piątek, 28 września 2012

2. Kochać czy nienawidzieć ?


Louis :

- I na prawdę super masz tą siostrę! – Od dwóch godzin słyszałem jaka to Alex jest zajebista i powoli zaczynało mnie to denerwowac. Koleś, jak ci się podoba to do niej podejdź i z nią pogadaj a nie. Jared czasami zachowuje się jak baba, no ale cóż nie można sobie wybrac kogo się spotka na swojej drodze. Jareda traktuję jak własnego brata, jest moim najlpeszym przyjacielem, zawsze i wszędzie mi pomoże i na odwrót.
 - Dobra Jay skończ, poderwiesz ją sobie na imprezie, teraz daj mi spokój bo zaczynasz mnie denerwowac. – Miałem go już na prawdę serdecznie dośc, ciągle słyszałem imię „ Alex ‘’, całą robotę dzisiaj rozpierdolił, ale oczywiście szef mu złego słowa nie powie tylko zawsze jest wszystko na mnie. Dlaczego? Dlatego, że zakochał sie w jego matce i jej synek jest dla niego jak Bóg. Wszystko byle by tylko się podlizac. 
 - Ok, wszystko zriobione. Jared?! – krzykłem na cały zakład, a zza drzwi wyłoniła się jego postac. – Dobra stary, ja lece do Amy, widzimy się o dwudziestej. – Porzegnałem się ze swoim przyjacielem. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę domu mojej narzeczonej. Właśnie, kim jest Amy? Otóż Amy to moja narzeczona, oświadczyłem się jej dwa miesiące temu. To najwspanialsza kobieta jaką kiedykolwiek spotkałem i na pewno kobieta, z którą chciałbym spędzic resztę swojego życia. Jest idealna w każdym calu. Planujemy razem zamieszkac, może nawet w daleszej części założy rodzinę. Zresztą co ja gadam nie może tylko na pewno. 



- You can’t always get what you want!* – Wyśpiewałem kawałek The Rolling Stones. Mimo upływu lat, nadal uwielbiam tą piosenkę. Łączy się z nią mnustwo wspomnień. Mój pierwszy raz, pierwszy powrót na pijaka do domu, oj wtedy to mi się nieźle dostało od ojca. Nie to, że mnie uderzył bo nigdy nie podniósł na nas ręki, ale cholernie nakrzyczał. Chodź niezbyt okazuje nam miłośc to jestem pewny, że bardzo nas kocha. Mnie już w tej chwili bardziej traktuje jak kumpla ale All? Ona zawsze będzie tą małą ukochaną córeczką tatusia. Zatrzymałem się przy miejscowej kwiaciarni i kupiłem Amy bukiet czerwonych róż. Kto jak kto, ale ta kobieta uwielbia kwiaty. Po wręczeniu starszej pani dwódziestodolarówki udałem się z powrotem do samochodu. Po piętnastominutowej podróży, która mi minęła śpiewająco, tak to dobre określenie, ponieważ całą drogę prześpiewałem wraz z radiem, zaparkowałem moje maleństwo przed domem Amy. Zaraz poczuję jej smak, woń jej perfum, będę mógł ją dotknąc. Zadzwoniłem na dzwonek i po paru sekundach otworzyła mi drzwi ta piękna kobieta, odziana samym ręcznikiem. Czy ona musi by tak cholernie seksowna? Na chwilę sterowanie mojego ciała przejął mój członek, ale szybko się opamiętałem.
- Cześc kochanie! – Pocałowałem ją z namiętnością i wręczyłem jej bukiet róż. Na jej twarzy od razu rozpromieniał szeroki uśmiech.
 - Dziękuję, jesteś na prawdę kochany. – Dziewczyna uwiesiła mi się na szyi. Po paru minutowym ściskaniu i cąłowaniu z moją narzeczoną postanowiliśmy coś zjeśc. A, że Amy wcześniej przygotowała spaghetti, nie było mowy o tym, żebym go nie zjadł. Uwielbiam wszystko co ta dziewczyna ugotuje, na prawdę jest wspaniała w każdym calu. W domu najczęsciej nic nie jem, gdyż moja siostra jest fatalną kucharką, jest zdolna do tego, żeby przypalic wodę, ale to już swoją drogą. Głównie żywię się na mieście fast-foodami chyba, że babcia przyniesie nam coś normalnego do zjedzenia. Skonsumowałem posiłek bardzo szybko i spojrzałem na rudowłosą dziewczynę.
- Smakowało? – Amy wzieła dwa talerze i włożyła je do zlewu.
- Smakowało rudzielcu. – Uśmiechnąłem się do niej wyszczerzając się najbardziej jak potrafiłem. Amy cholernie nie lubiła kiedy tak się na nią mówi, ale cóż ja uwielbiam się z nią droczyc, kiedy się złości jest taka urocza.
 - Halo tu ziemia! Jeszcze raz tak do mnie powiesz a twój przyjaciel będzie musiał sobie sam dogadzac, obiecuję ci to. – Sporzałem na nią teatralnym, pełnym smutku wzrokiem.
- Mi odmówisz rudzielcu?
 - Sam się o to prosiłeś kochanie. – Dziewczyna podeszła do mnie delikatnie przejechała ręką po moim kroczu, lecz wystarczająco by mój członek momentalnie zadrżał. - Idę się ubrac i umalowac a ty zastanów się nad swoim postępowaniem. – Cicho się zaśmiała i poleciała na górę, machając mi.
- Musisz? Robisz mi to specjalnie! Dobrze wiesz, że na twój widok się podniecam, a co jak stanie? – Skierowałem ręce ku mojemu przyrodzeniu.
 - Robótki ręczne kocie! – Usłyszałem krzyk z łazienki. Nie ważne, jestem pewien, że jak przyjdzie co do czego to mi się nie oprze. Podeszłem do kolekcji płyt, którą posiadała moja narzeczona, a jest ona ogromna. Oglądałem ją dokładnie z każdej możliwej strony. Pięc płyt Michela Jacksona i dziesięc jego koncertów. Tak na jego punkcie to ona miała szał. Płyta Nirvany, Beatelsów, pare płyt z kolędami. Naszedł mnie durny pomysł by posłuchac kolęd w maju. Puściłem jedną z płyt. Pierwszym z utworów okazało się Silent Night.
- Silent Night, Holy Night! – Zobaczyłem Amy na schodach wraz z szczteczką do zębów. Miała minę jak by diabła zobaczyła.
- Jesteś idiotą. – Skomentowała krótko mój śpiew i wróciła do łazienki. Zaśmiałem się cicho pod nosem, wyłączyłem płytę i wróciłem do dalszego przeglądania jej kolekcji. Happysad? Na tej płycie jest na pisane coś po chińsku, albo po polsku jak kto woli. No tak moja narzeczona ma polskie korzenie więc i ich muzykę musiała dobrze znac. Z ciekawości włączyłem tą płytę. Pierwsza piosenka to „ Zanim pójdę ‘’. Świetne wejście gitary, a następnie perkusji. Gdybym ja tylko wiedział o czym oni śpiewają to życie było by prostsze. Moim zdaniem, albo na całym świecie powinni mówi jednym językiem, albo człowiek powinien się rodzic i znac każdy język świata. Po schodach zbiegł ten rudzielec i momentalnie podgłośniła muzykę.
 - Miłośc to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty, ani miłośc kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze! – Amy zaczeła śpiewac i tańczyc po pokoju.
 - Kochanie! Ej ej, powiedz mi co to znaczy przetłumacz mi to też chcę tańczyc! – Uśmiechnąłem się na widok rozpromienionej kobiety mojego życia. Po przetłumaczeniu ni tekstu piosenki przez tą pięknotę pomyślałem, że mógłbym, stop muszę pokazac to Jaredowi, on uwielbia takie klimaty. Może nagraliby amerykańską wersję do tego utworu? Kto wiem czym nas zaskoczą. 



- I jak wyglądam? – Na dół zeszła Amy ubrana w piękną czerwoną sukienkę i dośc wysokie czarne szpilki.
 - Wo... Wow! – To jedyne co potrafiłem z siebie wydusic w tej chwili. Czy ona musi byc na prawdę we wszystkim idealna? Mądra, piękna i w ogóle no ideał! Szczupła sylwetka, długie nogi, przepiękna twarz, biustu też jej bóg nie żałował, i dołeczki w policzkach. Moja ukochana częśc jej ciała, dołeczki. Za każdym razem kiedy się śmiałą ujawniały się. Uwielbiam je. Strasznie ją kocham nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jest wszystkim co mam, każdego dnia żyję tylko dlatego, że wiem, że mam ją. Gdyby nie ona nie wiem jak to wszystko by się potoczyło. Kiedyś wpakowałem się w cholerne gówno i tylko ona potrafiła mnie z tego wyciągnąc. Próbował tata, nie udało się, próbowała Alex, nie udąło się, próbowało mnustwo psychologów, także się nie udawało. Ale udało się jej. Z pozoru szara myszka, ale jak to mówią cicha woda brzegi rwie. A co się takiego stało, że moje życie nie miało sensu? Alkohol. Dlaczego? Bo dopiero po paru latach od tragedii jaka nas spotkała, zdałem sobie sprawe jak cholernie to boli. Żeby od tego uciec szłem w alkohol. Coraz więcej i więcej w końcu kiedy się nie napiłem nie mogłem wytrzymac. I wtedy pojawiła się ona. Wystarczyło jedno jej słowo a ja byłem posłuszny jak baranek. Tak to dziwne bo jako nastolatek byłem cholernie trudny. Nikt nie umiał mnie ogarnąc. Umiała ona. Amy. I tylko ona do dzisiaj to potrafi. Tylko jej posłucham, jeśli ona mi powie, że robię coś źle skończę z tym, albo zacznę od nowa. Jest to na prawdę kobieta idealna, kobieta, która potrafiła mnie wyciągnąc z alkoholizmu. Cholernie ją kocham, bez niej nie poradził bym sobie w życiu. Jest na prawdę całym moim światem. 
- Jedziemy? – Z ust rudowłosej dziewczyny padło jedno słowo. Jedno, ale wypowiedziane z ogromną miłością, ogromną radością. Nie można jej zarzucic, że jest ponurakiem. Jeśli dzieje się coś złego to właśnie ona jest tą osobą, która powie „ Nie martw się, będzie dobrze! ‘’ i próbuje wszystkim poprawic humor.
- Wyglądasz przepięknie, jedziemy. – Wziąłem jej rękę i splotłem palce ze swoimi. Po opuszczeniu domi, udaliśmy się do mojego samochodu.
-
Kiedy się do mnie wprowadzisz? – Amy spojrzała na mnie wzrokiem przepełnionym miłością. Ona chyba też mnie kocha, tak bardzo jak ja ją.
 - Już niedługo, obiecuję ci to
. – pogłaskałem ją po kolanie i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Drogę odbyliśmy śpiewając piosenki, które leciały w radiu.



- Dobra idziemy. – powiedziałem do Alex i Amy przed domem Davida. Spóźniliśmy się jak zwykle bo za nim moja siostra się uszykuję to wojnę zdążą rozegrac. Uwielbiam domówki, zwłaszcza u Davida. Dużo seksu, alkocholu, narkotyków, ale to już nie dla nas. Jeśli ludzie chcą prosze bardzo nic mi do tego ich życie ich sprawa. Jeśli Amy lub Alex kiedykolwiek coś takiego zażyją to nie wybaczę sobie tego. Nie wybaczę sobie, że nie było mnie z nimi by odciągnąc je od tego zła. Po wejściu na imprezę Alex poszła swoimi drogami, natomiast ja i Amy udaliśmy się do barku z alkocholem.
- Stary jaką ty masz zajebistą siostrę! – Uwaga zaczyna się. Podleciał do nas David, gospodarz imprezy.
 - Z tego co wiem to jest wolna więc do dzieła. – Poklepałem go po ramieniu. Po zrobieniu dwóch drinków dla siebie i dla Amy usiedliśmy na kanapie. Podałem trunek w jej ręce i cmokłem jej policzek. Ona odłozyła nasze napoje na stół przyciągneła mnie bliżej siebie i zaczeła całowac. Nasze języki poruszały się z perfekcją, tocząc walkę. Uwielbiałem jej smak, dotyk, wszystko co jest z nią związane. Chwyciłem ją za pośladki, na których delikatnie zacisnąłem obydwie ręce. Całowaliśmy się z coraz większą namiętnością. Miałem ochotę zerwa z niej rzeczy niczym zwierzak i kochac się z nią dopóki, zabraknie mi sił. Położyłem rękę na jej piersi na co ona zmysłowo zamruczała.
- Ja wiem, że ty byś chciał, ale masz szlaban. – Amy wyszeptała mi na ucho te słowa, po czym pocałowała płatek mojego ucha.
- Oj kochanie ty tak na poważnie? – ścisnąłem mocniej jej pierś.
- Na poważnie. – Rudowłosa dziewczyna cmokła moje usta delikatnie, po czym wzieła obydwie moje dłonie i zdjeła je z siebie. Jak mogła? Przecież nigdy tak nie robiła. Kurwa, chyba sobie nieźle nagrabiłem. Objąłem ją ramieniem i upiłem łyk drinka.
 - Siema Louis! – spojrzałem za siebie gdzie stał Jared ze swoim bratem Shannonem. Nie znałem gościa ddobrze, ale mówią, że jest spoko. 
- Niestety kochaniutki spóźniłeś się Alex jest już wyrywana. – Z uśmiechem na twarzy spojrzałem na przyjaciela czekając na jego reakcję.
- Co, kurwa gdzie, który?! – Jared zaczął krzyczec czym przyciąnął uwagę wszystkich ludzi.
- No brawo pacanie! – Shannon uderzył go w tył głowy z otwartej ręki. Letośki zaczęły się kłócic, a w między czasie dosiadła się do nas Alex z Davidem, któremu ku mojemu zaskoczeniu usiadła na kolanach. Alex nigdy nie dawała się podrywac, więc to nowośc. Najczęściej spławiała facetów, no chyba, że to jej zależało. Jared na ich widok zrobił się czerwony jak nigdy, na prawdę nigdy nie widziałem go w takim stanie. Pod lewym okiem wyskoczyła mu żyłka, która zawsze wyskakuje mu gdy jest  zły. Jay cały czas zaciskał nerwowo pięści.
- Jezus, młody usiądź na dupe i siedź. Spłoszysz zaraz wszystkie dziewczyny i tyle z ciebie będzie. - Shannon klepnął go w brzuch, po czym usiadł na przeciwko nas, wyciągnął paczkę czerwonych Marlboro i odpalił papierosa.
- Hm? – Starszy Leto wyciągnął paczkę papierosów w naszą stronę, ale tylko David się poczęstował. Widziałem w oczach Alex, że zaczyna ją denerwowac ten koleś. Ona nie nawidziła kiedy ktoś palił, zwłaszcza w jej towarzystwie. Czyli David jest skreślony.

Alex :


Spojrzałam przed siebie gdzie go ujrzałam. Kogo? Jareda. Tak tego Jareda. Obok niego stał drugi mężczyzna chociaż nie tak bardzo przystojny jak Jay. Byli do siebie bardzo podobni więc stawiam, że to jego brat, ponieważ miał się tu z takowym pojawic. David cały czas obściskiwał mnie co zaczeło mi działac na nerwy. No i jeszcze papierosy, dobra spadam stąd.
 - Muszę iśc do toalety, przepraszam. – Wstałam z kolan blądyna ze sztucznym uśmiechem i bardzo szybko zwinełam się stamtąd. Udałam się do toalety i zamknęłam się w niej, obmyślając dokładny plan jak wyrwac się stąd. Muszę przepchac się przez tych wszystkich ludzi tak żeby David mnie nie zobaczył. Dlaczego? Dlatego, że nie chce miec już z nim nic doczynienia plus nie odpowiada mi jego towarzystwo. Na początku kiedy do mnie podszedł wydawał się gentelmanem, ale teraz już wiem, że chodzi mu tylko o seks. O nie kochaniutki takie numery to nie ze mną. Zresztą co ja tam mogę wiedzie jak znam go jakąś godzinę. Nic, oprócz tego, że przez niego straciłam całą chęc do imprezowania dzisiejszego wieczoru. Dobra, czas na wymknięcie się stąd tak, żeby nikt tego nie zauważył. Umyłam ręcę i wyszłam z toalety, przed którą była dośc spora kolejka. Udałam się na dół i jakimś cudem wymknęłam się z mieszkania. Napisałam esemesa Louisowi, że wracam do domu, żeby potem mnie nie szukał. Do domu mam jakąś dobrą godzinę drogi, cóż pospraceruję sobie. Idąc przed siebie patrzałam na każdy samochód, który stał na drodze, na każdy dom. W pewnym momęcie wpadła mi do ucha melodia. Zupłenie nowa, tak to będzie moja piosenka. Stop, ja nie umiem pisac piosenek. Na tym skończyły się moje rozmyślania na ten temat. Szłam wolnym krokiem już dobre dwadzieścia minut, nucąc pod nosem piosenkę Richarda Marxa „ Right here waiting ‘’. Zapatrzona w drogę przed sobą, zaczełam znów myślec o Jaredzie. Przecież miałam go nienawidziec. Dlaczego nienawidziec? Dlatego, że wiem jak kończy się miłośc. Nie za bardzo jestem gotowa na kolejny związek po tym co zrobił mi John. Potraktował mnie jak kompletną szmatę. Jak się rozstaliśmy? Pewnego dnia idąc parkiem niedaleko mojego domu zauważyłam go z inną dziewczyną, trzymali się za ręce. Zdenerwowałam się, podeszłam do niego z zapytaniem o co tutaj chodzi. Wziął mnie na bok zaczął się tłumaczyc, pocałował mnie, dzięki czemu zaczełam mu wierzyc w te kłamstwa, po czym oznajmił mi prosto w oczy, że ze mną zrywa, zaczął sie ze mnie śmiac i odszedł z tamtą dziewczyną. Na samo wspomnienie poleciały mi łzy z oczu. Faceci to jednak paskudne bestie, ale świat byłby nudny bez nich. Nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem trzeba się ogarnąc i życ dalej. Czy sie da? Da się, tylko czasami patrząc na różne miejsca czy rzeczy, rozpierdala ci serce od środka, potrafisz się rozpłakac jak nienormalny z ogromną bezradnością. I właśnie to cię najbardziej boli. Bezradnośc w związku z niektórymi rzeczami. Chodź od tego wydarzenia minęły dwa miesiące, ja nadal potrafię wylac łzy z zapytaniem dlaczego. Co miała ona czego nie miałam ja? Widocznie John to nie był ten jedyny, ale kurwa no ja nie wyobrażam sobie, żeby mógł byc ktoś inny. Dlatego tak bardzo odrzucam każdą nową znajomośc z płcią męską. Dlaczego? Bo nadal mam nadzieję, że stanie się jakiś cud i John do mnie wróci, albo obudzę się i to wszystko to bedzie tylko zły sen. Sama się sobie dziwiłam, że tak łatwo uległam dzisiaj Davidowi, ale jednak to nie było to, narazie nie potrafię. Poczułam na swoim ramieniu dłoń, przestraszyłam się nie na żarty, obejrzałam się do tyłu gdzie stał Jared. Skąd on się tutaj wziął? Boże, ten człowiek pojawia się i znika. 
- Czy ty chcesz żebym ja umarła na zawał przez ciebie?
 - Oj przesadzasz, chciałem z tobą tylko porozmawiac. – Brunet uśmiechnął się do mnie i zachęcił do tego byśmy szli a nie stali w miejscu. – Jeśli chcesz to cię odprowadzę do domu, ale w zamian za udzielenie mi rady. 
 - Dobra. – Co mi szkodzi, przynajmniej się czegoś o nim dowiem.
- Bo jest taka dziewczyna i ja strasznie chciałbym się do niej zbliżyc, ale za bardzo nie wiem jak. Gdyby to za tobą uganiał się jakiś facet, taki natrętny jak ja to czego byś od niego oczekiwała?
- A czego ja bym mogła oczekiwac od faceta, którego nie znam. Człowieku wiesz co to jest rozmowa? – Jared skinął twierdząco głową. – To do dzieła, a nie. – uśmiechnęłam się do niego chyba pierwszy raz od kąd go znam.
- No dobra, ale gdybyś na przykład miała chłopaka, chyba, że masz chło... – spojrzałam na niego i zaczeła kręcic przecząco głową. – No to gdybyś miała chłopaka, to chciałabyś żeby gdzie cię zaprosił na pierwszą randkę?
- Na marsa. – spojrzałam w gwiazdy.
- Chciałabyś poleciec w kosmos?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. To takie moje małe marzenie, chociaż wiem, że i tak nigdy się nie spełni. – Spojrzała na niego i znów się uśmiechnęłam.
- Nawet najcięższe marzenia są do spełnienia jeśli tylko czegoś bardzo mocno pragniesz. – Jay spojrzał mi w oczy. – One leżą tu, w twoim sercu. To od ciebie zależy czy się spełnią czy nie. Jeśli w stu peocentach oddasz się spełnianiu swoich marzeń, uwierz mi, że pod koniec życia będziesz czuła się spełniona.
- Bzdura. Nie każde marzenie da się spełnic. – Spojrzałam w podłogę, a potem znów na niebo. Cały czas szliśmy przed siebie, w stronę mojego domu.
- A założysz się, że da? Jeśli kiedyś polecisz w kosmos, to znaczy, że wygrałem.
 - Zgoda, ale wiesz, że i tak już wygrałam, bo to się nie spełni. – Spojrzałam na niego z miną uradowanego trzylatka, który właśnie dostał cukierka.
 - Nigdy nie mów nigdy. – Jared uśmiechnął się pod nosem, włożył ręce do kieszeni spodni i kopnął kamyk leżący na ziemi. Resztę drogi do mojego domu spędziliśmy w ciszy, sekretnie patrząc się na siebie. Czułam jego wzrok na swoim ciele, kiedy patrzałam na niego by to sprawdzic, on momętalnie odwracał głowę. To było miłe, bardzo miłe. Poczułam takie dziwne ciepło w sercu. Czy on czuje to samo?
Spytaj go.  Podpowiedziało mi drugie ja. Oszalałaś, tak po prostu chcesz go zapytac czy się w tobie zakochał? Tak.  Mój umsł mnie przeraża. Podeszliśmy przed mój dom, nadszedł czas rozstania.
- Jak coś to zawsze możesz na mnie liczyc, tak tylko mówię. – Jay cały czas patrzał w ziemię od czasu do czasu zerkając na mnie.
 - Tak ty na mnie też. No to pa. – Pokiwałam mu i skierowałam się w stronę domu. Jared spojrzał na mnie i także poszedł w swoją stronę. Nagle ogarnęło mnie coś dziwnego, zawróciłam i pobiegłam do niego. Złapałam go za ramię, a ten znów spojrzał na mnie tymi pięknymi błękitnymi oczami.  
- Muszę cię o coś zapytac. – Spojrzałam na niego, sama niedowierzając tego co właśnie chcę uczynic.
 - Słucham cię? – Brunet uśmiechnął się do mnie.
 - Zakochałeś się we mnie? – Palłam prosto z mostu, co mi tam raz się żyje. Jay spojrzał na mnie zaskoczony i się uśmiechnął. Przybliżył głowę do mojego ucha i wyszeptał ciche „ Tak ‘’. Moje serce zaczeło bic jak oszalałe. Nie pamiętam kiedy ostatnio znajdowałam się w takim stanie. Czy on mówi prawdę? Czy robi sobie ze mnie tylko żarty?
Spytaj go.  Spojrzałam przed siebie, odprowadzając go wzrokiem. Spytam, na pewno spytam jeśli jeszcze go kiedyś zobaczę. Stałam na ulicy jak wryta patrząc na niego tak długo, aż nie zniknął za zakrętem.  Ale jak to możliwe? Zakochac się w kims po dwóch dniach? Nie, nie. On na pewno robi sobie żarty, bo przecież takie historie zdarzają się tylko w filmach. Powolnym krokiem wróciłam do domu. Taty jeszcze nie było. Zdjełam buty i udałam się na górę do swojego pokoju. Przebrałam się w krótkie czarne dresowe spodenki i luźną szarą koszulkę. Usiadłam na paracie i patrzałam w gwiazdy, myśląc o nim. Przecież to nie może by prawda, nie da się zakochac w kimś po dwóch dniach. Czuję do niego sympatię, chodź miałam nienawidziec każdego osobnika płci męskiej. Jak to możliwe? Jared Leto. Czym jeszcze mnie zaskoczy?


___________________________

* - Nie możesz miec wszystkiego czego chcesz.

Rodział ogólnie dośc nudny, osobiście najbardziej podoba mi się końcówka. Scena z imprezą to totalne dno. Dalsze rozdziały są już w owiele lepszym stanie, przynajmniej mi się tak wydaje. Do oceny zostawiam to wam. 

2 komentarze:

  1. No i jestem. W sumie to pisałam Ci, że zabiorę się za czytanie po sobocie, ale dziś mam całkiem znośną wenę, plus pogoda za oknem dopisuje (czyt. wietrznie i pochmurno). Zero słońca irytująco świecącego prosto w monitor, więc grzechem by było tego nie wykorzystać.
    Wczoraj zapytałam, czy wolisz bym napisała komentarz, czy podzieliła się z Tobą swoim zdaniem na temat rozdziału na Twitterze. Dlaczego to zrobiłam? Bo dopuszczam możliwość, że coś może mi się nie spodobać, coś mi może zgrzytać i będę musiała Ci o tym napisać, a nie chciałam byś czuła dyskomfort, no i nie chciałam wyjść w oczach innych Twoich czytelników, na taką, co się ciągle wszystkiego czepia. No, ale dałaś mi wolną rękę, a mimo wszystko pole komentarzowe jest wygodniejsze od tt ;)
    Dobra, tyle tego wstępu, czas przejść do meritum.
    Standardowe pytanie: czy Jared jest tu TYM Jaredem Leto sławnym aktorem i muzykiem, czy zwykłym facetem, który kariery nie zrobił?
    Wnioskując po przemyśleniach Louisa, to chyba to drugie. W sumie fajnie by było, gdybyś napisała coś więcej o tym, gdzie pracują Louis i Jared i czym się tak dokładnie zajmują. A tak do tego fragmentu nie mam żadnych zastrzeżeń (prócz jednej drobnej, ale o tym Ci napiszę na TT, przypomnij mi!), dowiadujemy się o planach Louisa związanych z jego narzeczoną, poznajemy jego myśli na temat ojca, jak dla mnie, jak na pierwsze rozdziały, takie przedstawienie jest akurat w sam raz :)
    Wiesz, kiedy chłopak tak snuł te przemyślenia o Amy, kupował te kwiaty, cieszył się na to spotkanie, to tak przez moment pomyślałam - nie wiedzieć czemu - że przyłapie ją z innym facetem. Nie wiem, skąd to się wzięło, po prostu coś takiego automatycznie przyszło mi do głowy, dobrze, że się myliłam :D
    Widzę bardzo polski akcent w postaci płyty Happysad. Wydało mi się to trochę dziwne, że w kolekcji Amerykanki znalazła się płyta polskiego zespołu, ale korzenie wszystko wyjaśniły. W sumie zawsze irytuje mnie wrzucanie do marsowych opowiadań polskich akcentów (choć sama je u siebie mam, ale to z winy czystego zaniedbania i gapiostwa z mojej strony) , ale tu jakoś mnie to nie gryzie.
    Nagrają? To Jared jednak jest zawodowym muzykiem? Teraz to już jestem zakręcona jak naleśnik, będziesz mi musiała to wszystko dokładnie wyjaśnić.
    Rozpływanie się Louisa nad Amy było urocze, ale tylko do czasu, teraz to "mądra, piękna, ideał" już troszku nuży. Przez to brat Alex wydaje mi się być taką ciapą. Nie wiedzieć czemu, strasznie wkurzają mnie faceci, którzy tak się pieszczą nad swoimi dziewczynami. Ciągle tylko kochanie, skarbie, miłości, piękna moja. To jest dobre, ale w ograniczonych ilościach, przy nadmiarze daje obraz pantoflarza pozbawionego męskości. Taa, sama nie wiem, skąd u mnie ten pogląd, mam po prostu słabość do drani.
    Alkohol? Jak dobrze, że nie narkotyki. Poważnie, alkoholizm w opowiadaniach mnie na razi tak bardzo jak narkomania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, już mi troszkę podpadasz. Czym? Kolejny facet otwarcie zachwycający się Alex. Nie lubię robienia z postaci żeńskich ideałów, którymi każdy się zachwyca, szczególnie gdy ów postać według samej siebie, nie jest takiej uwagi godna. Wiem, że u mnie też Mary jest uważana przez sporą część męskich bohaterów za atrakcyjną, ale ona zdaje sobie sprawę ze swojej urody, nie udaje skromniutkiego brzydkiego kaczątka. Czemu dałam przykład swojej bohaterki? Bo nie chciałam wyjść na hipokrytkę, która czepia się innych o to, co sama robi.
      David denerwuje Alex, ale ta i tak musi siedzi na kolanach i nieważne, że zna go może z pięć minut. Przepraszam, ale ta impreza skiepściła cały rozdział. Zupełnie mi się nie podoba. Godzinę? Dobra, ale to mimo wszystko jak dla mnie i tak przesada, zwłaszcza, że w pierwszym rozdziale Alex sprawiała wrażenie ogarniętej dziewczyny, a nie takiej co się obściskuje na imprezach z dopiero co poznanymi facetami.
      Ooo, przynajmniej wyjaśniła się kwestia tej konieczności nienawidzenia Jareda. W sumie to całkiem dobry powód, ale dlaczego Alex z góry uznała, że Jared będzie chciał się z nią wiązać, być z nią i w ogóle? Bo powiedział jej kilka komplementów? To jednak za mało. W tej kwestii dziewczyna jest bardzo naiwna, więc nic dziwnego, że boi się krzywdy.
      Ok, już chciałam Ci napisać, że końcowy spacer Jareda z Alex uratował cały rozdział, że był bardzo miłym akcentem i bardzo mi się podobał, a Ty wyskoczyłaś z tym "zakochałeś się we mnie?" Co ona ma pięć lat, że stosunkowo obcemu facetowi zadaje takie pytania? Tak, ta dziewczyna jest okropnie naiwna i infantylna, żeby nie powiedzieć głupiutka, jeśli chodzi o sprawy damsko męskie.
      Cholera, no, dlaczego mi to zrobiłaś? A miałam Ci walnąć na koniec pozytywną opinię, a Ty wywinęłaś taki numer. Gdyby nie to, rozdział uznałabym za niezły, a tak, sorry, Winnetou, przyznanie się do zakochania zniszczyło całe moje dobre wrażenie.
      I znowu jestem wredną małpą, przepraszam. Konieczność bycia szczerym to pieprzone przekleństwo.

      Usuń