Alex :
Siedziałam w domu z babcią. Oglądałyśmy jakiś serial, to znaczy ona oglądała jak tylko dotrzymywałam jej towarzystwa.
- Alex, kochanie mogłabyś mi zrobić herbatę? - spojrzałam na siedemdziesięciolatkę.
- Jasne - wstałam z fotela i udałam się do kuchni. Nalałam wody do czajnika i postawiłam go na gazie. Po paru minutach zalałam herbatę wrzątkiem i udałam się z powrotem do salonu.
- Zielona herbata, dwie łyżeczki cukru, tak jak lubisz - postawiłam kubek na stole i usiadłam obok niej. Od kąd wróciła ze szpitala robi się coraz bardziej słabsza, ale oczywiście nie powie mi co się stało, bo to wszystko wina ciśnienia.
- Babciu.. jeśli cię o coś zapytam to obiecasz być ze mną szczera? - spojrzałam jej w oczy.
- Pytaj.
- Co ci jest? Dlaczego coraz gorzej się czujesz? – spytałam zaniepokojona.
- Mówiłam ci już to przez te nowe leki, pomagają na serce, ale odporność słabnie, no i to okropne ciśnienie.
- Obiecałaś mi być szczera. Za każdym razem mówisz mi to samo chodź doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że mnie okłamujesz. I co fajnie ci się żyje w kłamstwach? Chodź raz, ten jeden raz mogłabyś być ze mną szczera i powiedzieć mi coś się dzieje. Do cholery ja ślepa nie jestem i widzę co się dzieje! - zaczęłam się coraz bardziej denerwować.
- Kochanie...
- Nie kochaniuj mi tutaj, tylko powiedz mi w końcu prawdę! - spojrzałam na nią.
- Alex, słonko, proszę cię uspokój się - w jej oczach malowało się zakłopotanie. Jak nic chce się wywinąć i trzymać to wszystko w sekrecie przez kolejne dni. Nie tym razem babciu.
- Za przeproszeniem w dupie mam te twoje uspokój się! Czy ty, na prawdę nie widzisz, że ja się o ciebie martwię, że chcę ci jakoś pomóc?! - nie wytrzymałam i zaczęłam się wydzierać. Po policzkach babci zaczęły spływać łzy - Nie płacz tylko powiedz mi co się dzieje - Starałam się być twarda, ale od środka bardzo bolał mnie ten widok.
- Mam zapalenie mięśnia sercowego... - babcia wyszeptała cicho.Chodź nie mam pojęcia co to jest rozpłakałam się jak niemowlę.
- I dlaczego ty to robisz dlaczego? Dlaczego dopiero teraz mówisz mi o tym? - przytuliłam ją mocno do siebie.
- A po co mam cię martwić? Chciałam uniknąć widzenia cię w takim właśnie stanie - Babcia otarła moje łzy chusteczką. - Spokojnie przecież nie umieram, po to jestem pod stałą opieką lekarską, żeby być z wami jak najdłużej i kto wie, może nawet doczekam się prawnuków - uśmiechnęłam się do niej delikatnie i po raz kolejny mocno ją przytuliłam. - No już rozchmurz się, nic mi nie jest, żyję i mam zamiar pożyć jeszcze, na prawdę długo - nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć, niby babcia zapewniała mnie, że nic jej nie będzie, ale ona tak zawsze mówi dlatego mam powód by nie ufać tym słowom. Nazwa tej choroby brzmi, naprawdę groźnie, ale czy taka jest to nie wiem, wiem, że muszę się nią zaopiekować najlepiej jak tylko potrafię, ona poświęciła, dla nas całe życie więc teraz my musimy jej pomóc. Jutro przejadę się do jej lekarza, żeby dowiedzieć się więcej na temat tej choroby. Swoją drogą, mogłam zrobić to już dawno, przynajmniej wiedziałabym co jej dolega i jak jej najlepiej pomóc w zaistniałej sytuacji.
- Chcesz iść może na spacer? - spytałam babcię już nieco spokojniejsza.
- Oczywiście z tobą zawsze, tylko nie za daleko bo powoli się ściemnia - uśmiechnęłam się do niej delikatnie. Wstałam z kanapy razem z babcią, założyłyśmy buty i wyszłyśmy z domu.
- Wiesz, Alex, co do tych wnuków to moglibyście się powoli za to zabrać.
- Na mnie nie patrz! Lou jest starszy, najpierw on potem ja. To taka kolej rzeczy.
- A Ty tak w ogóle kogoś masz teraz? Ostatnio o niczym mi nie mówisz - Babcia wzięła mnie pod rękę.
- Tego nic nie mówienia uczę się od mistrzów - spojrzałam na nią - i nie, nie mam nikogo, gdybym miała to byłabyś pierwszą osobą, która by się o tym dowiedziała.
- To przez te twoje krzywe zęby. A mówiłam ci noś aparat, to ty nie krzywizna jest urocza. To teraz masz te swoje urocze, tak, że nikt cię nie będzie chciał.
- Przesadzasz - cicho się zaśmiałam.
- Nie przesadzam. I ten twój okropny nos. On jest... inny, powinnaś coś z nim zrobić. - babcia spojrzała na mnie dość poważnym wzrokiem - No przecież żartuję! Taka się urodziłaś i nic nie wolno ci w sobie zmieniać, musisz zaakceptować to jaka jesteś.
- Ale czy ja powiedziałam, że czegoś nie akceptuję? - zatrzymałyśmy się na chwilę.
- Nie powiedziałaś, ale wiem, że nienawidzisz swojego nosa - To prawda strasznie nie lubiłam tej części swojego ciała. Tak samo jak krzywych nóg i zębów, ale na to ostatnie akurat nic nie poradzę bo mam to na własne życzenie. Po półgodzinnym spacerze udałyśmy się do domu, ponieważ robiło się coraz chłodniej i zapadał zmrok. Babcia usiadła przed telewizorem, a ja zajęłam się robieniem kolacji.
- Jestem! - Do domu wpadł Louis.
- Co robisz dobrego? Bo umieram z głodu! - starszy brat podszedł do lodówki, wyciągnął z niej butelkę wody i opróżnił ją do dna.
- Kacyk? - spojrzałam na niego z uśmiechem, robiąc kanapki.
- Jakbyś nie wiedziała kochana siostrzyczko to ja pracuję i na ta chwile nie mam czasu na imprezy. – Louis zabrał mi jedną z kanapek, którą przygotowałam dla babci.
- Lou, do jasnej cholery masz ręce to sobie zrób! - uderzyłam go pięścią w ramie.
- I tak nie bolało - wyszczerzył się do mnie z buzią pełną jedzenia. - po za tym nie bądź taka chytra, ja cały dzień pracuje a ty mi kanapki żałujesz?
- Tak. I zachowuj się normalnie bo babcia u nas jest - położyłam wszystko na drewnianej tacce i udałam się do salonu. Postawiłam kolację przed babcią.
- Cześć babciu! - Louis usiadł obok niej. - Twoja wnuczka żałuje mi kanapek, wiesz?
- I mały chłopczyk przyszedł na skargę do babci? - Babcia spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- Jedz Louis jedz, bo ja i tak wszystkiego nie zjem.
- Dobra to wy sobie pogadajcie, a ja idę na chwilę na górę - udałam sie do swojego pokoju i momentalnie mój wzrok przykuło zdjęcie moje i Anji, ostatnio widziałyśmy się niech no ja pomyślę... Jared, do cholery znowu on! , ostatnio widziałyśmy się kiedy on tu był. To jak mnie potraktował było, na prawdę czymś co mnie bardzo zabolało. Nie powinnam mu tego wybaczać, ale jak już się stało to się nie odstanie. Tak wiem, że do najmądrzejszych osób na świecie to ja nie należę. Do listy moich życiowych porażek powinnam dopisać jeszcze Jareda. Lubiłam go, zaczynaliśmy się jakoś dogadywać a tu proszę bum! I cały czar prysł. Zasze będę miała pecha, to chyba nieunikniona część mojego życia.
Miesiąc wcześniej :
- Halo... ? - odebrałam telefon zaspanym głosem.
- Obudziłem cię?
- Nie, nie.. znaczy tak, ale miałam już wstawać więc spokojnie - uśmiechnęłam się delikatnie. Chodź mnie obudził, dźwięk jego głosu sprawiał mi wielką przyjemność.
- To dobrze, bo nie wybaczyłbym sobie tego. Chciałem się dowiedzieć czy masz jakieś plany na wieczór?
- Spotykam się Tomem Cruz’em. Wiesz wydzwania do mnie i wydzwania, więc w końcu zgodziłam się na spotkanie - uwielbiam się z nim droczyć.
- A no to szkoda... - powiedział dość załamanym głosem - Ale chyba będę musiał wam przerwać w randce, ponieważ dzisiejszego wieczoru należysz do Jareda Leto a nie jakiegoś Tom’a. – po raz kolejny się zaśmiałam.
- Nie wiem czy Tom mi to wybacz, po za tym nie jestem twoją własnością, mogę ewentualnie zgodzić się na jakieś krótkie spotkanie z tobą.
- Kamień z serca! No to przyjadę po ciebie o dwudziestej, bądź gotowa. Papa!
- Pa - z uśmiechem na twarzy odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Co do cholery, którą?! Przecież o dziesiątej miał mi zadzwonić ten pieprzony budzik! Co Jared musiał sobie o mnie pomyśleć, pięknie, pięknie, no po prostu pięknie. Wstałam z łóżka i od razu udałam się do łazienki. Wzięłam dłuższy, niż miałam w planach prysznic, wysuszyłam włosy i ubrałam się w dres. Zeszłam na dół do kuchni wyjęłam jogurt z lodówki i ze spokojem zaczęłam go konsumować. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę osiemnastą. No do cholery przecież przed chwilą była szesnasta! Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Wywaliłam wszystko z szafy, w poszukiwaniach czegoś w co mogłabym się ubrać. Po dłuższym namyśle, postawiłam na czarną spódniczkę sięgającą połowy ud, białą bokserkę i czarny sweterek. Tak wiem szału nie ma, ale ja, po prostu nie mam się w co ubrać. Buty, buty jakie do tego buty założyć... Szpilki! Uwielbiam chodzić w obcasach, ale potem strasznie mnie bolą nogi. Wyjęłam czarne szpilki z szafki z butami i założyłam je na nogi. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że nie ma co się bardziej stroić. To tylko zwykłe spotkanie a ja waruje gorzej niż małe dziecko na widok cukierka. Spojrzałam na swoje rzeczy, które wywaliłam z szafy. Upchnęłam wszystko tak, żeby szafa się domknęła i zobaczyłam jakaś kartkę na podłodze. Podniosłam ją, otworzyłam, co to do cholery jest skąd to się tu wzięło? Na kartce była jakaś piosenka, przecież ja nie piszę piosenek, Louis też nie, po za tym to nie jego pismo więc skąd to tutaj się wzięło? Przyjrzałam się jej dokładniej, na dole widniał małe inicjały" JL ". JL kto to JL. Jared Leto? Aaaa, to chyba ta kartka, którą zgubił na tym festiwalu. Usiadłam z nią na łóżku i w ciszy przeczytałam tekst piosenki chyba z dziesięć razy. Była niesamowita. To wszystko, tak jakby pisał to z głębi siebie, to co czuję. Wow, oddam mu ją dzisiaj. Zastanawia mnie tylko o kim to napisał. O jakiej dziewczynie. Zapytam się go dziś, zapytam. Włożyłam kartkę do torebki i spojrzałam na zegarek. W pół do ósmej. Mam jeszcze pół godziny. Udałam się do łazienki, rozczesałam włosy i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Mój telefon zaczął dzwonić, więc pobiegłam do niego, na ekranie wyświetliła się jedna nie przeczytana wiadomość. " Czekam na dole. - Jared ". Wzięłam torebkę i klucze w ręce, przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i wyszłam z domu. Zamknęłam dom na klucz i wsiadłam do samochodu.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego.
- Cześć, ładnie wyglądasz, zapnij pasy proszę - Jared spojrzał na mnie dość dziwnym wzrokiem i odpalił silnik.
- Dziękuję. Przecież nic mi się nie stanie, spokojnie.
- Zapnij!
- Ale ja nie lubię.
- Zapnij, albo sam to zrobię!
- No dobra, już dobra.. - zapięłam pasy tak jak polecił mi młodszy Leto.
- A tak w ogóle, to gdzie my jedziemy? Bo zaraz pomyślę, że chcesz mnie uprowadzić.
- Niespodzianka - Jared uśmiechnął się do mnie i znów skupił na kierowaniu pojazdem. Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. W końcu dojechaliśmy, do jakiegoś lasu.
- Teraz to już, na prawdę zaczynam się ciebie bać.
- Oj no cicho, chodź! - Poszłam za nim o mało nie zabijając się ze sto razy.
- Nie mogłeś mi powiedzieć, że wywieziesz mnie na jakąś wiochę to włożyłabym inne buty?
- Nie, bo tak wyglądasz seksownie.
- No tak, wy mężczyźni patrzycie tylko na wygląd - Po dziesięciu minutach znaleźliśmy się koło jakiegoś domku. Jared wszedł na taras i otworzył drzwi.
- Zapraszam - weszłam do środka a za mną on.
- Ładnie tutaj, przyznaj się chcesz mnie zamordować i zakopać moje ciało w lesie, dlatego tu przyjechaliśmy - powolnymi krokami chodziłam po domku i oglądałam wszystko co się tutaj znajdowało.
- Po za tym gdzie my w ogóle jesteśmy i co my tutaj robimy?
- Jesteśmy w lesie, jjesteśmy tu dla tego, że chcę cię zamordować i zakopać - zaśmialiśmy się obydwoje.
- No a tak poważnie ?
- Nie wiem, po prostu chciałem cię tu przywieść. Na początku mieliśmy jechać na kolację, ale potem stwierdziłem, że lepiej jak sami coś ugotujemy.
- To twój dom? - spojrzałam na bruneta.
- To bardziej coś w stylu działki. Przyjeżdżaliśmy tu z mamą jak byliśmy mali.
- Bardzo ładnie tutaj - udałam się z Jaredem do kuchni, gdzie usiadłam na krześle.
- Więc co by pani chciała zjeść?
- Nie wiem, zaskocz mnie - wyszczerzyłam się do niego. Leto zaczął wyciągać różne rzeczy z lodówki i coś robić. Otworzyłam torebkę w celu wyciągnięcia z niej telefonu, lecz w dłonie wpadła mi karteczka z piosenką, wyciągnęłam ją i spojrzałam na niego.
- Jaredzie Leto, powiedz mi o kim jest ta piosenka?
- Jaka piosenka?
- No ta - podałam mu kartkę, na jego twarzy widać było zakłopotanie. - Więc? - uśmiechnęłam się do niego.
- O... o... o dziewczynie!
- Tyle to ja też wiem, ale o jakiej dziewczynie?
- Na pewno nie o tobie! Nie napisałbym czegoś takiego o tobie przecież, przecież...
- Przecież..?
- Ja to wszystko robię tylko po o, żeby cię przelecieć, nie widzisz tego, na prawdę? - jego słowa brzmiały bardzo przekonująco. Spojrzałam na niego zszokowana - No co się tak patrzysz? Po za tym zobacz jak ty wyglądasz, myślisz, że ktoś taki jak ja umówił by się z kimś takim jak ty? - do moich oczu zaczęły napływać łzy.
- Co ty do cholery sobie myślisz? Na cholere do mnie wydzwaniasz, robisz nadzieje, po co? Jesteś zwykłym pierdolonym złamasem!
- A ty brzydką dziwką, która daje dupy każdemu więc i ja chciałem spróbować, proste - nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Wybiegłam z domu jak najszybciej potrafiłam i pobiegłam tą drogą, którą szliśmy wcześniej z Jaredem, nie miałam zamiaru dalej wysłuchiwać co ma do powiedzenia, poza tym jak on mógł mi coś takiego powiedzieć? Moje serce zaczęło się rozpadać na milion małych kawałeczków. Niby nic do niego czułam, ale też nie spodziewałam się takich słów z jego strony. Usiadłam na jakiejś ławce i po prostu płakałam, nawet nie wiem jak mam dojść do domu, nie wiem gdzie jestem. Takie słowa bolą, cholernie bolą...
ciekawy rozdział, ale jedno pytanie, czemu kurcze taki krótki?! :D
OdpowiedzUsuńA no tak jakoś wyszło. :) Dziękuję bardzo :)
UsuńKompletnie nie mam pojęcia jak zabrać się do tego komentarza bo przeczytałam, a jak przychodzi co do czego to wszystko mieszam (just me) :P
OdpowiedzUsuńRozdziały jak dla mnie krótkie, ale wraz ze stylem wszystko pójdzie do przodu :)
Interpunkcja to niestety gleba, ale to też idzie wyćwiczyć! Naucz się zasad, a potem pisz, pisz i pisz... ;)
Po treści widzę, że coś tam tworzy się w Twojej głowie, a to, że czasami źle coś odmienisz czy coś, to nie powód, żeby kazać ci od razu pisać do szuflady!
Trrrreść :D
Strasznie szybko przeskakujesz z jednego do drugiego, czasami miałam wrażenie, że gdzieś wcięło połowę rozdziału, no dosłownie :P
Jared nazwał ją dziwką bo chce, żeby ona przestała się do niego ślinić, a on do niej, right? Takie mam wrażenie bo dużo zawsze dużo scenariuszy tworzę do każdego opowiadania, więc któryś musi być prawidłowy! ;)
Czasami bohaterowie za często bluźnią, ale ja też popełniam ten błąd [whoops]
Nie pasował mi tutaj początek, to pseudo-zakochanie się w sobie po kilku dniach. Wiem, jestem hipokrytką bo sama popełniłam ogromny błąd wprowadzając Letosów tak szybko xP
Widzę, że błąd w adresie naprawiony, więc jest git majonez :D
P.S strasznie podoba mi się dziewczyna na zdjęciu u góry.. to jakaś modelka czy raczej jedno, zwykłe, anonimowe zdjęcie? :D
Weny życzę <3
Wiem, wiem, że krótkie, ale postaram się to wszystko zmienić. :) Bardzo Ci dziękuje, że zechciałaś to w ogóle przeczytać. Jared nazwał ją dziwką, bo chciał się wymigać od piosenki. Nie chciał jej powiedzieć, że tekst tego utworu jest o niej dlatego zrobił tak, żeby ona myślała, że wcale on jej nie lubi. :D Wiem, że Letoś przyszedł tu za wcześnie, ale co się stało to się nie odstanie.
OdpowiedzUsuńNie jest to żadna modelka wynalazłam to zdjęcie w google chyba, ale już nie pamietam teraz. :P Dziękuje bardzo. <3
Co prawda równy miesiąc po publikacji, ale jestem i czytam, i komentuję. Bo nie byłabym sobą, jakbym nie była spóźniona, prawda? W końcu nawet urodziłam się prawie dwa tygodnie po terminie, więc tradycję trzeba podtrzymywać :D
OdpowiedzUsuńO proszę, babcia się pojawiła, więc jednak żyje, to dobra wiadomość. Gorszą jest fakt tak poważnego schorzenia, ale w sumie dobrze, że w końcu powiedziała wnuczce prawdę, zamiast wszystko przed nią ukrywać. I piszę to osoba, w której opowiadaniu bohaterka ukrywa przed mężem pogarszający się stan zdrowia. Jestem hipokrytką, no :D
Ale żeś mnie wkopała teraz w jeszcze większe kompleksy niż miałam. Chodzi oczywiście o krzywizny, to nie było miłe :(
Fajnie ukazujesz relacje między Alex a jej bratem, tak bardzo naturalnie, co jest na pewno sporym plusem.
Taki mały, aczkolwiek spory błędzik - Tom nazywa się Cruise, a nie Cruz. Pomyliło Ci się z Penelope ;)
Alex przebija w spaniu nawet mnie. Mi się jeszcze nigdy nie udało obudzić o szesnastej, tak więc szacun :P
Teraz mam totalny mindfuck. Najpierw Jared jest totalnie miły, żeby chwilę później zacząć się zachowywać jak totalny dupek. Znów brakuje mi logiki, znów wszystko jest od czapy. Czasami takie skrajne przejścia z jednego zachowania w drugie pasują, ale nie tutaj. Mam wrażenie jakbyś na siłę stworzyła tą retrospekcję bez większego przemyślenia byle tylko wyjaśnić takim czepialskim wredotom jak ja, co tam się między nimi wydarzyło. Mam wrażenie, że Jared tak naprawdę wcale tak nie myśli i powiedział to tylko po to, by Alex nie odkryła, że czuje do niej coś więcej. To by miało nawet jakiś tam sens, ale mimo wszystko trochę, a nawet bardzo przesadziłaś z tą końcówką. Nie podoba mi się, jest jednak zbyt skrajna, niepasująca do całego obrazka.
Poza tym literówki, babe, przyłóż się do sprawdzania, to na pewno podniesie jakość tekstu.
I sorry, że dziś tak krótko, ale nie mam weny do komentowania. To znaczy miałam, ale odgoniły ją problemy z komputerem.
Widzisz ja byłam wcześniakiem, ale odpisuję Ci tak późno bo, po prostu nie miałam do tego głowy wcześniej. Przepraszam.
UsuńNie chodziło tu w tych krzywiznach, żeby nikogo obrażać, przepraszam :(
Juz poprawiam! Nie jest to mały błędzik a ogromny!
Bo to taka troszkę zbliżona postać jeżeli chodzi o spanie do mnie. Mogłabym spać całymi godzinami <3
Wiem, że ta końcówka nie jest zachwycająca. Jared wcale nie myśli tak o niej, po prostu chciał się wywinąc od powiedzenia prawdy o kim jest treść piosenki.
Krótko czy nie krótko sam fakt, że chcesz to czytać i wyrażać opinię na swój temat! :) Dziękuje <3