Włożyłam kartkę do torebki i spojrzałam na zegarek. W pół do ósmej. Mam jeszcze pół godziny. Udałam się do łazienki, rozczesałam włosy i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Mój telefon zaczął dzwonić, więc pobiegłam do niego, na ekranie wyświetliła się jedna nie przeczytana wiadomość. " Czekam na dole. - Jared ". Wzięłam torebkę i klucze w ręce, przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i wyszłam z domu. Zamknęłam dom na klucz i wsiadłam do samochodu.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć, ładnie wyglądasz, zapnij pasy proszę - Jared spojrzał na mnie dość dziwnym wzrokiem i odpalił silnik.  
- Dziękuję. Przecież nic mi się nie stanie, spokojnie.
- Zapnij!
- Ale ja nie lubię.
- Zapnij, albo sam to zrobię!
- No dobra, już dobra.. - zapięłam pasy tak jak polecił mi młodszy Leto.
- A tak w ogóle, to gdzie my jedziemy? Bo zaraz pomyślę, że chcesz mnie uprowadzić. 
- Niespodzianka - Jared uśmiechnął się do mnie i znów skupił na kierowaniu pojazdem. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. W końcu dojechaliśmy, do jakiegoś lasu. 
- Teraz to już, na prawdę zaczynam się ciebie bać. 
- Oj no cicho, chodź! - Poszłam za nim o mało nie zabijając się ze sto razy. 
- Nie mogłeś mi powiedzieć, że wywieziesz mnie na jakąś wiochę to włożyłabym inne buty? 
- Nie, bo tak wyglądasz seksownie. 
- No tak, wy mężczyźni patrzycie tylko na wygląd - Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się koło jakiegoś domku. Jared wszedł na taras i otworzył drzwi.
- Zapraszam - weszłam do środka a za mną on.
- Ładnie tutaj, przyznaj się chcesz mnie zamordować i zakopać moje ciało w lesie, dlatego tu przyjechaliśmy - powolnymi krokami chodziłam po domku i oglądałam wszystko co się tutaj znajdowało.
- Po za tym gdzie my w ogóle jesteśmy i co my tutaj robimy?
- Jesteśmy w lesie, jjesteśmy tu dla tego, że chcę cię zamordować i zakopać - zaśmialiśmy się obydwoje.
- No a tak poważnie ?
- Nie wiem, po prostu chciałem cię tu przywieść. Na początku mieliśmy jechać na kolację, ale potem stwierdziłem, że lepiej jak sami coś ugotujemy.
- To twój dom? - spojrzałam na bruneta.
- To bardziej coś w stylu działki. Przyjeżdżaliśmy tu z mamą jak byliśmy mali. 
- Bardzo ładnie tutaj - udałam się z Jaredem do kuchni, gdzie usiadłam na krześle.
- Więc co by pani chciała zjeść? 
- Nie wiem, zaskocz mnie - wyszczerzyłam się do niego. Leto zaczął wyciągać różne rzeczy z lodówki i coś robić. Otworzyłam torebkę w celu wyciągnięcia z niej telefonu, lecz w dłonie wpadła mi karteczka z piosenką, wyciągnęłam ją i spojrzałam na niego.
- Jaredzie Leto, powiedz mi o kim jest ta piosenka?
- Jaka piosenka?
- No ta - podałam mu kartkę, na jego twarzy widać było zakłopotanie. - Więc? - uśmiechnęłam się do niego.
- O... o... o dziewczynie! 
- Tyle to ja też wiem, ale o jakiej dziewczynie?
- Na pewno nie o tobie! Nie napisałbym czegoś takiego o tobie przecież, przecież... 
- Przecież..? 
- Ja to wszystko robię tylko po o, żeby cię przelecieć, nie widzisz tego, na prawdę? - jego słowa brzmiały bardzo przekonująco. Spojrzałam na niego zszokowana - No co się tak patrzysz? Po za tym zobacz jak ty wyglądasz, myślisz, że ktoś taki jak ja umówił by się z kimś takim jak ty? - do moich oczu zaczęły napływać łzy.
- Co ty do cholery sobie myślisz? Na cholere do mnie wydzwaniasz, robisz nadzieje, po co? Jesteś zwykłym pierdolonym złamasem! 
- A ty brzydką dziwką, która daje dupy każdemu więc i ja chciałem spróbować, proste - nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Wybiegłam z domu jak najszybciej potrafiłam i pobiegłam tą drogą, którą szliśmy wcześniej z Jaredem, nie miałam zamiaru dalej wysłuchiwać co ma do powiedzenia, poza tym jak on mógł mi coś takiego powiedzieć? Moje serce zaczęło się rozpadać na milion małych kawałeczków. Niby nic do niego czułam, ale też nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Usiadłam na jakiejś ławce i po prostu płakałam, nawet nie wiem jak mam dojść do domu, nie wiem gdzie jestem. Takie słowa bolą, cholernie bolą...

poniedziałek, 14 stycznia 2013

6. I gotta go my own way.

Alex :


- No i chyba już czas iść swoją drogą. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo w sumie bez sensu jest przejmowanie się frajerami, którzy mają w głowie tylko seks. - Spojrzałam na Anje, która siedziała na przeciwko mnie w Starbucksie.
- Niby tak, ale to jest, na prawdę trudne. Tak bardzo chciałabym sie od niego uwolnić, ale jest coś co cały czas mnie przy nim trzyma. Czuję to, że nie zachowuje się fer w obec mnie, ale potrafię mu wszystko wybaczyć. Nie wiem już nie wiem, na prawdę nie wiem... - wstałam z miejsca, usiadłam obok niej i mocno ją przytuliłam. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Minęły trzy miesiące odkąd zaczeła się spotykać z Karlem i każdego dnia słyszę jak to bardzo tego żałuje. Staram się jej pomóc, ale nie potrafię. Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że robi źle, ale widać, że to wszystko wina tego cholernego przywiązania.
- Posłuchaj zrobimy tak. Pójdziemy do mnie, zamówimy sobie ogromną pizzę, nawpierdalamy się, potem będziemy narzekać, że jesteśmy grube, i obejrzymy jakiś film. Całą noc tylko my dwie. Nie ma odbierania żadnych zasranych telefonów zrozumiano ?
- Jeśli ja nie mogę odbierać od Karla, to ty nie odbierasz od Leto. - uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam dłoń w jej stronę.
- Zgoda, chodź. - Wzięłysmy wszystkie swoje rzeczy i udałysmy się w stronę mojego domu. Ojca jak zwykle nie było, Louis był u Jareda więc było jak najbardziej okej. Postanowiłyśmy przejść się spacerkiem, gdyż na autobus musiałybyśmy czekać jeszcze pół godziny, a dzięki spacerowi będziemy szybciej w domu no i się troszkę dotlenimy.
- A tak w ogóle to co tam z tym jak on miał Jeradem?
- Jaredem. Nic nie jest. Pocałowaliśmy się, pogadaliśmy, stwierdziliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi no i tak było przez tydzień, potem on nie wytrzymał i tak od jakiś dwóch miesięcy wydzwania i błaga o spotkanie. Spotkałam się z nim raz, pogardził więc niech spierdala.
- No i takie podejście mi się podoba. Jak nie chciał, to niech wypierdala. - Anja uśmiechnęła się przyjaźnie do mnie. W mojej głowie znów pojawiła się twarz Jareda. Nie mogłam wybaczyć mu tych słów. Nazywając mnie dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć bardzo mnie zranił. Myślałam, że jest inny, ale jak zwykle musiałam się mylić. Każdy facet jest taki sam, bez względu na zachowanie ma taki sam zamiar jak wszyscy. Ściągnąć spodnie, przelecieć i zostawić. Gorzej jak do tego wszystkiego dziewczyna zajdzie w ciąże, on wypiera się dziecka i nazywa ją puszczalską dziwką. Jestem w stu procentach pewna, że Leto postąpił by tak samo. Niby teraz nagle przypomniało mu się, że zrobił źle, błaga o wybaczenie, dzwoni, pisze, po prostu nie daje żyć. Był moment kiedy byłam wstanie mu wybaczyć, ale to był tylko malutki moment. Potem przypomniałam sobie jego słowa i znów go znienawidziłam tylko, że trzy razy bardziej.
- A tak nie w temacie to co ci ten Leto zrobił, że go tak bardzo nienawidzisz? Przecież to miły chłopak.
- No i widać jak mnie słuchasz. - spojrzałam na nią - Powiedział, że jestem dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć. Miło by ci było? Bo uwierz mi, że to raczej nic fajnego. - Tym razem to po moich policzkach poleciały łzy. Nie mam mocnej psychiki, każde złe słowo w moją stronę, prowadzi do płaczu. Staram się tego nie robić przy ludziach, żebym nie wyszła na słabą, ale przy niej akurat mogłam. Ona znała mnie chyba jak nikt inny, tylko cholernie nie lubi mnie słuchać. Mogę coś do niej mówić, zaraz zapyta mi się co mówiłam, powtórzę, a potem będzie kazała mi opowiedzieć to samo jeszcze raz, bo nie za bardzo słuchała. Kocham ją, cholernie ją kocham, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Najlepsza przyjaciółka. Chodź nie widzimy się zbyt często, gdyż Anja dużo podróżuje i pracuje. Ja nie potrafię się oddać pracy, dlatego nadal siedzę na utrzymaniu ojca, co ostatnimy czasy zaczęło mu przeszkadzać, ponieważ karze mi znaleźć sobię pracę. Niby zawsze mogę zatrudnić się u Anji, ale jeszcze nie dzisiaj, nie teraz. Od poniedziałku zacznę nad tym wszystkim myśleć.
- Cały czas coś do ciebie mówię, a ty się nie odzywasz. O czym tak namiętnie myślisz?
- O tobie. - zaśmiałyśmy się obydwie. Pare minut po tym byłysmy już pod moim domem. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłyśmy do środka. Od razu weszłam do kuchni i zaczęłam szukać ulotki z pizzerii. Po znalezieniu jej, usiadłam na blacie i zaczęłam przeglądać oferty.
- I co tam mają ciekawego?
- Same obrzydliwe mięso.
- No to weź tą z serami? - Anja spojrzała na mnie jak na debilkę.
- Dobra to weź zadzwoń i coś tam zamów, a ja pójdę ogarnąć nam łózko i jakiś film. - Podałam jej telefon i udałam się na górę do mojego pokoju. Wyjęłam z szafy trzy koce, poustawiałam poduszki tak, żeby było nam wygodnie i zaczęłam przeglądać moją kolekcję z filmami.
- Horror czy romansidło? - Krzyknęłam do dziewczyny, która właśnie weszła do mojego pokoju.
- Horror, bo jak będziemy oglądać jakieś pojebane miłostki to obydwie będziemy ryczeć.
- Okej, jak wolisz. - Włożyłam film do video, i przebrałam się w luźne krótkie spodenki i luźniejszą bluzkę. Anji dałam to samo do ubrania, ponieważ wiem jak niewygodne jest siedzenie w obcisłych ciuchach podczas tego jak masz się relaksować. Związałam włosy w luźnego koka i poszłam zmyć makijaż. Nie lubiłam się malować, ale bez tego wyglądałam jakbym była chora. Od dziecka miałam straszne siniaki pod oczami. Po pół godzinie, którą spędziłyśmy na przebieraniu się, zmywaniu makijażu i tak dalej przyjechała pizza. Zapłaciłam dostawcy należną sumę i po raz kolejny udałam się na górę do swojego pokoju.
- Okej pizza jest, film jest więc możemy zaczynać. - Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki. Uchyliłam okno, położyłam pizze na łózku, na którym same usiadłyśmy i włączyłam film. Spojrzałam na dziewczyne, która była lekko przygnębiona.
- Te, co jest? - szturchnęłam ją łokciem.
- Karl jest. - Ta spojrzała na mnie z bardzo smutnym wzrokiem.
- Mała nie przejmuj się nim, ile razy mam ci to jeszcze mówić?
- To tak samo jakbym ci powiedziała nie przejmuj się Leto. Co tam, że nazwał cię dziwką nie przejmuj się nim, zapomnij o tym. - Nic już nie powiedziałam tylko mocno ją do siebie przytuliłam. Jej słowa, znów przypomniały mi o tym dupku. Tak cholernie go nienawidzę. Przespałam się tylko raz w życiu z jednym człowiekiem i on wyzywa mnie od najgorszych? Oddałam swoje dziewictwo Johnowi, którego cholernie kochałam. Dlatego to zrobiłam. Gdybym wiedziała jak się zachowa nigdy bym tego nie zrobiła. Zachowała bym ten pierwszy raz dla kogoś odpowiedniego. Jednak bądź co bądź nie żałowałam tego. Była to wspaniała noc, chodź po niej zaczęło się wszystko komplikować. On chciał coraz więcej, a ja nie potrafiłam mu tego dać. Znów to cholerne dziecko we mnie siedziało. Muszę się go pozbyć bo dzięki niemu tracę bliskie mi osoby.
- Chce ci się oglądać ten film? - Moje rozmyślenia przerwała mi Anja.
- Szczerze? Nie. - uśmiechnęłam się do niej i wyłaczyłam telewizor. Wzięłam laptopa i go włączyłam. - Poobczajamy kto z kim jest, kto kogo zostawił i tak dalej co się dzieje u tych wszystkich ludzi. - Poprzęglądałysmy pare stron i postanowiłyśmy wyjść sobie przed dom. Usiadłyśmy na ławce i patrzyłyśmy w gwiazdy.
- Życzenie? - spojrzałam na nią.
- Umieć powiedzieć temu dupkowi jedno piękne słowo.
- Jakie?
- Wypierdalaj. - zaśmiałam się cicho.
- Twoje? - tym razem to ona spojrzała na mnie.
- Przestać myśleć o dupku numer dwa. - pod dom właśnie podjechał Louis, ale jak się okazało nie był sam. Może jakaś dupeczka z nim przyjechała. Uśmiechnęłam się mimowolnie, jednak uśmiech szybko zszedł mi z twarzy, po tym jak zobaczyłam Leto.
- Anja, idziemy! - wziełam ją za rękę i szybko pobiegłyśmy do mojego pokoju.
- Jak on mógł z nim tutaj przyjechać?! Cholera jasna! - Kopnęłam w łóżko co wywołało ból w stopie.
- On wie o tym co się stało?
- Nie.
- No to nie dziw mu się, że przyjechał ze swoim najlepszym kumplem do siebie do domu, skoro nie wie jak Leto cie potraktował.
- Fakt. Trzeba wymyślić coś żeby go uniknąć. Siku mi się chce.
- To idź? - Po raz kolejny przyjaciółka spojrzała na mnie jak na debila.
- Nie mogę. On tam jest. - pokazałam na drzwi.
- To idź i nie zwracaj na niego uwagi.
- Nie. Wytrzymam. - usiadłam na łózku i znów zaczęłam myśleć o Jaredzie. Usłyszałam kroki zbliżające się w stronę mojego pokoju.
- Czekaj Jared zobaczę co u Alex. - to był Louis. Zapukał w drzwi i próbował je otworzyć, jednak były zakluczone.
- Mała, wszystko okej?
- Eeee... tak tak.. ee.. przebieram się!
- Okej. Jak będziesz coś chciała to jestem na dole. Jakby się coś działo to krzycz.
- Jasne.. - spojrzałam na drzwi i uśmiechnęłam się ironicznie. - Co ja mam teraz zrobić? - spojrzałam na Anje.
- Nie wychodzić z pokoju, aż Letoś sobie nie pójdzie. - Mój pęcherz znów dał o sobie znać.
- Ale ja muszę siku! - skrzyżowałam nogi i zgiełam się w pół.
- To idź. - Ona z wielkim spokojem usiadła na parapecie i odpaliła papierosa.
- Ja tu umieram a ty masz to w dupie. - Wywinęłam dolną wargę w dół i spojrzałam na nią.
- Boże idź sikaj i wróć!
- No dobra już dobra.. - podeszłam do drzwi i je odkluczyłam. Rozglądnęłam się po korytarzu i szybko pobiegłam do łazienki. Opróżniłam pechęrz, umyłam ręcę i wyszłam. Przy schodach natknęłam się na Jareda.
- O cześć Alex.. wiesz ja przepraszam cię za tamto to nie miało tak wyglądać wiesz no nie to miałem na myśli, przepraszam. - Chłopak zaczął mówić jak opętany a ja stałam jak sparaliżowana i gapiłam się na niego.
- Ej? - Jay pomachał mi przed oczyma ręką.
- Ta jasne spoko.. pa! - pobiegłam do pokoju i zakluczyłam drzwi.
- I co? - odezwała się Anja.
- Widział mnie.. przepraszał. A ja uciekłam jak sześcioletnia dziewczynka. Zamiast z nim porozmawiać jak dojrzała kobieta. Jestem taką idiotką! - schowałam  twarz w ręce i usiadłam na ziemi.
- A no jesteś.
- Dzięki.
- Idź z nim pogadaj. - spojrzałam na nią.
- I chyba tak zrobię. Czas to wyjasnić i zakończyć raz na zawsze. - sama nie mogłam uwierzyć swojej pewności siebie. Zeszłam na dół i stanęłam im przed telewizorem.
- Jared. Ja, ty kuchnia w tej chwili! - udałam się do kuchni a ten poszedł za mną.
- Co jest?
- Co masz mi do powiedzenia? - usiadłam na blacie. Strasznie lubiłam tutaj siedzieć.
- Przepraszam. Wiem, że zachowałem się jak gówniarz nazywając cię tak, ale to pod wpływem emocji. Wiesz ta kłótnia to wszystko. To, po prostu były emocje ja nie umiałem zapanować nad tym, cholernie żałuję, że to powiedziałem proszę wybacz mi.. - Jared spojrzał na mnie z miną szczeniaczka. Alex, pamiętaj nie patrz mu w oczy.
- Po prostu zostańmy przy zwykłej znajomości. Nie będziemy przyjaciółmi bo na takie coś trzeba sobie zasłużyć. Może kiedyś, ale nie teraz.
- To znaczy, że mi wybaczasz? - podeszłam do niego i uderzyłam go z otwartej dłoni w twarz.
- Teraz tak. - brunet złapał się za policzek i nic już nie powiedział. Uśmiechnęłam się do niego i udałam z powrotem na górę.