Alex :
Siedziałam w domu z babcią. Oglądałyśmy jakiś serial, to znaczy ona oglądała jak tylko dotrzymywałam jej towarzystwa.
- Alex, kochanie mogłabyś mi zrobić herbatę? - spojrzałam na siedemdziesięciolatkę.
- Jasne - wstałam z fotela i udałam się do kuchni. Nalałam wody do czajnika i postawiłam go na gazie. Po paru minutach zalałam herbatę wrzątkiem i udałam się z powrotem do salonu.
- Zielona herbata, dwie łyżeczki cukru, tak jak lubisz - postawiłam kubek na stole i usiadłam obok niej. Od kąd wróciła ze szpitala robi się coraz bardziej słabsza, ale oczywiście nie powie mi co się stało, bo to wszystko wina ciśnienia.
- Babciu.. jeśli cię o coś zapytam to obiecasz być ze mną szczera? - spojrzałam jej w oczy.
- Pytaj.
- Co ci jest? Dlaczego coraz gorzej się czujesz? – spytałam zaniepokojona.
- Mówiłam ci już to przez te nowe leki, pomagają na serce, ale odporność słabnie, no i to okropne ciśnienie.
- Obiecałaś mi być szczera. Za każdym razem mówisz mi to samo chodź doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że mnie okłamujesz. I co fajnie ci się żyje w kłamstwach? Chodź raz, ten jeden raz mogłabyś być ze mną szczera i powiedzieć mi coś się dzieje. Do cholery ja ślepa nie jestem i widzę co się dzieje! - zaczęłam się coraz bardziej denerwować.
- Kochanie...
- Nie kochaniuj mi tutaj, tylko powiedz mi w końcu prawdę! - spojrzałam na nią.
- Alex, słonko, proszę cię uspokój się - w jej oczach malowało się zakłopotanie. Jak nic chce się wywinąć i trzymać to wszystko w sekrecie przez kolejne dni. Nie tym razem babciu.
- Za przeproszeniem w dupie mam te twoje uspokój się! Czy ty, na prawdę nie widzisz, że ja się o ciebie martwię, że chcę ci jakoś pomóc?! - nie wytrzymałam i zaczęłam się wydzierać. Po policzkach babci zaczęły spływać łzy - Nie płacz tylko powiedz mi co się dzieje - Starałam się być twarda, ale od środka bardzo bolał mnie ten widok.
- Mam zapalenie mięśnia sercowego... - babcia wyszeptała cicho.Chodź nie mam pojęcia co to jest rozpłakałam się jak niemowlę.
- I dlaczego ty to robisz dlaczego? Dlaczego dopiero teraz mówisz mi o tym? - przytuliłam ją mocno do siebie.
- A po co mam cię martwić? Chciałam uniknąć widzenia cię w takim właśnie stanie - Babcia otarła moje łzy chusteczką. - Spokojnie przecież nie umieram, po to jestem pod stałą opieką lekarską, żeby być z wami jak najdłużej i kto wie, może nawet doczekam się prawnuków - uśmiechnęłam się do niej delikatnie i po raz kolejny mocno ją przytuliłam. - No już rozchmurz się, nic mi nie jest, żyję i mam zamiar pożyć jeszcze, na prawdę długo - nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć, niby babcia zapewniała mnie, że nic jej nie będzie, ale ona tak zawsze mówi dlatego mam powód by nie ufać tym słowom. Nazwa tej choroby brzmi, naprawdę groźnie, ale czy taka jest to nie wiem, wiem, że muszę się nią zaopiekować najlepiej jak tylko potrafię, ona poświęciła, dla nas całe życie więc teraz my musimy jej pomóc. Jutro przejadę się do jej lekarza, żeby dowiedzieć się więcej na temat tej choroby. Swoją drogą, mogłam zrobić to już dawno, przynajmniej wiedziałabym co jej dolega i jak jej najlepiej pomóc w zaistniałej sytuacji.
- Chcesz iść może na spacer? - spytałam babcię już nieco spokojniejsza.
- Oczywiście z tobą zawsze, tylko nie za daleko bo powoli się ściemnia - uśmiechnęłam się do niej delikatnie. Wstałam z kanapy razem z babcią, założyłyśmy buty i wyszłyśmy z domu.
- Wiesz, Alex, co do tych wnuków to moglibyście się powoli za to zabrać.
- Na mnie nie patrz! Lou jest starszy, najpierw on potem ja. To taka kolej rzeczy.
- A Ty tak w ogóle kogoś masz teraz? Ostatnio o niczym mi nie mówisz - Babcia wzięła mnie pod rękę.
- Tego nic nie mówienia uczę się od mistrzów - spojrzałam na nią - i nie, nie mam nikogo, gdybym miała to byłabyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała.
- To przez te twoje krzywe zęby. A mówiłam ci noś aparat, to ty nie krzywizna jest urocza. To teraz masz te swoje urocze, tak, że nikt cię nie będzie chciał.
- Przesadzasz - cicho się zaśmiałam.
- Nie przesadzam. I ten twój okropny nos. On jest... inny, powinnaś coś z nim zrobić. - babcia spojrzała na mnie dość poważnym wzrokiem - No przecież żartuję! Taka się urodziłaś i nic nie wolno ci w sobie zmieniać, musisz zaakceptować to jaka jesteś.
- Ale czy ja powiedziałam, że czegoś nie akceptuję? - zatrzymałyśmy się na chwilę.
- Nie powiedziałaś, ale wiem, że nienawidzisz swojego nosa - To prawda strasznie nie lubiłam tej części swojego ciała. Tak samo jak krzywych nóg i zębów, ale na to ostatnie akurat nic nie poradzę bo mam to na własne życzenie. Po półgodzinnym spacerze udałyśmy się do domu, ponieważ robiło się coraz chłodniej i zapadał zmrok. Babcia usiadła przed telewizorem, a ja zajęłam się robieniem kolacji.
- Jestem! - Do domu wpadł Louis.
- Co robisz dobrego? Bo umieram z głodu! - starszy brat podszedł do lodówki, wyciągnął z niej butelkę wody i opróżnił ją do dna.
- Kacyk? - spojrzałam na niego z uśmiechem, robiąc kanapki.
- Jakbyś nie wiedziała kochana siostrzyczko to ja pracuję i na ta chwile nie mam czasu na imprezy. – Louis zabrał mi jedną z kanapek, którą przygotowałam dla babci.
- Lou, do jasnej cholery masz ręce to sobie zrób! - uderzyłam go pięścią w ramie.
- I tak nie bolało - wyszczerzył się do mnie z buzią pełną jedzenia. - po za tym nie bądź taka chytra, ja cały dzień pracuje a ty mi kanapki żałujesz?
- Tak. I zachowuj się normalnie bo babcia u nas jest - położyłam wszystko na drewnianej tacce i udałam się do salonu. Postawiłam kolację przed babcią.
- Cześć babciu! - Louis usiadł obok niej. - Twoja wnuczka żałuje mi kanapek, wiesz?
- I mały chłopczyk przyszedł na skargę do babci? - Babcia spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- Jedz Louis jedz, bo ja i tak wszystkiego nie zjem.
- Dobra to wy sobie pogadajcie, a ja idę na chwilę na górę - udałam sie do swojego pokoju i momentalnie mój wzrok przykuło zdjęcie moje i Anji, ostatnio widziałyśmy się niech no ja pomyślę... Jared, do cholery znowu on! , ostatnio widziałyśmy się kiedy on tu był. To jak mnie potraktował było, na prawdę czymś co mnie bardzo zabolało. Nie powinnam mu tego wybaczać, ale jak już się stało to się nie odstanie. Tak wiem, że do najmądrzejszych osób na świecie to ja nie należę. Do listy moich życiowych porażek powinnam dopisać jeszcze Jareda. Lubiłam go, zaczynaliśmy się jakoś dogadywać a tu proszę bum! I cały czar prysł. Zasze będę miała pecha, to chyba nieunikniona część mojego życia.
Miesiąc wcześniej :
- Halo... ? - odebrałam telefon zaspanym głosem.
- Obudziłem cię?
- Nie, nie.. znaczy tak, ale miałam już wstawać więc spokojnie - uśmiechnęłam się delikatnie. Chodź mnie obudził, dźwięk jego głosu sprawiał mi wielką przyjemność.
- To dobrze, bo nie wybaczyłbym sobie tego. Chciałem się dowiedzieć czy masz jakieś plany na wieczór?
- Spotykam się Tomem Cruz’em. Wiesz wydzwania do mnie i wydzwania, więc w końcu zgodziłam się na spotkanie - uwielbiam się z nim droczyć.
- A no to szkoda... - powiedział dość załamanym głosem - Ale chyba będę musiał wam przerwać w randce, ponieważ dzisiejszego wieczoru należysz do Jareda Leto a nie jakiegoś Tom’a. – po raz kolejny się zaśmiałam.
- Nie wiem czy Tom mi to wybacz, po za tym nie jestem twoją własnością, mogę ewentualnie zgodzić się na jakieś krótkie spotkanie z tobą.
- Kamień z serca! No to przyjadę po ciebie o dwudziestej, bądź gotowa. Papa!
- Pa - z uśmiechem na twarzy odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Co do cholery, którą?! Przecież o dziesiątej miał mi zadzwonić ten pieprzony budzik! Co Jared musiał sobie o mnie pomyśleć, pięknie, pięknie, no po prostu pięknie. Wstałam z łóżka i od razu udałam się do łazienki. Wzięłam dłuższy, niż miałam w planach prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w dres. Zeszłam na dół do kuchni wyjęłam jogurt z lodówki i ze spokojem zaczęłam go konsumować. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. No do cholery przecież przed chwilą była szesnasta! Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Wywaliłam wszystko z szafy, w poszukiwaniach czegoś w co mogłabym się ubrać. Po dłuższym namyśle, postawiłam na czarną spódniczkę sięgającą połowy ud, białą bokserkę i czarny sweterek. Tak wiem szału nie ma, ale ja, po prostu nie mam się w co ubrać. Buty, buty jakie do tego buty założyć... Szpilki! Uwielbiam chodzić w obcasach, ale potem strasznie mnie bolą nogi. Wyjęłam czarne szpilki z szafki z butami i założyłam je na nogi. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że nie ma co się bardziej stroić. To tylko zwykłe spotkanie a ja waruje gorzej niż małe dziecko na widok cukierka. Spojrzałam na swoje rzeczy, które wywaliłam z szafy. Upchnęłam wszystko tak, żeby szafa się domknęła i zobaczyłam jakaś kartkę na podłodze. Podniosłam ją, otworzyłam, co to do cholery jest skąd to się tu wzięło? Na kartce była jakaś piosenka, przecież ja nie piszę piosenek, Louis też nie, po za tym to nie jego pismo więc skąd to tutaj się wzięło? Przyjrzałam się jej dokładniej, na dole widniał małe inicjały" JL ". JL kto to JL. Jared Leto? Aaaa, to chyba ta kartka, którą zgubił na tym festiwalu. Usiadłam z nią na łóżku i w ciszy przeczytałam tekst piosenki chyba z dziesięć razy. Była niesamowita. To wszystko, tak jakby pisał to z głębi siebie, to co czuję. Wow, oddam mu ją dzisiaj. Zastanawia mnie tylko o kim to napisał. O jakiej dziewczynie. Zapytam się go dziś, zapytam. Włożyłam kartkę do torebki i spojrzałam na zegarek. W pół do ósmej. Mam jeszcze pół godziny. Udałam się do łazienki, rozczesałam włosy i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Mój telefon zaczął dzwonić, więc pobiegłam do niego, na ekranie wyświetliła się jedna nie przeczytana wiadomość. " Czekam na dole. - Jared ". Wzięłam torebkę i klucze w ręce, przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i wyszłam z domu. Zamknęłam dom na klucz i wsiadłam do samochodu.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć, ładnie wyglądasz, zapnij pasy proszę - Jared spojrzał na mnie dość dziwnym wzrokiem i odpalił silnik.
- Dziękuję. Przecież nic mi się nie stanie, spokojnie.
- Zapnij!
- Ale ja nie lubię.
- Zapnij, albo sam to zrobię!
- No dobra, już dobra.. - zapięłam pasy tak jak polecił mi młodszy Leto.
- A tak w ogóle, to gdzie my jedziemy? Bo zaraz pomyślę, że chcesz mnie uprowadzić.
- Niespodzianka - Jared uśmiechnął się do mnie i znów skupił na kierowaniu pojazdem. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. W końcu dojechaliśmy, do jakiegoś lasu.
- Teraz to już, na prawdę zaczynam się ciebie bać.
- Oj no cicho, chodź! - Poszłam za nim o mało nie zabijając się ze sto razy.
- Nie mogłeś mi powiedzieć, że wywieziesz mnie na jakąś wiochę to włożyłabym inne buty?
- Nie, bo tak wyglądasz seksownie.
- No tak, wy mężczyźni patrzycie tylko na wygląd - Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się koło jakiegoś domku. Jared wszedł na taras i otworzył drzwi.
- Zapraszam - weszłam do środka a za mną on.
- Ładnie tutaj, przyznaj się chcesz mnie zamordować i zakopać moje ciało w lesie, dlatego tu przyjechaliśmy - powolnymi krokami chodziłam po domku i oglądałam wszystko co się tutaj znajdowało.
- Po za tym gdzie my w ogóle jesteśmy i co my tutaj robimy?
- Jesteśmy w lesie, jjesteśmy tu dla tego, że chcę cię zamordować i zakopać - zaśmialiśmy się obydwoje.
- No a tak poważnie ?
- Nie wiem, po prostu chciałem cię tu przywieść. Na początku mieliśmy jechać na kolację, ale potem stwierdziłem, że lepiej jak sami coś ugotujemy.
- To twój dom? - spojrzałam na bruneta.
- To bardziej coś w stylu działki. Przyjeżdżaliśmy tu z mamą jak byliśmy mali.
- Bardzo ładnie tutaj - udałam się z Jaredem do kuchni, gdzie usiadłam na krześle.
- Więc co by pani chciała zjeść?
- Nie wiem, zaskocz mnie - wyszczerzyłam się do niego. Leto zaczął wyciągać różne rzeczy z lodówki i coś robić. Otworzyłam torebkę w celu wyciągnięcia z niej telefonu, lecz w dłonie wpadła mi karteczka z piosenką, wyciągnęłam ją i spojrzałam na niego.
- Jaredzie Leto, powiedz mi o kim jest ta piosenka?
- Jaka piosenka?
- No ta - podałam mu kartkę, na jego twarzy widać było zakłopotanie. - Więc? - uśmiechnęłam się do niego.
- O... o... o dziewczynie!
- Tyle to ja też wiem, ale o jakiej dziewczynie?
- Na pewno nie o tobie! Nie napisałbym czegoś takiego o tobie przecież, przecież...
- Przecież..?
- Ja to wszystko robię tylko po o, żeby cię przelecieć, nie widzisz tego, na prawdę? - jego słowa brzmiały bardzo przekonująco. Spojrzałam na niego zszokowana - No co się tak patrzysz? Po za tym zobacz jak ty wyglądasz, myślisz, że ktoś taki jak ja umówił by się z kimś takim jak ty? - do moich oczu zaczęły napływać łzy.
- Co ty do cholery sobie myślisz? Na cholere do mnie wydzwaniasz, robisz nadzieje, po co? Jesteś zwykłym pierdolonym złamasem!
- A ty brzydką dziwką, która daje dupy każdemu więc i ja chciałem spróbować, proste - nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Wybiegłam z domu jak najszybciej potrafiłam i pobiegłam tą drogą, którą szliśmy wcześniej z Jaredem, nie miałam zamiaru dalej wysłuchiwać co ma do powiedzenia, poza tym jak on mógł mi coś takiego powiedzieć? Moje serce zaczęło się rozpadać na milion małych kawałeczków. Niby nic do niego czułam, ale też nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Usiadłam na jakiejś ławce i po prostu płakałam, nawet nie wiem jak mam dojść do domu, nie wiem gdzie jestem. Takie słowa bolą, cholernie bolą...
sobota, 26 stycznia 2013
poniedziałek, 14 stycznia 2013
6. I gotta go my own way.
Alex :
- No i chyba już czas iść swoją drogą. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo w sumie bez sensu jest przejmowanie się frajerami, którzy mają w głowie tylko seks. - Spojrzałam na Anje, która siedziała na przeciwko mnie w Starbucksie.
- Niby tak, ale to jest, na prawdę trudne. Tak bardzo chciałabym sie od niego uwolnić, ale jest coś co cały czas mnie przy nim trzyma. Czuję to, że nie zachowuje się fer w obec mnie, ale potrafię mu wszystko wybaczyć. Nie wiem już nie wiem, na prawdę nie wiem... - wstałam z miejsca, usiadłam obok niej i mocno ją przytuliłam. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Minęły trzy miesiące odkąd zaczeła się spotykać z Karlem i każdego dnia słyszę jak to bardzo tego żałuje. Staram się jej pomóc, ale nie potrafię. Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że robi źle, ale widać, że to wszystko wina tego cholernego przywiązania.
- Posłuchaj zrobimy tak. Pójdziemy do mnie, zamówimy sobie ogromną pizzę, nawpierdalamy się, potem będziemy narzekać, że jesteśmy grube, i obejrzymy jakiś film. Całą noc tylko my dwie. Nie ma odbierania żadnych zasranych telefonów zrozumiano ?
- Jeśli ja nie mogę odbierać od Karla, to ty nie odbierasz od Leto. - uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam dłoń w jej stronę.
- Zgoda, chodź. - Wzięłysmy wszystkie swoje rzeczy i udałysmy się w stronę mojego domu. Ojca jak zwykle nie było, Louis był u Jareda więc było jak najbardziej okej. Postanowiłyśmy przejść się spacerkiem, gdyż na autobus musiałybyśmy czekać jeszcze pół godziny, a dzięki spacerowi będziemy szybciej w domu no i się troszkę dotlenimy.
- A tak w ogóle to co tam z tym jak on miał Jeradem?
- Jaredem. Nic nie jest. Pocałowaliśmy się, pogadaliśmy, stwierdziliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi no i tak było przez tydzień, potem on nie wytrzymał i tak od jakiś dwóch miesięcy wydzwania i błaga o spotkanie. Spotkałam się z nim raz, pogardził więc niech spierdala.
- No i takie podejście mi się podoba. Jak nie chciał, to niech wypierdala. - Anja uśmiechnęła się przyjaźnie do mnie. W mojej głowie znów pojawiła się twarz Jareda. Nie mogłam wybaczyć mu tych słów. Nazywając mnie dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć bardzo mnie zranił. Myślałam, że jest inny, ale jak zwykle musiałam się mylić. Każdy facet jest taki sam, bez względu na zachowanie ma taki sam zamiar jak wszyscy. Ściągnąć spodnie, przelecieć i zostawić. Gorzej jak do tego wszystkiego dziewczyna zajdzie w ciąże, on wypiera się dziecka i nazywa ją puszczalską dziwką. Jestem w stu procentach pewna, że Leto postąpił by tak samo. Niby teraz nagle przypomniało mu się, że zrobił źle, błaga o wybaczenie, dzwoni, pisze, po prostu nie daje żyć. Był moment kiedy byłam wstanie mu wybaczyć, ale to był tylko malutki moment. Potem przypomniałam sobie jego słowa i znów go znienawidziłam tylko, że trzy razy bardziej.
- A tak nie w temacie to co ci ten Leto zrobił, że go tak bardzo nienawidzisz? Przecież to miły chłopak.
- No i widać jak mnie słuchasz. - spojrzałam na nią - Powiedział, że jestem dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć. Miło by ci było? Bo uwierz mi, że to raczej nic fajnego. - Tym razem to po moich policzkach poleciały łzy. Nie mam mocnej psychiki, każde złe słowo w moją stronę, prowadzi do płaczu. Staram się tego nie robić przy ludziach, żebym nie wyszła na słabą, ale przy niej akurat mogłam. Ona znała mnie chyba jak nikt inny, tylko cholernie nie lubi mnie słuchać. Mogę coś do niej mówić, zaraz zapyta mi się co mówiłam, powtórzę, a potem będzie kazała mi opowiedzieć to samo jeszcze raz, bo nie za bardzo słuchała. Kocham ją, cholernie ją kocham, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Najlepsza przyjaciółka. Chodź nie widzimy się zbyt często, gdyż Anja dużo podróżuje i pracuje. Ja nie potrafię się oddać pracy, dlatego nadal siedzę na utrzymaniu ojca, co ostatnimy czasy zaczęło mu przeszkadzać, ponieważ karze mi znaleźć sobię pracę. Niby zawsze mogę zatrudnić się u Anji, ale jeszcze nie dzisiaj, nie teraz. Od poniedziałku zacznę nad tym wszystkim myśleć.
- Cały czas coś do ciebie mówię, a ty się nie odzywasz. O czym tak namiętnie myślisz?
- O tobie. - zaśmiałyśmy się obydwie. Pare minut po tym byłysmy już pod moim domem. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłyśmy do środka. Od razu weszłam do kuchni i zaczęłam szukać ulotki z pizzerii. Po znalezieniu jej, usiadłam na blacie i zaczęłam przeglądać oferty.
- I co tam mają ciekawego?
- Same obrzydliwe mięso.
- No to weź tą z serami? - Anja spojrzała na mnie jak na debilkę.
- Dobra to weź zadzwoń i coś tam zamów, a ja pójdę ogarnąć nam łózko i jakiś film. - Podałam jej telefon i udałam się na górę do mojego pokoju. Wyjęłam z szafy trzy koce, poustawiałam poduszki tak, żeby było nam wygodnie i zaczęłam przeglądać moją kolekcję z filmami.
- Horror czy romansidło? - Krzyknęłam do dziewczyny, która właśnie weszła do mojego pokoju.
- Horror, bo jak będziemy oglądać jakieś pojebane miłostki to obydwie będziemy ryczeć.
- Okej, jak wolisz. - Włożyłam film do video, i przebrałam się w luźne krótkie spodenki i luźniejszą bluzkę. Anji dałam to samo do ubrania, ponieważ wiem jak niewygodne jest siedzenie w obcisłych ciuchach podczas tego jak masz się relaksować. Związałam włosy w luźnego koka i poszłam zmyć makijaż. Nie lubiłam się malować, ale bez tego wyglądałam jakbym była chora. Od dziecka miałam straszne siniaki pod oczami. Po pół godzinie, którą spędziłyśmy na przebieraniu się, zmywaniu makijażu i tak dalej przyjechała pizza. Zapłaciłam dostawcy należną sumę i po raz kolejny udałam się na górę do swojego pokoju.
- Okej pizza jest, film jest więc możemy zaczynać. - Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki. Uchyliłam okno, położyłam pizze na łózku, na którym same usiadłyśmy i włączyłam film. Spojrzałam na dziewczyne, która była lekko przygnębiona.
- Te, co jest? - szturchnęłam ją łokciem.
- Karl jest. - Ta spojrzała na mnie z bardzo smutnym wzrokiem.
- Mała nie przejmuj się nim, ile razy mam ci to jeszcze mówić?
- To tak samo jakbym ci powiedziała nie przejmuj się Leto. Co tam, że nazwał cię dziwką nie przejmuj się nim, zapomnij o tym. - Nic już nie powiedziałam tylko mocno ją do siebie przytuliłam. Jej słowa, znów przypomniały mi o tym dupku. Tak cholernie go nienawidzę. Przespałam się tylko raz w życiu z jednym człowiekiem i on wyzywa mnie od najgorszych? Oddałam swoje dziewictwo Johnowi, którego cholernie kochałam. Dlatego to zrobiłam. Gdybym wiedziała jak się zachowa nigdy bym tego nie zrobiła. Zachowała bym ten pierwszy raz dla kogoś odpowiedniego. Jednak bądź co bądź nie żałowałam tego. Była to wspaniała noc, chodź po niej zaczęło się wszystko komplikować. On chciał coraz więcej, a ja nie potrafiłam mu tego dać. Znów to cholerne dziecko we mnie siedziało. Muszę się go pozbyć bo dzięki niemu tracę bliskie mi osoby.
- Chce ci się oglądać ten film? - Moje rozmyślenia przerwała mi Anja.
- Szczerze? Nie. - uśmiechnęłam się do niej i wyłaczyłam telewizor. Wzięłam laptopa i go włączyłam. - Poobczajamy kto z kim jest, kto kogo zostawił i tak dalej co się dzieje u tych wszystkich ludzi. - Poprzęglądałysmy pare stron i postanowiłyśmy wyjść sobie przed dom. Usiadłyśmy na ławce i patrzyłyśmy w gwiazdy.
- Życzenie? - spojrzałam na nią.
- Umieć powiedzieć temu dupkowi jedno piękne słowo.
- Jakie?
- Wypierdalaj. - zaśmiałam się cicho.
- Twoje? - tym razem to ona spojrzała na mnie.
- Przestać myśleć o dupku numer dwa. - pod dom właśnie podjechał Louis, ale jak się okazało nie był sam. Może jakaś dupeczka z nim przyjechała. Uśmiechnęłam się mimowolnie, jednak uśmiech szybko zszedł mi z twarzy, po tym jak zobaczyłam Leto.
- Anja, idziemy! - wziełam ją za rękę i szybko pobiegłyśmy do mojego pokoju.
- Jak on mógł z nim tutaj przyjechać?! Cholera jasna! - Kopnęłam w łóżko co wywołało ból w stopie.
- On wie o tym co się stało?
- Nie.
- No to nie dziw mu się, że przyjechał ze swoim najlepszym kumplem do siebie do domu, skoro nie wie jak Leto cie potraktował.
- Fakt. Trzeba wymyślić coś żeby go uniknąć. Siku mi się chce.
- To idź? - Po raz kolejny przyjaciółka spojrzała na mnie jak na debila.
- Nie mogę. On tam jest. - pokazałam na drzwi.
- To idź i nie zwracaj na niego uwagi.
- Nie. Wytrzymam. - usiadłam na łózku i znów zaczęłam myśleć o Jaredzie. Usłyszałam kroki zbliżające się w stronę mojego pokoju.
- Czekaj Jared zobaczę co u Alex. - to był Louis. Zapukał w drzwi i próbował je otworzyć, jednak były zakluczone.
- Mała, wszystko okej?
- Eeee... tak tak.. ee.. przebieram się!
- Okej. Jak będziesz coś chciała to jestem na dole. Jakby się coś działo to krzycz.
- Jasne.. - spojrzałam na drzwi i uśmiechnęłam się ironicznie. - Co ja mam teraz zrobić? - spojrzałam na Anje.
- Nie wychodzić z pokoju, aż Letoś sobie nie pójdzie. - Mój pęcherz znów dał o sobie znać.
- Ale ja muszę siku! - skrzyżowałam nogi i zgiełam się w pół.
- To idź. - Ona z wielkim spokojem usiadła na parapecie i odpaliła papierosa.
- Ja tu umieram a ty masz to w dupie. - Wywinęłam dolną wargę w dół i spojrzałam na nią.
- Boże idź sikaj i wróć!
- No dobra już dobra.. - podeszłam do drzwi i je odkluczyłam. Rozglądnęłam się po korytarzu i szybko pobiegłam do łazienki. Opróżniłam pechęrz, umyłam ręcę i wyszłam. Przy schodach natknęłam się na Jareda.
- O cześć Alex.. wiesz ja przepraszam cię za tamto to nie miało tak wyglądać wiesz no nie to miałem na myśli, przepraszam. - Chłopak zaczął mówić jak opętany a ja stałam jak sparaliżowana i gapiłam się na niego.
- Ej? - Jay pomachał mi przed oczyma ręką.
- Ta jasne spoko.. pa! - pobiegłam do pokoju i zakluczyłam drzwi.
- I co? - odezwała się Anja.
- Widział mnie.. przepraszał. A ja uciekłam jak sześcioletnia dziewczynka. Zamiast z nim porozmawiać jak dojrzała kobieta. Jestem taką idiotką! - schowałam twarz w ręce i usiadłam na ziemi.
- A no jesteś.
- Dzięki.
- Idź z nim pogadaj. - spojrzałam na nią.
- I chyba tak zrobię. Czas to wyjasnić i zakończyć raz na zawsze. - sama nie mogłam uwierzyć swojej pewności siebie. Zeszłam na dół i stanęłam im przed telewizorem.
- Jared. Ja, ty kuchnia w tej chwili! - udałam się do kuchni a ten poszedł za mną.
- Co jest?
- Co masz mi do powiedzenia? - usiadłam na blacie. Strasznie lubiłam tutaj siedzieć.
- Przepraszam. Wiem, że zachowałem się jak gówniarz nazywając cię tak, ale to pod wpływem emocji. Wiesz ta kłótnia to wszystko. To, po prostu były emocje ja nie umiałem zapanować nad tym, cholernie żałuję, że to powiedziałem proszę wybacz mi.. - Jared spojrzał na mnie z miną szczeniaczka. Alex, pamiętaj nie patrz mu w oczy.
- Po prostu zostańmy przy zwykłej znajomości. Nie będziemy przyjaciółmi bo na takie coś trzeba sobie zasłużyć. Może kiedyś, ale nie teraz.
- To znaczy, że mi wybaczasz? - podeszłam do niego i uderzyłam go z otwartej dłoni w twarz.
- Teraz tak. - brunet złapał się za policzek i nic już nie powiedział. Uśmiechnęłam się do niego i udałam z powrotem na górę.
- No i chyba już czas iść swoją drogą. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo w sumie bez sensu jest przejmowanie się frajerami, którzy mają w głowie tylko seks. - Spojrzałam na Anje, która siedziała na przeciwko mnie w Starbucksie.
- Niby tak, ale to jest, na prawdę trudne. Tak bardzo chciałabym sie od niego uwolnić, ale jest coś co cały czas mnie przy nim trzyma. Czuję to, że nie zachowuje się fer w obec mnie, ale potrafię mu wszystko wybaczyć. Nie wiem już nie wiem, na prawdę nie wiem... - wstałam z miejsca, usiadłam obok niej i mocno ją przytuliłam. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Minęły trzy miesiące odkąd zaczeła się spotykać z Karlem i każdego dnia słyszę jak to bardzo tego żałuje. Staram się jej pomóc, ale nie potrafię. Ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że robi źle, ale widać, że to wszystko wina tego cholernego przywiązania.
- Posłuchaj zrobimy tak. Pójdziemy do mnie, zamówimy sobie ogromną pizzę, nawpierdalamy się, potem będziemy narzekać, że jesteśmy grube, i obejrzymy jakiś film. Całą noc tylko my dwie. Nie ma odbierania żadnych zasranych telefonów zrozumiano ?
- Jeśli ja nie mogę odbierać od Karla, to ty nie odbierasz od Leto. - uśmiechnęłam się do niej i wyciągnęłam dłoń w jej stronę.
- Zgoda, chodź. - Wzięłysmy wszystkie swoje rzeczy i udałysmy się w stronę mojego domu. Ojca jak zwykle nie było, Louis był u Jareda więc było jak najbardziej okej. Postanowiłyśmy przejść się spacerkiem, gdyż na autobus musiałybyśmy czekać jeszcze pół godziny, a dzięki spacerowi będziemy szybciej w domu no i się troszkę dotlenimy.
- A tak w ogóle to co tam z tym jak on miał Jeradem?
- Jaredem. Nic nie jest. Pocałowaliśmy się, pogadaliśmy, stwierdziliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi no i tak było przez tydzień, potem on nie wytrzymał i tak od jakiś dwóch miesięcy wydzwania i błaga o spotkanie. Spotkałam się z nim raz, pogardził więc niech spierdala.
- No i takie podejście mi się podoba. Jak nie chciał, to niech wypierdala. - Anja uśmiechnęła się przyjaźnie do mnie. W mojej głowie znów pojawiła się twarz Jareda. Nie mogłam wybaczyć mu tych słów. Nazywając mnie dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć bardzo mnie zranił. Myślałam, że jest inny, ale jak zwykle musiałam się mylić. Każdy facet jest taki sam, bez względu na zachowanie ma taki sam zamiar jak wszyscy. Ściągnąć spodnie, przelecieć i zostawić. Gorzej jak do tego wszystkiego dziewczyna zajdzie w ciąże, on wypiera się dziecka i nazywa ją puszczalską dziwką. Jestem w stu procentach pewna, że Leto postąpił by tak samo. Niby teraz nagle przypomniało mu się, że zrobił źle, błaga o wybaczenie, dzwoni, pisze, po prostu nie daje żyć. Był moment kiedy byłam wstanie mu wybaczyć, ale to był tylko malutki moment. Potem przypomniałam sobie jego słowa i znów go znienawidziłam tylko, że trzy razy bardziej.
- A tak nie w temacie to co ci ten Leto zrobił, że go tak bardzo nienawidzisz? Przecież to miły chłopak.
- No i widać jak mnie słuchasz. - spojrzałam na nią - Powiedział, że jestem dziwką, którą podrywa tylko po to, żeby przelecieć. Miło by ci było? Bo uwierz mi, że to raczej nic fajnego. - Tym razem to po moich policzkach poleciały łzy. Nie mam mocnej psychiki, każde złe słowo w moją stronę, prowadzi do płaczu. Staram się tego nie robić przy ludziach, żebym nie wyszła na słabą, ale przy niej akurat mogłam. Ona znała mnie chyba jak nikt inny, tylko cholernie nie lubi mnie słuchać. Mogę coś do niej mówić, zaraz zapyta mi się co mówiłam, powtórzę, a potem będzie kazała mi opowiedzieć to samo jeszcze raz, bo nie za bardzo słuchała. Kocham ją, cholernie ją kocham, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Najlepsza przyjaciółka. Chodź nie widzimy się zbyt często, gdyż Anja dużo podróżuje i pracuje. Ja nie potrafię się oddać pracy, dlatego nadal siedzę na utrzymaniu ojca, co ostatnimy czasy zaczęło mu przeszkadzać, ponieważ karze mi znaleźć sobię pracę. Niby zawsze mogę zatrudnić się u Anji, ale jeszcze nie dzisiaj, nie teraz. Od poniedziałku zacznę nad tym wszystkim myśleć.
- Cały czas coś do ciebie mówię, a ty się nie odzywasz. O czym tak namiętnie myślisz?
- O tobie. - zaśmiałyśmy się obydwie. Pare minut po tym byłysmy już pod moim domem. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłyśmy do środka. Od razu weszłam do kuchni i zaczęłam szukać ulotki z pizzerii. Po znalezieniu jej, usiadłam na blacie i zaczęłam przeglądać oferty.
- I co tam mają ciekawego?
- Same obrzydliwe mięso.
- No to weź tą z serami? - Anja spojrzała na mnie jak na debilkę.
- Dobra to weź zadzwoń i coś tam zamów, a ja pójdę ogarnąć nam łózko i jakiś film. - Podałam jej telefon i udałam się na górę do mojego pokoju. Wyjęłam z szafy trzy koce, poustawiałam poduszki tak, żeby było nam wygodnie i zaczęłam przeglądać moją kolekcję z filmami.
- Horror czy romansidło? - Krzyknęłam do dziewczyny, która właśnie weszła do mojego pokoju.
- Horror, bo jak będziemy oglądać jakieś pojebane miłostki to obydwie będziemy ryczeć.
- Okej, jak wolisz. - Włożyłam film do video, i przebrałam się w luźne krótkie spodenki i luźniejszą bluzkę. Anji dałam to samo do ubrania, ponieważ wiem jak niewygodne jest siedzenie w obcisłych ciuchach podczas tego jak masz się relaksować. Związałam włosy w luźnego koka i poszłam zmyć makijaż. Nie lubiłam się malować, ale bez tego wyglądałam jakbym była chora. Od dziecka miałam straszne siniaki pod oczami. Po pół godzinie, którą spędziłyśmy na przebieraniu się, zmywaniu makijażu i tak dalej przyjechała pizza. Zapłaciłam dostawcy należną sumę i po raz kolejny udałam się na górę do swojego pokoju.
- Okej pizza jest, film jest więc możemy zaczynać. - Uśmiechnęłam się szeroko do przyjaciółki. Uchyliłam okno, położyłam pizze na łózku, na którym same usiadłyśmy i włączyłam film. Spojrzałam na dziewczyne, która była lekko przygnębiona.
- Te, co jest? - szturchnęłam ją łokciem.
- Karl jest. - Ta spojrzała na mnie z bardzo smutnym wzrokiem.
- Mała nie przejmuj się nim, ile razy mam ci to jeszcze mówić?
- To tak samo jakbym ci powiedziała nie przejmuj się Leto. Co tam, że nazwał cię dziwką nie przejmuj się nim, zapomnij o tym. - Nic już nie powiedziałam tylko mocno ją do siebie przytuliłam. Jej słowa, znów przypomniały mi o tym dupku. Tak cholernie go nienawidzę. Przespałam się tylko raz w życiu z jednym człowiekiem i on wyzywa mnie od najgorszych? Oddałam swoje dziewictwo Johnowi, którego cholernie kochałam. Dlatego to zrobiłam. Gdybym wiedziała jak się zachowa nigdy bym tego nie zrobiła. Zachowała bym ten pierwszy raz dla kogoś odpowiedniego. Jednak bądź co bądź nie żałowałam tego. Była to wspaniała noc, chodź po niej zaczęło się wszystko komplikować. On chciał coraz więcej, a ja nie potrafiłam mu tego dać. Znów to cholerne dziecko we mnie siedziało. Muszę się go pozbyć bo dzięki niemu tracę bliskie mi osoby.
- Chce ci się oglądać ten film? - Moje rozmyślenia przerwała mi Anja.
- Szczerze? Nie. - uśmiechnęłam się do niej i wyłaczyłam telewizor. Wzięłam laptopa i go włączyłam. - Poobczajamy kto z kim jest, kto kogo zostawił i tak dalej co się dzieje u tych wszystkich ludzi. - Poprzęglądałysmy pare stron i postanowiłyśmy wyjść sobie przed dom. Usiadłyśmy na ławce i patrzyłyśmy w gwiazdy.
- Życzenie? - spojrzałam na nią.
- Umieć powiedzieć temu dupkowi jedno piękne słowo.
- Jakie?
- Wypierdalaj. - zaśmiałam się cicho.
- Twoje? - tym razem to ona spojrzała na mnie.
- Przestać myśleć o dupku numer dwa. - pod dom właśnie podjechał Louis, ale jak się okazało nie był sam. Może jakaś dupeczka z nim przyjechała. Uśmiechnęłam się mimowolnie, jednak uśmiech szybko zszedł mi z twarzy, po tym jak zobaczyłam Leto.
- Anja, idziemy! - wziełam ją za rękę i szybko pobiegłyśmy do mojego pokoju.
- Jak on mógł z nim tutaj przyjechać?! Cholera jasna! - Kopnęłam w łóżko co wywołało ból w stopie.
- On wie o tym co się stało?
- Nie.
- No to nie dziw mu się, że przyjechał ze swoim najlepszym kumplem do siebie do domu, skoro nie wie jak Leto cie potraktował.
- Fakt. Trzeba wymyślić coś żeby go uniknąć. Siku mi się chce.
- To idź? - Po raz kolejny przyjaciółka spojrzała na mnie jak na debila.
- Nie mogę. On tam jest. - pokazałam na drzwi.
- To idź i nie zwracaj na niego uwagi.
- Nie. Wytrzymam. - usiadłam na łózku i znów zaczęłam myśleć o Jaredzie. Usłyszałam kroki zbliżające się w stronę mojego pokoju.
- Czekaj Jared zobaczę co u Alex. - to był Louis. Zapukał w drzwi i próbował je otworzyć, jednak były zakluczone.
- Mała, wszystko okej?
- Eeee... tak tak.. ee.. przebieram się!
- Okej. Jak będziesz coś chciała to jestem na dole. Jakby się coś działo to krzycz.
- Jasne.. - spojrzałam na drzwi i uśmiechnęłam się ironicznie. - Co ja mam teraz zrobić? - spojrzałam na Anje.
- Nie wychodzić z pokoju, aż Letoś sobie nie pójdzie. - Mój pęcherz znów dał o sobie znać.
- Ale ja muszę siku! - skrzyżowałam nogi i zgiełam się w pół.
- To idź. - Ona z wielkim spokojem usiadła na parapecie i odpaliła papierosa.
- Ja tu umieram a ty masz to w dupie. - Wywinęłam dolną wargę w dół i spojrzałam na nią.
- Boże idź sikaj i wróć!
- No dobra już dobra.. - podeszłam do drzwi i je odkluczyłam. Rozglądnęłam się po korytarzu i szybko pobiegłam do łazienki. Opróżniłam pechęrz, umyłam ręcę i wyszłam. Przy schodach natknęłam się na Jareda.
- O cześć Alex.. wiesz ja przepraszam cię za tamto to nie miało tak wyglądać wiesz no nie to miałem na myśli, przepraszam. - Chłopak zaczął mówić jak opętany a ja stałam jak sparaliżowana i gapiłam się na niego.
- Ej? - Jay pomachał mi przed oczyma ręką.
- Ta jasne spoko.. pa! - pobiegłam do pokoju i zakluczyłam drzwi.
- I co? - odezwała się Anja.
- Widział mnie.. przepraszał. A ja uciekłam jak sześcioletnia dziewczynka. Zamiast z nim porozmawiać jak dojrzała kobieta. Jestem taką idiotką! - schowałam twarz w ręce i usiadłam na ziemi.
- A no jesteś.
- Dzięki.
- Idź z nim pogadaj. - spojrzałam na nią.
- I chyba tak zrobię. Czas to wyjasnić i zakończyć raz na zawsze. - sama nie mogłam uwierzyć swojej pewności siebie. Zeszłam na dół i stanęłam im przed telewizorem.
- Jared. Ja, ty kuchnia w tej chwili! - udałam się do kuchni a ten poszedł za mną.
- Co jest?
- Co masz mi do powiedzenia? - usiadłam na blacie. Strasznie lubiłam tutaj siedzieć.
- Przepraszam. Wiem, że zachowałem się jak gówniarz nazywając cię tak, ale to pod wpływem emocji. Wiesz ta kłótnia to wszystko. To, po prostu były emocje ja nie umiałem zapanować nad tym, cholernie żałuję, że to powiedziałem proszę wybacz mi.. - Jared spojrzał na mnie z miną szczeniaczka. Alex, pamiętaj nie patrz mu w oczy.
- Po prostu zostańmy przy zwykłej znajomości. Nie będziemy przyjaciółmi bo na takie coś trzeba sobie zasłużyć. Może kiedyś, ale nie teraz.
- To znaczy, że mi wybaczasz? - podeszłam do niego i uderzyłam go z otwartej dłoni w twarz.
- Teraz tak. - brunet złapał się za policzek i nic już nie powiedział. Uśmiechnęłam się do niego i udałam z powrotem na górę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)