Alex :
Nazywam się Alexandra Wesley. Wszyscy mówią na mnie Alex. Nienawidzę tego imienia. Mam 170 cm wzrostu, ciemne włosy i zielone oczy. 22 lata i dość szczupłą figurę. To tyle jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Mam starszego brata Louisa, którego bardzo kocham. Bądź co bądź jest moim starszym bratem. Do dziewiątego roku życia wychowywałam się w szczęśliwej rodzinie o ile to tak można nazwać. Po prostu była mama był tata i wszystko było dobrze. Niestety dwa dni przed moimi dziewiątymi urodzinami zdarzyła się rodzinna tragedia, mianowicie zmarła mama. Dla całej naszej trójki był to ogromny wstrząs. Nikt nie mógł sobie poradzić z tym co się stało, każdy z nas przeżywał to z osobna. Louis zamknął się kompletnie w sobie tak samo jak ja. Nie umiałam rozmawiać z innymi dziećmi, nie potrafiłam słuchać kiedy moje koleżanki opowiadały o swoich mamach, gdzie to z nimi nie były, czego nie robiły, w co się bawiły. Tak, może to wydaje się banalne, ale byłam małym dzieckiem. Louis przestał chodzić do szkoły, cały czas wagarował nie dawał sobie pomóc. Natomiast tata w stu procentach poświęcił się pracy byle by tylko nie myśleć o zaistniałej sytuacji. Dopiero babcia postawiła nas jakoś na nogi. Tłumaczyła, że tak się czasami zdarza, ale trzeba żyć bez względu na wszystko podążać za swoimi marzeniami. Zapisała nas w dwójkę do psychologa co moim zdaniem gówno nam dało, ale przecież to pomaga, to wyciągnie cię z depresji. Tak jasne, prędzej wpakuje do grobu. Nigdy nie wybiorę się do psychologa, który pierdoli przez godzinę o tym, że twoja matka nie żyję. Tyle to ja już wiem, miałeś mi pomóc a nie jeszcze bardziej dołować. Tak, naprawdę wychowała mnie babcia. Od najmłodszych lat cały czas była ze mną. Rodzice nigdy nie mieli czasu dla nas tyle co, każdą niedziele spędzaliśmy razem. Będąc dzieckiem wymagano ode mnie perfekcji we wszystkim. Miałam mieć najlepsze oceny, być najlepsza we wszystkim. Jeśli coś mi nie wyszło cisnęli mnie tak długo, aż byłam najlepsza. Nie było to zbyt dobre dla małego dziecka, ale co zrobić. Może to dlatego w teraźniejszych czasach tak bardzo zachowuję się jak dziecko. Może dlatego, obrażam się jak małe dziecko, nie potrafię sobie poradzić z niczym. Dlatego, że nie miałam dzieciństwa. Może to dlatego John mnie zostawił bo byłam zbyt dziecinna. Staram się nad tym panować, zachowywać się odpowiednio do mojego wieku, ale czasami po prostu przychodzi taka cholerna bezradność kiedy potrafię tylko usiąść i rozpłakać się jak dziecko. Tak samo jest w przypadku kiedy czegoś bardzo chcę. Będę tak długo o to walczyć, aż ktoś mi grzecznie powie, że nic się nie da zrobić, albo dopóki tego nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego co robię, ale ja po prostu inaczej nie potrafię. Skończyłam szkołę, zdałam maturę, ale jakoś nie uśmiecha mi się by iść do pracy. Jeśli potrzebuję pieniędzy dorabiam sobie w salonie kosmetycznym u Anji. Kim jest Anja? Anja to moja najlepsza przyjaciółka od czasów dzieciństwa. Chodź parę razy zawiodłam się na niej, zawsze jej pomogę. Mieszka dwa domy dalej, często nocujemy u siebie, potrafimy przesiedzieć całą noc na ławce przed domem i rozmawiać. Potrafimy całymi dniami i nocami gadać przez telefon, najczęściej wszędzie chodzimy razem. Jako mała dziewczynka zawsze byłam bardziej za tatą niż za mamą. No właśnie tata. Z tatą nie widuję się zbyt często, ponieważ cały czas pracuję. Kiedy ja wstaję taty już nie ma, natomiast kiedy już śpię tata dopiero wraca do domu. Bardzo go kocham, chodź mam żal do niego o to, że tak mało czasu spędza z nami. Czasami zdarza mi się zamienić z nim parę słów, kiedy wstanę wcześniej, albo siedzę do nocy i czekam za nim. Najwięcej czasu razem spędzamy w święta. Wtedy jesteśmy wszyscy razem. No może nie do końca wszyscy bo już nigdy nie będzie z nami mamy. Ja za bardzo jej nie pamiętam, ale z tego co tata mi opowiadał była to niezwykła kobieta. Była przede wszystkim bardzo piękna. Oglądając jej zdjęcia z młodości, bardzo żałuję, że ja nie wyglądam tak jak ona. Posunęła się do okropnego czynu, do zdrady. Zabiła tym incydentem całą naszą rodzinę, osierociła mnie i Louisa. Wychowywaliśmy się bez matki, co naprawdę nie jest łatwe. Może i była moją matką, ale przekroczyła granicę. To babcię traktuję jak matkę. Ona pokazała mi czym jest świat, jak obchodzić się z facetami to ona pokazała mi jak się zakłada te durne podpaski podczas miesiączki. A powinna to zrobić matka. Jest naprawdę idealną kobietą, wychowała mnie i Louisa bardzo dobrze. No właśnie, Louis. Louis to kompletny idiota. Znaczy ma wiedzę i tak dalej, ale uwielbia robić z siebie idiotę. Strasznie się popisuje zwłaszcza jak jest z nim Amy. Chodź często się kłócimy, zwalamy jeden na drugiego, bijemy się jak nienormalni to jestem pewna, że poszła bym za nim w ogień tak samo jak on za mną. Kiedyś była taka sytuacja, kiedy Louis pobił się z jakimś chłopakiem w naszym domku letniskowym tylko dlatego, że mnie zaczepiał. Byliśmy tam z przyjaciółmi…
Nazywam się Alexandra Wesley. Wszyscy mówią na mnie Alex. Nienawidzę tego imienia. Mam 170 cm wzrostu, ciemne włosy i zielone oczy. 22 lata i dość szczupłą figurę. To tyle jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Mam starszego brata Louisa, którego bardzo kocham. Bądź co bądź jest moim starszym bratem. Do dziewiątego roku życia wychowywałam się w szczęśliwej rodzinie o ile to tak można nazwać. Po prostu była mama był tata i wszystko było dobrze. Niestety dwa dni przed moimi dziewiątymi urodzinami zdarzyła się rodzinna tragedia, mianowicie zmarła mama. Dla całej naszej trójki był to ogromny wstrząs. Nikt nie mógł sobie poradzić z tym co się stało, każdy z nas przeżywał to z osobna. Louis zamknął się kompletnie w sobie tak samo jak ja. Nie umiałam rozmawiać z innymi dziećmi, nie potrafiłam słuchać kiedy moje koleżanki opowiadały o swoich mamach, gdzie to z nimi nie były, czego nie robiły, w co się bawiły. Tak, może to wydaje się banalne, ale byłam małym dzieckiem. Louis przestał chodzić do szkoły, cały czas wagarował nie dawał sobie pomóc. Natomiast tata w stu procentach poświęcił się pracy byle by tylko nie myśleć o zaistniałej sytuacji. Dopiero babcia postawiła nas jakoś na nogi. Tłumaczyła, że tak się czasami zdarza, ale trzeba żyć bez względu na wszystko podążać za swoimi marzeniami. Zapisała nas w dwójkę do psychologa co moim zdaniem gówno nam dało, ale przecież to pomaga, to wyciągnie cię z depresji. Tak jasne, prędzej wpakuje do grobu. Nigdy nie wybiorę się do psychologa, który pierdoli przez godzinę o tym, że twoja matka nie żyję. Tyle to ja już wiem, miałeś mi pomóc a nie jeszcze bardziej dołować. Tak, naprawdę wychowała mnie babcia. Od najmłodszych lat cały czas była ze mną. Rodzice nigdy nie mieli czasu dla nas tyle co, każdą niedziele spędzaliśmy razem. Będąc dzieckiem wymagano ode mnie perfekcji we wszystkim. Miałam mieć najlepsze oceny, być najlepsza we wszystkim. Jeśli coś mi nie wyszło cisnęli mnie tak długo, aż byłam najlepsza. Nie było to zbyt dobre dla małego dziecka, ale co zrobić. Może to dlatego w teraźniejszych czasach tak bardzo zachowuję się jak dziecko. Może dlatego, obrażam się jak małe dziecko, nie potrafię sobie poradzić z niczym. Dlatego, że nie miałam dzieciństwa. Może to dlatego John mnie zostawił bo byłam zbyt dziecinna. Staram się nad tym panować, zachowywać się odpowiednio do mojego wieku, ale czasami po prostu przychodzi taka cholerna bezradność kiedy potrafię tylko usiąść i rozpłakać się jak dziecko. Tak samo jest w przypadku kiedy czegoś bardzo chcę. Będę tak długo o to walczyć, aż ktoś mi grzecznie powie, że nic się nie da zrobić, albo dopóki tego nie dostanę. Zdaję sobie sprawę z tego co robię, ale ja po prostu inaczej nie potrafię. Skończyłam szkołę, zdałam maturę, ale jakoś nie uśmiecha mi się by iść do pracy. Jeśli potrzebuję pieniędzy dorabiam sobie w salonie kosmetycznym u Anji. Kim jest Anja? Anja to moja najlepsza przyjaciółka od czasów dzieciństwa. Chodź parę razy zawiodłam się na niej, zawsze jej pomogę. Mieszka dwa domy dalej, często nocujemy u siebie, potrafimy przesiedzieć całą noc na ławce przed domem i rozmawiać. Potrafimy całymi dniami i nocami gadać przez telefon, najczęściej wszędzie chodzimy razem. Jako mała dziewczynka zawsze byłam bardziej za tatą niż za mamą. No właśnie tata. Z tatą nie widuję się zbyt często, ponieważ cały czas pracuję. Kiedy ja wstaję taty już nie ma, natomiast kiedy już śpię tata dopiero wraca do domu. Bardzo go kocham, chodź mam żal do niego o to, że tak mało czasu spędza z nami. Czasami zdarza mi się zamienić z nim parę słów, kiedy wstanę wcześniej, albo siedzę do nocy i czekam za nim. Najwięcej czasu razem spędzamy w święta. Wtedy jesteśmy wszyscy razem. No może nie do końca wszyscy bo już nigdy nie będzie z nami mamy. Ja za bardzo jej nie pamiętam, ale z tego co tata mi opowiadał była to niezwykła kobieta. Była przede wszystkim bardzo piękna. Oglądając jej zdjęcia z młodości, bardzo żałuję, że ja nie wyglądam tak jak ona. Posunęła się do okropnego czynu, do zdrady. Zabiła tym incydentem całą naszą rodzinę, osierociła mnie i Louisa. Wychowywaliśmy się bez matki, co naprawdę nie jest łatwe. Może i była moją matką, ale przekroczyła granicę. To babcię traktuję jak matkę. Ona pokazała mi czym jest świat, jak obchodzić się z facetami to ona pokazała mi jak się zakłada te durne podpaski podczas miesiączki. A powinna to zrobić matka. Jest naprawdę idealną kobietą, wychowała mnie i Louisa bardzo dobrze. No właśnie, Louis. Louis to kompletny idiota. Znaczy ma wiedzę i tak dalej, ale uwielbia robić z siebie idiotę. Strasznie się popisuje zwłaszcza jak jest z nim Amy. Chodź często się kłócimy, zwalamy jeden na drugiego, bijemy się jak nienormalni to jestem pewna, że poszła bym za nim w ogień tak samo jak on za mną. Kiedyś była taka sytuacja, kiedy Louis pobił się z jakimś chłopakiem w naszym domku letniskowym tylko dlatego, że mnie zaczepiał. Byliśmy tam z przyjaciółmi…
Od paru dni łazi za mną jakiś koleś. Może i jest ładny, ale naprawdę zaczyna mnie przerażać. Louis, każe mi na niego uważać, twierdzi , że może mi się coś stać. Chociaż ja w to za bardzo nie wierzę, no bo kto by chciał takie coś jak ja. Po za tym ten chłopak nie wygląda na zbyt silnego. Jest późny wieczór, wszyscy siedzą na tarasie i piją. Ja jakoś nie mam ochoty na picie dzisiaj. Ten dzień jest okropny. Za dużo wspomnień. Spacer, tak to powinno mi dobrze zrobić. Założyłam adidasy na nogi i jakąś bluzę na siebie, ponieważ komary dają znać o sobie. Wyszłam tylnym wejściem, bo jakbym chciała wyjść przez taras to na pewno by mi się to nie udało. Poszłam przed siebie tak po prostu by poukładać myśli. Dzisiaj minęło dokładnie osiem lat jak mama nie żyje. Może i minęło już osiem lat, ale ja nadal nie potrafię się pogodzić z tym co się stało. Gdybyśmy byli w Los Angeles na pewno poszłabym na grób mamy. A, że wyjechaliśmy tutaj nie ma szans. Nie wiem dlaczego to się stało, co ja takiego złego zrobiłam, że mama umarła. Nie wierzę w boga. Nie potrafię. Bo przecież, jeżeli jest on taki wszechmogący to dlaczego nie usunie zła ze świata? Tata mówi, że to dlatego, że mamy wolną wolę, ale ja nie potrafię w to uwierzyć. Na ziemi istnieje samo zło i nic po za tym. Jeżeli istniał by bóg nie dopuścił by do tych wszystkich złych rzeczy. Nie dopuścił by do śmierci mamy. Przeszłam przez las, aż do jeziora, przy którym usiadłam. Myślałam przez dobrą godzinę o zdarzeniu, które miało miejsce osiem lat temu. Nienawidzę tego palanta przez, którego mama zmarła. Jak on mógł do tego dopuścić? Nie pomijając faktu, że podobno ją kochał. Skoro wiedział, że motor nie działa jak należy dlaczego pozwolił jej tam wsiąść? Po moich policzkach spłynęły łzy. Zrobiło mi się dość zimno. Siedziałam tak jeszcze z dobre dwadzieścia minut, po czym wstałam z piasku i udałam się w stronę domu. Miałam ochotę, po prostu położyć się spać i przestać o tym wszystkim myśleć. Weszłam w las, gdzie zastałam kompletną ciemność. Przede mną była jedna, wielka czarna dziura. Wzdrygnęłam na sam widok, przyśpieszyłam kroku, żeby jak najszybciej dojść do domu. Bałam się cholernie się bałam. W mojej głowie, zaczęły tworzyć się historię, że ktoś mnie zabiję, zgwałci, że jakiś demon mnie nawiedzi, że zobaczę ducha i tak dalej. Mój mózg, po prostu myślał o wszystkim o czym nie powinien myśleć. Zobaczyłam światło dobiegające z naszego tarasu i ulżyło mi. Od razu zwolniłam kroku, ponieważ całe łydki mnie bolały od szybkiego wchodzenia pod górkę. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu oraz buzi.
- Teraz już mi nigdzie nie uciekniesz maleńka.. zabawimy się. – Chciałam krzyczeć, szarpałam się, ale uniemożliwiały mi to ręce mężczyzny. Nie widziałam nawet kto to jest. Zaczęłam płakać, cholernie płakać. Przede mną pojawiła się druga postać, zaczęłam bać się jeszcze bardzie, ale jak się okazało był to Louis. Podbiegł do mężczyzny i zaczął go okładać pięściami.
- Alex do cholery uciekaj! – Wstałam z ziemi i pobiegłam najszybciej jak mogłam w stronę domku. Wbiegłam do niego jak oszalała przykuwając tym uwagę wszystkich naszych znajomych.
- Boże co ci się stało? - podbiegła do mnie Anja, w którą się wtuliłam i rozpłakałam jeszcze bardziej. Dziewczyna gładziła moje włosy i powtarzała, że mam się uspokoić.
- Lou.. Louis.. on potrzebuje pomocy jakiś palant się z nim bije.. – płakałam coraz bardziej, nie miałam już siły na ten dzień. Po wypowiedzeniu tych słów, męskie grono naszego towarzystwa od razu rzuciło się w stronę drzwi i pobiegli na pomoc mojemu bratu. Anja usiadła razem ze mną na kanapie. Zajęło mi dziesięć minut uspokojenie się. Spojrzałam na dziewczyny.
- Co się stało, Alex błagam cię powiedz. – Z ust Claudii padły te oto słowa. Spojrzałam na nią, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić.
- Poszłam się przejść, podczas gdy wy siedzieliście na tarasie. Nie miałam ochoty na picie dzisiaj, po prostu chciałam odpocząć. Wracając zaczepił mnie jakiś facet, nagle pojawił się Lou.. – nie zdążyłam do kończyć, ponieważ wtrąciła się Anja.
- Poszedł cię szukać, bo zobaczył, że cię nie ma.
- Pojawił się Louis i kazał mi uciekać. Został tam z tym mężczyzną. Przyleciałam do was i dalej już wiecie co się stało. – Dokończyłam mówić na jednym oddechu. Wszystkie dziewczyny usiadły koło mnie i zaczęły mnie mocno ściskać. Usłyszałam rozmowę, więc odruchowo spojrzałam na drzwi, w których pojawił się Louis, Liam, Josh oraz Jason. Louis miał całą twarz we krwi. Podbiegłam do nich i zaczęłam ocierać twarz Louisowi swoją koszulką.
- Na cholerę tam szłaś? Kurwa, czy ty chodź raz możesz pomyśleć?
- Ale Louis.. – spojrzałam na niego.
- W dupie mam twoje Louis. – Starszy brat wyminął mnie i udał się na górę. Spojrzałam tylko na schody. Wzrok każdego, który znajdował się w tym pomieszczeniu był skierowany na mnie. Super znowu wyszło, że jestem nieodpowiedzialna. Nie mówiąc nic, udałam się na górę tak samo jak mój brat. Stanęłam przed drzwiami łazienki, wzięłam głęboki oddech i zapukałam w drzwi.
- Czego?
- Mogę wejść.. ? – zapytałam cicho.
- Po co?
- Chcę z tobą porozmawiać… - Louis otworzył mi drzwi, a ja spuściłam głowę w dół.
- Właź. – Spojrzałam na niego i zrobiłam niepewny krok dzięki, któremu znajdowałam się w łazience. Lou obmywał sobie twarz z krwi.
- Przepraszam.. – Chwyciłam go za rękę, która delikatnie zadrżała.
- Nie rozumiesz, że jeśli tobie by się coś stało ja bym tego nie przeżył? Jesteś moją młodszą siostrą do cholery, jestem odpowiedzialny za ciebie! – Louis wykrzyczał mi to wszystko prosto w twarz, po czym mocno mnie do siebie przytulił. - Gdyby coś ci się stało nie wybaczyłbym sobie tego nigdy. Nie wybaczyłbym sobie, że nie było mnie z tobą.
- Przepraszam.. – wtuliłam się w brata jeszcze mocniej. Staliśmy tak parę minut, pomogłam mu opatrzyć twarz i zeszliśmy na dół do naszych znajomych. Czy 14 sierpnia zawsze musi być dla mnie pechowy?
Jared :
- Tak mamo wiem, posprzątam! – krzyknąłem do swojej rodzicielki i zamknąłem drzwi do swojego pokoju. Nie będę tu sprzątał, to mój pokój i będzie tu tak jak mi się podoba. Wziąłem gitarę w rękę i zacząłem grać jakąś melodię. Myślałem cały czas o sytuacji, która zaszła między mną a Alex dwa dni temu. Nie odpowiedziałem jej szczerze. Lubię ją, bardzo lubię, ale nie wiem czy ją kocham. Za szybko na miłość. Owszem darzę ją wielką sympatią, i to wcale nie dlatego, że jest cholernie ładna. Po prostu ma bardzo fajny charakter. Nie spotkałem się jeszcze z dorosłą osobą, która mogła by być tak słodka. Zachowuje się jak mała dziewczynka co jest cholernie urocze. W mojej głowie pojawiły się sprośne myśli z Alex w roli głównej. Dobra, stop Jared ogarnij się. Muszę z nią porozmawiać. Pojadę podpisać papiery w sprawie mojego mieszkania, mam 29 lat od trzech miesięcy mieszkam z matką, ponieważ sprzedałem mój mały kącik i zamierzam kupić coś większego, podjadę po Shannona i pojedziemy na próbę. Potem pojadę do Alex, żeby z nią porozmawiać o wszystkim. Odłożyłem gitarę na miejsce, założyłem buty i bluzę, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z pokoju.
- Tak mamo wiem, posprzątam! – krzyknąłem do swojej rodzicielki i zamknąłem drzwi do swojego pokoju. Nie będę tu sprzątał, to mój pokój i będzie tu tak jak mi się podoba. Wziąłem gitarę w rękę i zacząłem grać jakąś melodię. Myślałem cały czas o sytuacji, która zaszła między mną a Alex dwa dni temu. Nie odpowiedziałem jej szczerze. Lubię ją, bardzo lubię, ale nie wiem czy ją kocham. Za szybko na miłość. Owszem darzę ją wielką sympatią, i to wcale nie dlatego, że jest cholernie ładna. Po prostu ma bardzo fajny charakter. Nie spotkałem się jeszcze z dorosłą osobą, która mogła by być tak słodka. Zachowuje się jak mała dziewczynka co jest cholernie urocze. W mojej głowie pojawiły się sprośne myśli z Alex w roli głównej. Dobra, stop Jared ogarnij się. Muszę z nią porozmawiać. Pojadę podpisać papiery w sprawie mojego mieszkania, mam 29 lat od trzech miesięcy mieszkam z matką, ponieważ sprzedałem mój mały kącik i zamierzam kupić coś większego, podjadę po Shannona i pojedziemy na próbę. Potem pojadę do Alex, żeby z nią porozmawiać o wszystkim. Odłożyłem gitarę na miejsce, założyłem buty i bluzę, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z pokoju.
- Gdzie idziesz? – Zapytała mnie mama.
- Jadę podpisać
papiery w sprawie domu, po Shannona, jedziemy na próbę. Zostanę dzisiaj na noc
u niego więc nie czekaj na mnie. – Ucałowałem jej policzek i wyszedłem z domu.
Wsiadłem do samochodu i udałem się do mieszkania mężczyzny, od którego miałem
odkupić dwu piętrowy dom. Podjechałem pod mieszkanie właściciela mojego
przyszłego domu, wysiadłem z samochodu i udałem się na dziesiąte piętro. Podszedłem
do drzwi z numerkiem 126 i zapukałem. Drzwi otworzyła mi jakaś kobieta, na oko
miała z 35 lat.
- Tak?
- Dzień dobry ja do pana Michaela Tomilsona. – uśmiechnąłem się do kobiety.
- Dzień dobry ja do pana Michaela Tomilsona. – uśmiechnąłem się do kobiety.
- Michael! Jakiś pan do ciebie! – Kobieta krzyknęła w głąb
mieszkania. Po krótkiej chwili pojawił się w drzwiach mężczyzna.
- Dzień dobry. – wyciągnąłem dłoń w stronę pana Tomilsona. –
Moje nazwisko Leto, przyjechałem podpisać papiery związane z kupnem domu.
- Aaaa pan Leto niech pan wchodzi. – Uczyniłem to co polecił
mi starszy pan. Po półgodzinnej dyskusji i dogadaniu się w sprawie ceny domu,
podpisałem papiery, pożegnałem się z mężczyzną i udałem się z powrotem do
mojego samochodu. Podjechałem pod Shannona do jego domu. Zatrąbiłem i po pięciu
minutach wyszedł Shann ze swoimi pałeczkami.
- Wiesz debilu, że mamy dziesięć minut spóźnienia? –
Spojrzałem na niego.
- Wiesz co robić. – Shann uśmiechnął się do mnie, zamknął
drzwi. Ruszyłem i jechałem najszybciej jak tylko potrafiłem. W ciągu piętnastu
minut podjechaliśmy pod dom Tima, gdzie odbywała się próba naszego zespołu.
Nagrywamy płytę, chociaż jeszcze nie wiemy jak będzie się nazywał nasz zespół.
Podczas ostatniej rozmowy z Alex, o wylocie na marsa wpadł mi pewien pomysł,
który miałem dzisiaj zaprezentować chłopakom.
- Sorry za spóźnienie, byłem podpisać papiery żeby kupić
dom. Dobra chłopaki usiądźcie trzeba coś obgadać.
- Ja pierdole co żeś znowu wymyślił? – Tim spojrzał na mnie
błagalnym wzrokiem i usiadł na kanapie tak jak pozostała część zespołu.
- Trzeba ustalić nazwę naszego zespołu. Jakieś propozycję? –
spojrzałem na chłopaków, którzy siedzieli cicho.
- No dobrze to ja zaproponuję. Co myślicie o nazwie, w
której użyć słowa Mars. Wiecie to taka planeta.
- Water on Mars? – Shannon spojrzał na mnie jak na debila.
- Ja pierdole, po co nam woda na Marsie? To musi być coś
oryginalnego, coś na co nikt by nie wpadł.
- This is a
magic thirty seconds with you! – Tim zaśpiewał jakąś piosenkę razem z radiem. Wtedy
mnie olśniło.
- Thirty seconds to mars! Chłopaki to jest to! – Spojrzałem
na nich. Byli zamyśleni. Trwaliśmy w milczeniu parę minut, po czym
uśmiechnęliśmy się do siebie nawzajem.
- Brawo młody. – Shann poklepał mnie po ramieniu. Po
obgadaniu wszystkiego zaczęliśmy próbę, która trwała trzy godziny z kawałkiem.
Była godzina siódma wieczorem.
- To co jakieś piwko?
- Sorry ja nie mogę umówiłem się. Shann przyjadę do ciebie
wieczorem, powiedziałem mamie, że śpię u ciebie. Pa! – pokiwałem im i wsiadłem
do samochodu. Teraz czeka mnie spotkanie z Alex. Pojechałem w stronę jej domu, denerwuję
się do cholery. Zaparkowałem auto przed jej domem i wysiadłem z niego. Udałem
się pod furtkę gdzie zadzwoniłem na dzwonek. Po paru minutach wyszła Alex
odziana w krótkie spodenki i jakąś dłuższą koszulkę.
- Czego chcesz? – Na mój widok, uśmiech z jej twarzy
zniknął.
- Porozmawiać.
- Spoko, wchodź. – Otworzyła mi furtkę więc wszedłem do
środka. Poszedłem za nią, aż weszliśmy do domu i usiedliśmy w salonie.
- O czym chcesz pogadać? – Alex wzięła cukierka w rękę,
odwinęła go z papierka i wsadziła do buzi. Wziąłem głęboki wdech, spojrzałem na
nią i zacząłem mówić.
- Nie byłem do końca szczery z tobą ostatnio jak
rozmawialiśmy. Zapytałaś mnie czy zakochałem się w tobie.. – spojrzałem na
dziewczynę, która spuściła wzrok w dół. Widać, że zrobiło jej się głupio. – Nie
wiem czy się zakochałem. Owszem darzę cię uczuciem, którego nie darzę nikogo,
ale jeszcze nie wiem co to jest. Lubię cię, cholernie cię lubię, naprawdę
bardzo mi się podobasz, masz niesamowity charakter, jesteś cholernie uro…
- Przepraszam, że w ogóle cokolwiek mówiłam o zakochaniu. To
był tylko jakiś idiotyczny wymysł mojego mózgu. Zapomnij o tym. – Alex
przerwała mi moją wypowiedź, powiedziała te słowa i spojrzała mi prosto w oczy.
- Jasne nie ma sprawy.. – uśmiechnąłem się sztucznie do
niej. Niby jej nie kocham, ale coś mnie ukuło w sercu kiedy powiedziała te
słowa. Nie ważne, mam zapomnieć.
- Chcesz może cukierka? – Alex uśmiechnęła się do mnie i
zaczęła machać mi krówką przed oczyma.
- Zjedz sobie maluchu. – Spojrzałem na nią i szeroko się
uśmiechnąłem. Ona naprawdę zachowuje się jak małe bezbronne dziecko. Jest
cholernie słodka.
- Po pierwsze nigdy tak do mnie nie mów. – Spojrzała na mnie
groźnie. – Po drugie twoja strata! – Odpakowała cukierka z papierka i wsadziła
go do buzi. Zaczęła się uśmiechać cholernie szeroko.
- Jesteś niemożliwa. – Przez dwadzieścia minut siedzieliśmy
w ciszy. Alex jadła cukierki jednego za drugim i od czasu do czasu uśmiechała
się do mnie.
- Zęby sobie popsujesz. – Spojrzałem na nią.
- Nie prawda, mam bardzo mocne zęby.
- Gdzie jest Louis? -
nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć więc zapytałem o jej starszego brata.
- Pojechał do Amy, więc grozi mi samotność przez resztę
wieczoru chyba, że bardzo byś chciał ze mną zostać. – Jej propozycja mnie
zaskoczyła.
- Jasne nie ma sprawy.
- Jakie masz marzenia? – Alex spojrzała na mnie i zadała mi
pytanie, którego się nie spodziewałem.
- Wydać płytę, która osiągnie sukces. Zbliżyć się do pewnej
dziewczyny i od niedawna wylecieć na marsa.
- Do jakiej dziewczyny? – Spojrzałem na nią. Nie wiem co mam
jej teraz odpowiedzieć.
- Takiej jednej nie znasz. Jest bardzo piękna, ma na imię
tak samo jak ty. – Alex się zarumieniła.
- A dlaczego chcesz wylecieć na marsa?
- Bo ty tam chcesz wylecieć. A ja bardzo chciałbym tam
polecieć z tobą. Z dziewczyną, do której chciałbym się zbliżyć.
- To się zbliż. – Alex się uśmiechnęła szeroko.
- Jak?
- Usiądź bliżej. – Zaśmiałem się cicho i usiadłem bliżej
niej. Rozmawialiśmy z dobre dwie godziny o naszych planach na przyszłość,
marzeniach i tak dalej. Alex położyła głowę na moich kolanach. Zacząłem gładzić
jej włosy.
- Mogę mieć prośbę do ciebie?
- Jasne, proś o co chcesz. – Uśmiechnąłem się do niej
szeroko i pstryknąłem jej nos.
- Louis mówił, że bardzo ładnie śpiewasz. Zaśpiewaj mi coś.
– Spojrzałem na nią zszokowany. Dobra raz się żyje.
- Jaka jest twoja ulubiona piosenka? Oczywiście wokalisty.
- Ymm.. niech pomyślę.. możesz zaśpiewać „ I don’t want to
miss a thing ‘’ Aerosmith. – Dziewczyna spojrzała mi w oczy. Wziąłem głęboki
oddech i zacząłem śpiewać. Starałem się, żeby każdy dźwięk wyszedł mi
perfekcyjnie.
- Then I kiss your eyes and thank God we're together and I just wanna stay with you in this moment forever, forever and ever* – w tym momęcie Alex przyciągnęła moją twarz do siebie i pocałowała. Byłem w totalnym szoku. Dziewczyna póściła moją głowę i schowała twarz w swoje dłonie.
- Then I kiss your eyes and thank God we're together and I just wanna stay with you in this moment forever, forever and ever* – w tym momęcie Alex przyciągnęła moją twarz do siebie i pocałowała. Byłem w totalnym szoku. Dziewczyna póściła moją głowę i schowała twarz w swoje dłonie.
- Przepraszam.. – wypowiedziała cicho.
- Ci.. nic się nie stało. – wziąłem dłonie z jej twarzy i
ucałowałem jej usta. Ten wieczór pozostanie w mej pamięci na zawsze. Potem nie
było już tak kolorowo jak tego wieczoru. Poczułem silne uczucie do niej. Nie
wiem czy to już zakochanie, ale na pewno pewien rodzaj przywiązania. Chciałem
spędzać z nią każdy dzień, po prostu z nią być. To dawało mi bardzo dużo
szczęścia.
__________________
Jest to rozdział jeszcze z tych początków w kwietniu. Nie jestem z niego w ogóle zadowolona, ale niech to idzie tak jak przewidziałam. Ten rozdział jest ostatni z takich gorszych, przynajmnie moim zdaniem. Jednak, mam nadzieję, że ktoś to przeczyta. Znajomość Alex i Jareda zaczęła się bardzo szybko, ale o to w tym wszystkim chodzi. Jest to zrobione celowo, tak samo jak zachowanie Alex jak małego dziecka.
* Wtedy całuje Twoje oczy i dziękuję Bogu, że jesteśmy razem, i po prostu chcę być z tobą w tym momencie na zawsze, na zawsze i na wieczność.
Pominęłaś czwarty punkt regulaminu zgłoszeniowego, więc zapytam o to tutaj: zgadasz się na publikację fragmentów promocyjnych nowych rozdziałów na forum?
OdpowiedzUsuńTak, zgadzam się. :)
OdpowiedzUsuńWstęp, wstęp, wstęp, standardowo najpierw będzie wstęp! Dzięki temu, że zapisałaś się do Spisu, w końcu dowiedziałam się, na jakim etapie kariery Jareda dzieje się akcja opowiadania, bo pytałam o to, ale mi nie odpowiedziałaś. Długo zwlekłam z tym komentarzem, sama nie wiem dlaczego, w tym miesiącu każdemu skomentowałam wszystko z wielkim opóźnieniem, jakoś zatraciłam poczucie czasu, ale nieważne, przejdźmy do rzeczy. Dziwi mnie przedstawienie bohaterki dopiero w trzecim rozdziale, ale lepiej późno niż wcale, jak to mówią. W końcu dowiem się o niej czegoś więcej, więc masz ode mnie plus :)
OdpowiedzUsuńSuper, że opisałaś te wszystkie odczucia i to, jak na śmierć pani Wesley zareagowały konkretne osoby, jak sobie z tym radziły lub nie radziły. W sumie to rozumiem to zachowanie małej Alex, miałam podobnie. To znaczy moi oboje rodzice żyją i mają się dobrze, ale są rozwiedzeni i ja się przez to zawsze czułam gorsza od innych dzieciaków. W podstawówce chciałam się zapaść pod ziemię, kiedy koledzy i koleżanki opowiadali o tym, co robili ze swoimi ojcami i w ogóle. Jakoś strasznie mnie to bolało i w sumie jest tak do dziś. To okropne, jak decyzje dorosłych mogą wpłynąć na psychikę dziecka, niszcząc mu tym całe ówczesne i przyszłe życie, no ale my nie o mnie!
Alex ma szczęście, że trafiła jej się tak wspaniała babcia, naprawdę i dobrze, że zdaje sobie z tego sprawę.
No i wyjaśnił się momentami aż rażący infantylizm głównej bohaterki. To oczywiste, że nie mając dzieciństwa, chce sobie je jakoś odbić, choć moim zdaniem w takim w wieku, jakim jest, powinna być choć odrobinkę rozsądniejsza. Tu też ją rozumiem, tyle, że ja nie miałam okresu nastoletniego, więc teraz nie potrafię się odnaleźć w dorosłości.
Popieram poglądy bohaterki na temat Boga, są dokładnie takie same jak moje. W sumie ten fragment brzmi jak kartka z pamiętnika, a nie retrospekcja, ale nieważne ;) Co jeszcze, cieszę się, że to była próba gwałtu, a nie sam gwałt, bo myślę, że jeszcze nie jesteś gotowa na opisanie takiego wydarzenia. Nie rozum mnie źle, po prostu opis gwałtu wymaga już troszkę większego kunsztu, sama żałuję, że się zdecydowałam kiedyś na ten opis, bo wiem, że nie jestem jeszcze wystarczająco "rozwinięta" w pisaniu, by podejmować się takich tematów, ale cóż, czasu nie cofnę.
Podejście Louisa do relacji z siostrą bardzo fajnie ukazane. Chłopak zdaje sobie sprawę z tego, że jest starszym bratem i musi ją chronić. Razi mnie tylko jedna rzecz. Z tego co wyliczyłam, w retrospekcji Alex miała siedemnaście lat, a Louis, który zdaje się być bardzo odpowiedzialnym bratem, mimo to nie miał nic przeciwko temu, by piła sobie alkohol. Wiesz, może to jest takie czepialastwo, ale mój znajomy ma kilka lat młodszą od siebie siostrę, która ma siedemnaście lat i ona nie ma prawa nawet wziąć przy nim łyczka piwa, bo jest jeszcze niepełnoletnia, a on czuje się za nią cholernie odpowiedzialny. No, ale każdy ma inne podejście, jednak wydaje mi się, że skoro chce ją za wszelką cenę chronić, jednak nie powinien jej pozwalać pić.
Część Alex jest w sumie na plus, mimo wszystko mi się podobała ;)
Teraz część Jareda. Nie wiedzieć czemu, mam wrażenie, że teraz będzie cała litania zachwytów nad pięknem i wspaniałością Alex, ale mam jednocześnie skrytą nadzieję, że jednak mnie zaskoczysz :)
UsuńNo i nareszcie głos rozsądku! Mam oczywiście na myśli zdanie "Za szybko na miłość. " Podoba mi się takie podejście i to bardzo i jest faktycznie miłym zaskoczeniem :) Dwadzieścia dziewięć lat? O Boziu, nie obraź się, ale te jego przemyślenia na temat bałaganu w pokoju są bardziej na poziomie "zbuntowanego" szesnastolatka, a nie dorosłego mężczyzny.
Cierpliwy jest Jared, skoro czekał na to, aż Alex otworzy mu drzwi kilka minut. Ludzie zwykle otwierają je po kilku sekundach :D To nie czepialstwo, tylko taki żarcik :)
Krówka, krówka, krówka, krówka, kocham krówki! Ostatnio obżerałam się nimi jak głupia <3
Napisałaś, że odpierdolę Cię za końcówkę, no cóż, nie zachwyciła mnie, ale też jakoś wybitnie nie zirytowała. Ten jeden, szybki pocałunek bym przeżyła, w sumie taka atmosferka się zrobiła i w ogóle, więc to jest w sumie ok, ale ten drugi już mnie raził. Fajnie, że Jared nie jest w niej zakochany na śmierć, ale mimo wszystko uważam, że to poszło jednak o wiele za szybko i nawet jeśli jest to zabieg celowy, to i tak nie jestem fanką takich opcji. Owszem, może się zdarzyć zakochanie od pierwszego wejrzenia (bo miłość to jednak zbyt duże słowo) i dwoje ludzi może poczuć do siebie irracjonalny pociąg już w pierwszej sekundzie od zapoznania się, ale myślę, że z okazywaniem tego sobie powinno się jednak trochę poczekać, żeby upewnić się, czy to czasem nie była tylko chwilowa fascynacja. No, ale to tylko i wyłącznie moja opinia :)
A teraz trochę uwag technicznych: Aerosmith, a nie Aerosmitha, ta nazwa się nie odmienia ;) Plus staraj się trochę wzbogacać swoje słownictwo, korzystaj ze słownika synonimów, bo robisz strasznie dużo powtórzeń, a to jednak troszkę razi. Interpunkcji się nie czepiam, w swoim czasie ją ogarniesz :)
Louis jest bardzo opiekuńczym bratem, ale to akurat pozwolił jej zrobić. Oczywiście nie tak żeby się zaraz upić, ale troszkę pozwolił. Z Jaredem właśnie o to chodziło, żby w niektóych kwestiach zrobić z niego jeszcze takiego dzieciaka. Pomiędzy ALex i Jaredem nie ma miłości, kest to pewien rodzaj przywiązania oni po prostu chcą ze sobą przebywać. Spokojnie tak kolorowo i pięknie już na długi czas tutaj nie będzie. :)
OdpowiedzUsuńDobra, Louis i Jared są usprawiedliwieni :)
UsuńAle mimo wszystko nie uważasz, że tak silne przywiązanie, biorąc pod uwagę fakt, że znają się kilka dni jest troszkę nie teges? Ja wiem, że się tego uczepiłam, no ale po prostu strasznie mnie to wierci, no ;P
I chwała Ci!
Strasznie dużo używasz słowa "cholernie" :)
OdpowiedzUsuńPostaram się już tego nie robić, będę zwracała na to uwagę, bo szczerze Ci powiem, że nie zdawałam sobie z tego sprawy :)
Usuń