Jared :
- Ta ta ta ta! - rozgrzewałem swoje struny głosowe przed wejściem na scenę. Koncert charytatywny, będziemy grać same covery, ale od czegoś trzeba zacząć. Może jacyś ludzie zwrócą na nas uwagę i uda nam się wybić. Denerwowałem się jak zawsze, ale taka człowieka natura. Doskonale wiem o tym, że jak już tam wejdę i zacznę śpiewać po tremie zostanie tylko wspomnienie. Wspomnienie, które będzie powracało do mnie przed każdym kolejnym występem, ale to jest to o czym marzę, to co chciałem robić już od dawna. I wreszcie mam na to szansę. Zgromadziło się tu bardzo dużo osób, mam nadzieję, że chodź ktoś powie nam, że jesteśmy na tyle dobrzy, że będziemy mogli osiągnąć cokolwiek w przyszłości. Shannon stał w skupieniu i namiętnie nad czymś myślał. Matt natomiast spożywał jakiegoś batonika.
- Dobra chłopaki, jazda. To, na prawdę nasza wielka szansa więc błagam nie zjebmy tego. Jest tu mnóstwo ludzi, ludzi którzy mają duże stanowisko w branży światowej, ludzi którzy mogą nam pomóc się wybić. Jazda na scenę. Amen. - wszyscy się przeżegnaliśmy. Niezbyt wierzę w te całe bóżki, ale to taki nasz gest przed wyjściem na scenę. Wziałęm mojego akustyka w rękę i powędrowaliśmy na scenę. Wszyscy ludzie odwrócili się w stronę sceny. Pierwsze odgłosy perkusji, gitary no i jedziemy! Zaczęliśmy od piosenki Jamesa Blunta " You're beautiful". Jest to miłosna ballada, która wymaga perfekcji i wyczucia.
- My life is brilliant... - wyśpiewałem delikatnym głosem do mirofonu. Damska częśc publiczności zaczęła krzyczeć. Szczerze to nie spodziewałem się tego, ale to tylko pomogło pokonać mi tremę.
- You're beautiful, you're beautiful it's true.. - pokazałem palcem na jakąś brunetkę, która tylko nieśmiało uśmiechnęła się do mnie.
- I will never be with you! - Mój palec zwrócił się w stronę Shannona, co rozbawiło wszystkich ludzi. Spojrzałem na nich i uśmiechnąłem się.
- Jak się bawicie?! - Wykrzyczałem, na co oni odpowiedzieli głośnym krzykiem. O tym marzyłem całe moje życie. Zaśpiewaliśmy jeszcze dziesięt coverów, po czym niestety musieliśmy zejść ze sceny. Byłem strasznie spocony i cholernie chciało mi się pić. Dorwałem się do butelki wody co było w tej chwili moim jedynym marzeniem. Wytarłem się ręcznikiem i zdjąłem koszulkę. Ponieważ był środek lata było cholernie gorąco, więc bez żadnego dłuższego namysłu włożyłem ją sobie w spodnie dzięki czemu swobodnie zwisała. Postanowiłem rozejrzeć się po tym całym festynie więc wyszłem z częsci dla zespołów. Przed bramką stała grupka dziewczyn, która nieśmiało poprosiła mnie o autograf. Nigdy w życiu nie rozdawałem autografów. To, na prawdę cholernie miłe. Podpisałem każdą z kartek swoim imieniem.
- Jak się podobało? - zwróciłem się do nich.
- Buyło niesamowicie! Twój głos to wszystko! Jak się nazywacie? - odpowiedziała mi jedna z nich.
- Szczerze mówiąc to jeszcze nie jest oficjalne, ale jeżeli chciałybyście kiedyś poszukać nas to zawsze pod logiem 30 seconds to mars. - uśmiechnąłem się szeroko do nich. Poprosiły mnie o wspólne zdjęcie więc bez zastanowienia się zgodziłem. Po rozdaniu autografów, zrobienie zdjęć i krótkiej rozmowie, grzecznie je przeprosiłem i udałem się dalej. W pewnym momęcie poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
- Byłeś niesamowity! - odwróciłem się i zobaczyłem Alex. Mój boże czy to, na prawdę ona? Nie widzieliśmy się przecież tyle czasu.
- Co tutaj robisz?
- Louis urządza tutaj jakiś pokaz kulinarny więc zabrałam się z nim. - Brunetka poszła przed siebie, a ja ruszyłem za nią.
- Bardzo miło cię znów widzieć. I jak tam się życie układa?
- A nie powiem, że dobrze bo bym skłamała. - przysiedliśmy na jakiejś ławce. - Mam problemy z wagą bo ciągle mi skacze raz w górę, raz w dół. Babcia miała cięzki okres i bardzo chorowała, ale naszczęście teraz jest już wszystko dobrze. No i ten cholerny pajac. - tu wskazała na Louisa, który coś gotował a w okół niego było pełno ludzi.
- A co z nim ? - uśmiechnąłem się.
- On cierpi na debilstwo. A tak po za tym to powinniście zmienić styl grania. To co teraz zrobiliście jest okej, ale za dużo dzieci się wami zacznie interesować. Ta muzyka powinna być dla poważnych ludzi, no dobra dla pojebanych ludzi, ale ludzi, którzy ją zrozumieją i wiedzą czym jest prawdziwy rock!
- Sugerujesz, że jesteśmy zbyt..
- Piękni, młodzi ah i oh. Pokażcie, że umiecie ciężko zagrać a nie. Jak wy się w ogóle nazywacie?
- 30 seconds to mars. - spojrzałem na brunetkę.
- No właśnie trzydzieści sekund na marsa. To powinno się kojarzyć z kompletnym odlotem przy muzyce. Odlotem, którzy ludzie otrzymają po przesłuchaniu pare sekund waszych utworów. - To co ona mówiła miało sens, ale nie nawidzę kiedy ktoś wtrąca się i mówi mi co mam robić.
- Jasne, jasne może jeszcze ludzie mają pieprzyć się przy naszej muzyce?
- No i takie myślenie mi się podoba! - Alex uśmiechnęła się od ucha do ucha. Nie poznaję tej dziewczyny. Jeszcze nie dawno była tak cholernie zamknięta w sobie.
- No co tak na mnie patrzysz? Mówię ci jak jest, po prostu doradzam ci jako dobra.. koleżanka. - i gdzie jest to małe dziecko, które w niej tkwiło? - A teraz chodźmy na lody! - Okej, znalazłem je. Ona, na prawdę jest inna niż wszystkie. Ma swój styl bycia. Chodź jest cholernie dziecinna to i tak coś mnie do niej ciągnie. Przez ten czas kiedy się nie widzieliśmy, zdązyłem zapomnieć o tym, że cokolwiek przez jaką kolwiek chwilę do niej czułem, ale znów to wszystko powróciło. W tej dziewczynie jest tyle życia, tyle radości. Poszliśmy do budki z lodami.
- Jakie? - Alex spojrzała na mnie.
- Czekoladowe. - uśmiechnąłem się do niej.
- Dwie porcje czekoladowe poproszę.
- Ja zapłacę. - spojrzałem na nią i wręczyłem pani w średnim wieku dziesięcio dolarowy banknot.
- Okej jak sobie chcesz to płać. - Znowu przysiedliśmy na ławce. - Muszę ci powiedzieć, że coś nas łączy. - spojrzała na mnie. Moje serce zaczeło odrobinę szybciej bić.
- Co? Co.. co nas łączy?
- Obydwoje uwielbiamy czekoladowe lody.
- Racja. - posłałem jej kolejny serdeczny uśmiech. Nie wiem dlaczego moje serce tak zareagowało na słowa " coś nas łączy ". Ciekaw jestem co ona w tej chwili czuje. Nazywając siebie tylko moją koleżanką chyba określiła swoje uczucia do mojej osoby. Chciałbym abysmy byli chociaż przyjaciółmi. Spojrzałem na brunetkę, która z wielką niechęcią jadła czekoladowe lody.
- Co jest? - zapytałem.
- Za dużo, zaraz się porzygam. - Spojrzała na mnie z miną męczennika. Po chwili jej lody leżały na mojej twarzy a ona śmiała się w najlepsze.
- Nie ujdzie ci to na sucho, o nie! - Zacząłem ją gonić po całym polu gdzie odbywał się festiwal. W pewnym momęcie razem runęliśmy na ziemię i zrobiłem możliwie najgłupszą rzecz jaką mogłem w tej chwili zrobić - pocałowałem ją.
- Nienawidzę cię za to! - chodź odwzajemniła mój pocałunek zaczęła się na mnie wydzierać. Wstała z ziemi i poszła przed siebie.
- All, poczekaj przepraszam. - chwyciłem ją za nadgarstek.
- Zostaw mnie w spokoju. Dlaczego to zrobiłeś, dlaczego?
- Nie wiem... - spojrzałem w ziemię, póściłem jej nadgarstek i poszłem w drugą stronę.
- Czekaj, coś ci spadło! - Alex krzyczała za mną, ale mimo tego się nie odwróciłem i szedłem dalej. Uświadomiłem sobie, że ta kobieta nie chce mnie w swoim życiu. Oddaliłem się od festiwalu na dość dużą odległość. Zrobiło się trochę chłodniej więc włożyłem na siebie koszulkę. Szukałem w kieszeni kartki z piosenką, ale jej nie znalazłem. Pewnie mi gdzieś wyleciała, jak pech to pełną parą. Tylko gdzie? Alex. Znowu ona. Ona ma to w rękach. Tak mi się wydaje, bo przecież krzyczała za mną, że coś mi wypadło. A z resztą może lepiej jak to przeczyta i zobaczy co czuję. Jedno z czego jestem dziś zadowolony to z tego pocałunku. Chodź żałuję, że to zrobiłem to w końcu spełnił się mój sen. Może po prostu trzeba troszkę powalczyć? Nie poddawać się? Może, ale jeszcze nie teraz nie dzisiaj. Wszystko było dobrze dopóki znów nie zachowałem się jak kretyn. Mogłem jej nie całować. Chodź jestem szczęśliwy, że mój sen, wizja czy co to tam było się spełnił to wiem, że teraz już tak łatwo się do niej nie zbliżę. I jeszcze powiedziała, że mnie nienawidzi pięknie! To życie jest do dupy.
Alex :
- Nienawidzę cię za to! - wykrzyczałam Jaredowi prosto w twarz. Po co mnie całował, po co? Przecież równie dobrze mógł tego nie robić a teraz? Teraz moje chore serce znowu coś poczuło do niego. Nie dość, że cały czas chodził przede mną z gołą klatą to jeszcze ten pocałunek. Alex do cholery ogarnij się! On wcale nie jest przystojny, wcale nie lubisz jego niebieskich oczu i tego pięknego uśmiechu... I tego pięknego ciała... O czym ja myślę, no kurwa ogarnij się dziewczyno! Moje myśli toczyły walkę ze mną. Wstałam z ławki i postanowiłam udać się do domu. Miałam bardzo dużo do przejścia, ale taki spacer dobrze mi zrobi. Po opuszczeniu terenu festiwalu szłam cały czas prosto tak jak do domu. Słychać było coraz słabszą muzykę dochodzącą z miejsca gdzie przed chwilą się znajdowałam. Po dwóch godzinach doszłam do domu. Byłam wykończona, nogi miałam jak z waty. Oczywiście nikogo w domu jeszcze nie było. Od razu weszłam pod prysznic. Czułam się cholernie spocona i brudna. Po zmyciu z siebie tego wszystkiego owinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju. Założyłam niebieskie majtki na siebie i czarną koszulkę z końmi. Otworzyłam okno w pokoju i usiadłam na łózku z laptopem. Poprzęglądąłam pare stron, poczytałam recenzje na temat dzisiejszego występu Jareda i reszty. Cholernie mi się nudziło. Wyłączyłam tego złoma i postawiłam na telewizje. Leciałam po programach jednak nic ciekawego nie leciało. Zostawiłam włączony telewizor na jakimś romansidle i od razu przypomniał mi się Jared. Do jasnej cholery niech on wyjdzie z mojej głowy.
- Alex! - usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Wyjrzałam przez okno i stała tam Anja.
- Już schodzę na dół. - uśmiechnęłam się do niej i wyszłam przed dom. Usiadłyśmy na ławce.
- Co się stało, że o tej porze przychodzisz? - spojrzałam na nią.
- Po pierwsze jutro będziesz pracować, bo muszę wyjechać. Po drugie zaraz ci powiem gdzie wyjechać.
- No dawaj.
- Pamiętasz Karla? - przytaknęłam - Zaprosił mnie jutro na randkę! - zaczęłam się mimowolnie śmiać.
- Dziewczyno masz dwadzieścia trzy lata a zachowujesz się jak pięciolatka. Facet cię zaprosił spoko trzeba wybrać jakieś ciuchy ładnie cię umalować i gotowa. - W głębi serca strasznie cieszyłam sie z jej szczęścia.
- Dobra to teraz ja ci coś opowiem. - Anja spojrzała na mnie z uśmiechem - wiesz kogo dzisiaj spotkałam na tym festiwalu?
- Johna?! - kiwnęłam przecząco głową z uśmiechem. - Czekaj, czekaj a ten ostatnio jak on miał... Jared?
- Tak dokładnie tak.
- No i co w związku z tym?
- Pocałował mnie. - spojrzałam na nią, na co ona spóściła szczękę w dół i zaczeła mnie przytulać.
- No to gratuluję kochanie.
- Ale to wcale nie jest dobrze. Bo ja chyba znów coś do niego czuję... - spóściłam głowę w dół.
- Śmiejesz się z jego dennych żartów?
- Nie wiem.
- Czyli jesteś zaślepiona nim. Kochasz go. - spojrzałam na Anje.
- Chyba żartujesz... Wcale go nie kocham. - Po czterogodzinnej rozmowie z moją przyjaciółką pożegnałyśmy się i w końcu poszłam do domu. W między czasie Louis i tata także wrócili. Nadal miałam w głowie słowa Anji. Przecież ja go nie kocham, on mnie denerwuje. Nie mogę go kochać. Może to jakieś zauroczenie, na pewno niedługo mi minie. Położyłam się do łózka i w końcu zasnęłam.
__________________________
Najprawdopodobniej jest to już ostatni rozdział w tym roku, dlatego chciałam wam wszystkim życzyć udanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku. Niech się spełnią wszystkie wasze, nawet te najskrytsze marzenia. A teraz na temat tego rozdziału. Część Alex to kompletna porażka, ale tak to czasami bywa, że przez te gorsze rzeczy też trzeba przejść. Jeszcze raz szczęśliwego nowego roku! :)
(:
OdpowiedzUsuńSuper rozdzial!! ;D
OdpowiedzUsuńdziękuje :)
Usuń