sobota, 22 grudnia 2012

4. The real dream.

Jared :


Jasna tafla światła uderzyła moją twarz. Chciałem otworzyć oczy, ale nie mogłem. Co się do cholery dzieje? Słyszałem w okół siebie głosy Shannona i jeszcze kogoś, ale nie umiałem zidentyfikować kto to był. Tak potwornie boli mnie głowa. Dobra Jay weź się w garść i na trzy otwieramy oczy. Raz, dwa, trzy! Moje powieki lekko uniosły się w górę, dzięki czemu mogłem zobaczyć Shannona i obcego mi człowieka.
- No nareszcie stary ile można spać? - Shannon nachylił się na de mną i zaczął mi machać.
- Co się stało? Gdzie ja jestem ? - rozejrzałem się po pokoju, w którym aktualnie się znajdowałem. To na pewno nie był mój dom. Jest zbyt biało, sztywnie i ten specyficzny zapach... Szpital.
- Jesteś w szpitalu braciszku. Nie potrafisz chodzić to teraz cierp za swoje błędy. - Starszy brat uśmiechnął się do mnie i usiadł na krześle przy szpitalnym łóżku.
- Ale jak to się stało? Gdzie jest Alex? - Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ostatnie co pamiętam to mój pocałunek z All.
- Jaka Alex czy tobie już do końca na mózg padło? Byliśmy na próbie, pamiętasz? - przytaknąłem. - Wymyślaliśmy nazwę zespołu, po czym zacząłeś tak bardzo skakać z radości, że potknąłeś się o moje bębny i właśnie tak o to znalazłeś się tutaj. - Poczułem nieprzyjemnie ciepło na mojej głowie wiec momętalnie ją dotknąłem.
- Plaster, masz troszkę rozwaloną główkę. - Spojrzałem na niego przerażony. Nie, nie z powodu rozwalonej głowy tylko z powodu tego, że jeśli to wszystko przebiegało tak jak Shannon mówił nigdy nie pocałowałem Alex. Przecież to było takie prawdziwe. Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu?
- Wytłumacz mi coś. - zwróciłem się do Shannona. - Od próby zespołu jestem cały czas tutaj, tak? Nigdzie więcej nie byłem i cały czas masz mnie na oku?
- Właśnie tak.
- Kurwa mać! - krzyknąłem znacznie głośniej niż chciałem. Do sali przybiegł lekarz, na jego plakietce wyczytałem nazwisko Hudson.
- Jak się pan czuje, panie Leto? - spojrzał na mnie i odłączył mnie od kroplówki.
- Nie potrafię określić tego jak się czuję. Mam mętlik w głowie. Po prostu strasznie mnie to boli, nieważnie. Kiedy będę mógł z tąd wyjść?
- Jeśli wszystko będzie dobrze, opuścisz szpital po południu. - Uśmiechnął sie i wyszedł z sali. Poczułem, że muszę iść skorzystać z toalety. Usiadłem na łózku, ale znacznie gorzej było z wstaniem.
- Shannon mógłbyś ruszyć ten twój tłusty zadek i mi pomóc?
- Sam masz grubą dupę do jasnej cholery! - krzyknął do mnie z pełną buzią czekolady. - I tak już ci pomagam. - Po załatwieniu swojej potrzeby w toalecie postanowiłem przejść się po korytarzu. Nie lubię marnować czasu na leżenie w łózku czy spaniu. Życie jest zbyt krótkie żeby przejmować się faktem czy jest się wyspanym czy nie. Przechadzałem się korytarzami przed dobre pół godziny. Moje myśli krążyły cały czas w okół jednej osoby. Alex. Co jest w niej takiego, że tak bardzo mnie do niej ciągnie? Jest bardzo atrakcyjna to raz. Ale co dalej? No dobra ma fajny charakter, bardzo podoba mi się jej podejście do życia. Jest, po prostu.. no nie wiem, nie wiem jak mam ją określić. Nie jest ideałem bo do ideału każdemu z nas brakuje bardzo dużo. Ale jest kimś wyjątkowym. Tak to odpowiednie słowo.
- Jared? - usłyszałem za sobą głos należący do mojej matki.
- Cześć mamo. - przytuliłem swoją rodzicielke do siebie.
- Jak się czujesz ? Nic ci nie jest wszystko dobrze?
- Tak mamo, spokojnie. Nic mi nie jest nie raz zrobiłem sobie krzywdę więc i z tego wybrnę. - uśmiechnąłem sie szeroko.
- Mam nadzieję bo mam dla ciebie małą propozycję, ale to zaraz. Chodźmy do sali. - Wziąłem ją pod rękę i udaliśmy się w stronę sali, na której powinnienem przebywać. Obserwowałem ludzi, którzy tak jak ja postanowili pójść na spacer po szpitalnym korytarzu. Na ich twarzach jest tyle smutku, bezradności i żalu. Gdybym tylko umiał strasznie chciałbym im pomóc. W oczy rzuciła mi się postać, bardzo podobna do Alex. Ale co ona by tutaj robiła? Chyba, na prawdę zaczynam wariować.


Alex :


Obudziłam się o godzinie dziesiątej. Od razu postanowiłam pójść pod prysznic. Po wykonaniu wszystkich czynności związanych z chigieną usłyszałam, że telefon dzwoni.
- Nawet rano nie dadzą człowiekowi spokoju. Halo? - odebrałam i w słuchawce odezwał sie głos ojca.
- Słuchaj, babcia jest w szpitalu... - Zrobiło mi się słabo na samą myśl.
- Boże co jej się stało? W jakim szpitalu, gdzie? Ja muszę do niej pojechać! - zaczełam krzyczeć jak opętana do słuchawki. Babcia to dla mnie najważniejszy człowiek na świecie nie wybaczyłabym sobie gdyby coś jej sie stało a ja nie zrobiłam bym wszystkiego żeby jej pomóc.
- Ma problemy z sercem, ale nie martw się to nic poważnego. Louis zaraz podjedzie pod dom i razem do niej pojedziecie. Masz jakieś pięć minut więc się zbieraj. Zobaczymy się wieczorem. Pa.
- Pa. - odłożyłam telefon i w biegu pobiegłam na górę. Założyłam na siebie byle jakie ciuchy, związałam włosy w koka, włożyłam buty na nogi, płaszcz i wybiegłam z domu. Pod domem tak jak mówił tata stał samochód Louisa. Wbiegłam do niego i momętalnie ruszyliśmy w stronę szpitala.
- Kiedy trafiła do szpitala? - Brat nie odpowiedział mi na moje pytanie. - Louis?
- Sorry, zamyśliłem się. W nocy zabrało ją pogotowie. Ma problemy z sercem, ale na prawdę nie masz się czym martwić. - Na jego twarzy pojawił się sztuczny uśmiech. Czyli jest coś czego nie chcą mi powiedzieć za dobrze ich znam. Po dotarciu do szpitala obydwoje wybiegliśmy z samochodu i udaliśmy się do dyżurki.
- Przepraszam, moja znaczy nasza babcia trafiła tu dzisiaj w nocy mogłaby nam pani powiedzieć w jakiej sali się znajduje?
- Nazwisko?
- Wesley. Julia Wesley.
- Sala numer 314.
- Dziękuje. - Uśmiechnęłam się do pani w dyżurce i pobiegłam w stronę sali. Poszukiwania zajeły nam około pięciu minut. Wpadłam do sali, na której leżała babcia i od raazu do niej podbiegłam. Pojedyńcze łzy zaczęły spływać po moim policzku.
- Alex, Louis. Cieszę się, że was widzę. - Babcia wysiliła się na uśmiech i zcisnęła moją dłoń.
- Jak się czujesz? - zapytałam.
- Dobrze, kochanie nie masz czymś się martwić. To tylko mały problem. Poobserwują mnie, nafaszerują lekami i wszystko będzie dobrze. - Przytuliłam ją mocno do siebie.
- Louis słońce mogłbyś mi przynieśc szklankę wody?
- Jasne babciu. - Mój starszy brat podał babci szklankę z wodą.
- Ale babciu jak to sie stało jak? Jak to się stało, że tutaj jesteś? - łzy nadal leciały mi z oczu, nie umiałam tego kontrolować. Jeszcze nie wiem co jej jest, ale na prawdę tak bardzo ją kocham nie chce żeby stało jej sie cokolwiek złego. To ona zawsze chroniła nas od zła, więc teraz czas się zrewanżować.
- Bardzo bolało mnie serce wczoraj. Wiecie, że od dawna choruję na nie więc czasami mój stan może się pogorszyć. Ale spokojnie już jest wszystko dobrze, nic mnie nie boli. Na prawdę proszę was nie przejmujcie się mną. - Babcia po raz kolejny uśmiechnęła się do nas. Znów przytuliłam ją mocno do siebie. Siedziałam z nią do rana następnego dnia, aż przyszedł Louis i zabrał mnie do domu. Pomimo silnego zmęczenie nie mogłam zasnąć. Nie dawała mi spokoju ta sprawa z babcią. Widzę, że coś przede mną ukrywają. No i jeszcze Jared. Na jaką cholerę zadałam mu to pytanie? Zresztą to teraz najmniejszy problem. Po półgodzinnych przemyśleniach w końcu udało mi się zasnąć. Obudziłam się o godzinie siedemnastej, zjadłam na szybko bułkę, wykąpałam się, przebrałam i poszłam na autobus aby pojechać do babci. Jak zwykle w takie dni padał deszcz, a ja nie miałam parasola. Cóż z cukru nie jestem nie roztopię się. Wsiadłam do autobusu cała przemoczona, ale szczerze mówiąc to miałam to gdzieś. Po dodarciu na miejsce udałam sie do sali, na której znajdowała się matka mojego ojca. Wyglądała znacznie lepiej niż wczoraj. Przytuliłam ją mocno do siebie i ucałowałam.
- Przejdziemy się? - zaproponowała babcia, więc pomogłam jej wstać, wzięłam ją pod rękę i poszliśmy wzdłóz korytarza.
- Jak się czujesz? - uśmiechnęłam się do niej co było ewidentnie  sztuczne, ale nie mogę dać po sobie poznać tego, że się martwię. Wiem, że jeśli by to wyczuła nie powiedziła by mi już nic na temat swojego stanu zdrowia bylebym tylko się nie zadręczała.
- Dużo lepiej niż wczoraj, dziecko, dużo lepiej. - ścisnęłam jej dłoń. Przechadzałyśmy się po korytarzu rozmawiając o moich planach na przyszłość. Szczerze mówiąc to kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Zdałam liceum na bardzo dobrych wynikach, mam maturę i co dalej? Chciałam studiować fotografię, ponieważ bardzo mnie to interesuje, ale jakoś nie mam narazie zapału do tego. Teraz najważniejsze jest to żeby wszystko powróciło do normalności. Obserwowałam ludzi i w pewnym momęcie zobaczyłam Jareda w objęciach jakiejś starszej kobiety. No pięknie jeszcze jego mi tu brakowało. Stanęłam na chwilkę na przeciwko babci.
- Babciu.. proszę cię jeśli coś się dzieje to powiedz mi. Widzę, że coś przede mną ukrywacie. Proszę cię powiedz mi o co chodzi. - Musiałam zadać babci te pytania, ponieważ dzięki temu stałam tyłem do niego więc była tylko jedna druga szans, że mnie rozpozna. Naszczęście nie rozpoznał. Tylko co on tutaj robi? Do cholery, Alex ogarnij się i daj sobie z nim spokój. Potrząsnełam głową i spojrzałam na babcie.
- Słuchasz ty mnie wogóle? Tak jak ci mówiłam nic przed tobą nie ukrywam, wiesz, że byłabyś pierwszą osobą, której powiedziałabym gdyby mi coś było. Na prawdę wszystko jest dobrze nie masz czymś się martwić kochanie. - Po raz kolejny przytuliłyśmy się mocno do siebie i powróciłyśmy na salę. Babcia poszła z lekarzem na badania a ja zostałam sama czekając za nią. Usiadłam na parapecie wpatrując się w widok za oknami szpitala. Nawet ładnie tutaj mają. Jednak cały czas myślałam o co w tym wszystkim chodzi. Nie kocham go, nie to na pewno nie jest to. Po prostu czuję, że coś mnie przyciąga do tego człowieka. Mam nadzieję, że z czasem mi to minie. Zobaczyłam babcie w drzwiach więc szeroko się uśmiechnęłam, jednak mój uśmiech szybko zniknął z twarzy kiedy zobaczyłam ją całą bladą. W pare sekund leżała już na ziemi nie przytomna.
- Babciu! - podbiegłam do niej i zaczełam wołać o pomoc na cały szpital.

_________________________

Tak, tak, wiem bardzo krótki rozdział. Wiem też, że strasznie zaniedbałam tego bloga, ale to wszystko się zmieni. Mam nadzieję, że się będzie się podobać. Rozdziały będą się teraz pojawiać co tydzień. Pozdrawiam. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz